Blog
Słowa w sosie ostro-gorzkim- http://www.blogroku.pl/wing2009,gwh
Magda Figurska
Magda Figurska Publicystka WARSZAWSKIEJ GAZETY
128 obserwujących 611 notek 564519 odsłon
Magda Figurska, 13 stycznia 2012 r.

Aneks do kłamstwa

 

 QCHNIA POLITYCZNA
 
 
Aneks do kłamstwa
 
 
 Zainteresowanie, z jakim oglądam cotygodniowy program „Bliżej” Jana Pospieszalskiego (czwartek, TVP Info, godz. 22:30), łączy się czasem ze złością na widok doboru zaproszonych gości. Tak było w przypadku obecności Andrzeja Celińskiego, politycznego hermafrodyty, który na prowadzonym blogu udowodnił, że formalnie ( treść - jako całkowicie nieistotną - pomijam) lepiej panuje nad słowem pisanym niż mówionym; podobnie było w ubiegłotygodniowym programie, gdy ujrzałam byłego ministra sprawiedliwości, Krzysztofa Kwiatkowskiego, którego praktycznie znamy tylko z wypowiedzi ustnych. Pomijam, oczywiście, jego buble prawne, jak choćby nowelizacja ustawy „Prawo o ustroju sądów powszechnych”.
 
Szybko jednak zrozumiałam metodę i celowość koncepcji doboru dyskutantów. I tu głęboki ukłon w stronę Autora i gospodarza programu, który tym posunięciem dowiódł, że rankingi poparcia polityków (K.Kwiatkowski był zawsze zaraz po D.Tusku i R.Sikorskim), są tak samo kłamliwe i śmieszne, jak machanie w studio kartkami z rejestrem własnych dokonań; tak samo sztucznie i pusto brzmią, jak niczym nieskrępowany słowotok autocharakterystyki człowieka, który wbrew oczywistym faktom, pozostaje ciągle w stanie permanentnej i głębokiej megalomanii.
 
W ciągu dwóch lat swego urzędowania, minister Kwiatkowski powinien kilka  razy podać się do dymisji. Pierwszy raz, gdy bez zgody Prokuratury Wojskowej odsłuchał nagrania z czarnych skrzynek z TU-154M rozbitego pod Smoleńskiem. Stwierdził wówczas, że nie wiedział, co będzie odsłuchiwał. Nie żądał tego konkretnego nagrania i słuchał tylko tego, co dali mu eksperci z Instytutu. Później bagatelizując sprawę zarzekał się, że był to materiał poglądowy i dotyczył innego samolotu.
 
Kolejna „wpadka” ministra sprawiedliwości miała miejsce w lipcu 2011 roku i była jego reakcją na kontrolę MS w Sądzie Okręgowym dla Warszawy-Pragi, która wykryła liczne oszustwa i wyłudzenia, zawyżanie pensji i fałszowanie list płac. „Kontrole zadziwiły –  powiedział Kwiatkowski w  TVN Warszawa - skalą tego procederu i liczbą nieprawidłowości”. Odwołano prezes sądu, kierownik działu kadr i K.Ejchler, dyrektor finansową, która wcześniej zdążyła uciec na trzymiesięczne zwolnienie. Po jego zakończeniu otrzymała nowe stanowisko tylko dlatego, że minister Kwiatkowski jako zaistniałą podstawę do odwołania określił brak zaufania, zamiast - rażące naruszenie obowiązków służbowych, które skutkuje zwolnieniem dyscyplinarnym.
 
Kolejna „plama” na honorze ministra miała miejsce pod koniec października 2011 roku, gdy dyrektor Zakładu Karnego w Sztumie, ppłk Andrzej G. w niedzielę pojawił się z nożem na terenie więzienia, wszedł na jeden z oddziałów, gdzie zadał kilka ciosów osadzonemu. Co zrobił minister Kwiatkowski? Zarządził nadzwyczajne spotkanie z dyr. generalnym służby więziennictwa, na którym zaakceptował ustalenia raportu. Wszystko było zgodnie z przepisami Nie było zaniedbań, kierownik placówki może wchodzić z nożem, bo nie jest sprawdzany, a wszystko to wina chronicznego stresu i obciążenia pracą wynikające z zajmowanego stanowiska. Zaakceptował zalecenia dyrektora: obligatoryjne warsztaty i treningi profilaktyczne, obozy kondycyjne i rozszerzony dostęp do resortowej opieki medycznej.
 
Następną „wpadkę” można  nazwać uleganiem lobbingowi. To ekspresowa nowelizacja kodeksu spółek handlowych, autorstwa Andrzeja Zwary, członka PO i szefa Naczelnej Rady Adwokackiej, obsługującej spółki Ryszarda Krauzego. Nowelizację przekazano uroczyście, jako prezent ministrowi na spotkaniu noworocznym Polskiej Rady Biznesu, w obecności Z. Niem­czyc­kiego, J. Kul­czyka i R.Krau­zego. W rzeczywistości był to prezent nie dla ministra, ale dla Ryszarda Krauzego, który uniknął w ten sposób oskarżenia przez prokuraturę o działanie z art. 585 k.s.h. Wolę koalicji podpisał prezydent, ustawa weszła w życie po 5 dniach (zamiast po 14) i sąd musiał umorzyć postępowanie wobec wpływowego miliardera.
 
Wiele jeszcze pytań można by zadać byłemu ministrowi sprawiedliwości. Choćby o jego społecznego doradcę, wiceprezesa Banku Ochrony Środowiska, który zatrzymany we wrześniu ub.r. na polecenie Prokuratury Okręgowej w Łodzi usłyszał zarzuty korupcyjne. Ciśnie się też pytanie, dlaczego po tragicznej śmierci Andrzeja Leppera, w piątek, nie było już żadnego prokuratora, bo tłumaczono, że zaczął się weekend i w związku z tym wyniki krwi zostały zrobione dopiero w poniedziałek, a opublikowane po pół roku. Za to szczególna nadaktywność ministra ujawniła się po Marszu Niepodległości, gdy mimo weekendu zdołał ściągnąć 30 „rozgrzanych” sędziów, którzy już w sobotę w nocy zajęli się zatrzymanymi uczestnikami zamieszek. Z pominięciem, oczywiście, Antify, bo jak stwierdził minister, jesteśmy w strefie Schengen.
Zaskoczenie więc większości mediów, które dotąd oszczędnie dawkowały powyższe informacje, jako pozostające w sporym dysonansie z rankingami dokonań i popularności ministra, musiały być udawane, gdy nowy-stary premier Tusk ogłosił 17 listopada skład nowego rządu. Nie znalazł się w nim „profesjonalista” Kwiatkowski, zastąpiony przez historyka filozofii J.Gowina. Na otarcie łez dostał członkostwo w sejmowych komisjach Ustawodawczej i Sprawiedliwości oraz stałe zastępstwo w mediach za Pawła Olszewskiego, któremu co odważniejsze media wytknęły czerwone korzenie rodzinne. Odtąd byłemu ministrowi Kwiatkowskiemu przypisana została stała rola Wincentego Kadłubka  Platformy Obywatelskiej. Nie dziwią więc bajki, które opowiadał w programie „Bliżej”, o niezależności prokuratorów i sędziów oraz o tym, jak w stosunku do ludzi Solidarności, opozycjonistów walczących z reżimem stanu wojennego, państwo, czyli III RP, zdało egzamin. A może to nie nieszkodliwe bajki, tylko już nadużycie oraz  wyjątkowo perfidne kłamstwa? O niezależnej prokuraturze, prawidłowym modelu niezawisłego sądownictwa, dobrym z punktu widzenia obywatela i sprawnie działającej służbie więziennej.  
 
Bezcenne w programie J.Pospieszalskiego było więc to, co wprost i bez zbytniej, medialnej nieśmiałości, podyktowanej polityczną poprawnością ludzi mogących wiele stracić, powiedzieli ministrowi bezkompromisowi działacze Solidarności i organizatorzy strajku w stoczni gdańskiej, Stanisław Fudakowski i Andrzej Michałowski. To słowa prawdy o niemocy i uzależnieniu polskiego wymiaru sprawiedliwości, o powstaniu i funkcjonowaniu III RP, która ze zbrodniarzy zrobiła ludzi honoru, a z opozycjonistów, wyznawców faszyzmu, prawdy o bezkarności zbrodniarzy i kolejnych rządach, które ją umacniają w imię nieznanej nam, Polakom, „dżentelmeńskiej”, okrągłostołowej umowy.
 
Co mają do powiedzenia rządzący  zmanipulowanym przez lata Polakom, którym zamiast prawdy dano załganie, a zamiast wolności – hipermarkety? Mają dla nich przygotowany od lat aneks do kłamstwa założycielskiego III RP, haniebny aneks określający stan wojenny „mniejszym złem”,  którym do dziś tłumaczy się zbrodnie junty Jaruzelskiego, Kiszczaka, Kani et consortes.
 
Czy w świetle dokumentów historycznych, amerykańskich, radzieckich i polskich, ostatnia mowa obrończa Stanisława Kani przed sądem ma jakieś znaczenie? Profesor Antoni Dudek, członek Rady IPN mówi, że jest niezwykle ważna. Dlaczego narracji zamówionej i przeczytanej w sądzie dla obrony własnej skóry, dla odwrócenia uwagi od sedna sprawy, czyli aktu oskarżenia, przypisuje się tak wielką wagę? By pokazać, że istniał też socjalizm „z ludzką twarzą”, który wykreował wręcz jedynego demokratę w PRL-u, jedynego sprawiedliwego, który z odwagą herosa obalił tezę Jaruzelskiego i choć wprawdzie przygotowywał stan wojenny, ale nie miał zamiaru go wprowadzić? „Rewelacje” Kani, że jesienią 1981 roku, zagrożenia Polski zbrojną interwencją radziecką nie było, nie mają żadnej wartości dowodowej, ponieważ są jedynie jego opinią, odczuciami, bo przecież stwierdzenie „jestem przekonany” jest subiektywnym odczuciem. Zresztą prawidłowym, choć zmiennym, co w obliczu aktu oskarżenia nie dziwi, tak bardzo, jak karkołomna logika S.Kani, że„przygotowania do stanu wojennego prowadzone były nie po to, aby tę operację przeprowadzić, ale by uzyskać zdolność wykonania takiego przedsięwzięcia”.
 
Doświadczenia Polaków, począwszy od 13 grudnia 1981 roku dowodzą, że przygotowania prowadzone jakoby ars pro arte jednak się przydały. Te doświadczenia i przeżycia nie są subiektywne; są udziałem wszystkich Polaków, którym na równi odebrano wolność i godność, a III RP „zapomniała” im je oddać. Z tekstu Józefa Szaniawskiego, ostatniego więźnia politycznego PRL, który wyszedł na wolność dopiero 22 grudnia 1989 roku, w cztery miesiące od rozpoczęcia działalności „pierwszego niekomunistycznego rządu T.Mazowieckiego”, pt.: „Mołotow: Jaruzelski nas wyręczył", wynika niezbicie, że wiarygodność Kani jest równa wiarygodności Jaruzelskiego i obaj są jednakowymi zdrajcami ojczyzny:
 
„Decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego zapadła w kwietniu 1981 r. w czasie tajnego spotkania w specjalnym wagonie kolejowym niedaleko Brześcia nad Bugiem po sowieckiej stronie granicy. W spotkaniu uczestniczyli przywódcy PRL Stanisław Kania i Wojciech Jaruzelski oraz szef sowieckiego KGB Jurij Andropow i minister obrony marszałek Dmitrij Ustinow. W imieniu sowieckiego politbiura polecili wprowadzenie stanu wojennego w Polsce w takim terminie i w takich warunkach, aby operacja się udała. Plan stanu wojennego w podstawowych zarysach był przygotowany w Moskwie, Kania i Jaruzelski mieli jedynie dopracować szczegóły i wybrać odpowiedni termin. W zachowanym sowieckim stenogramie dotyczącym spotkania w Brześciu znajduje się jednoznaczne zdanie - rozkaz marszałka Ustinowa: "Trzeba podpisać plan przygotowany przez naszych towarzyszy"! Co więcej, w trakcie tego spotkania, jak czytamy w stenogramie sowieckiego politbiura: "Towarzysz Jaruzelski ponowił prośbę o zwolnienie go ze stanowiska premiera (rządu polskiego). Przystępnie wytłumaczyliśmy mu, że koniecznie powinien pozostawać na tym samym stanowisku i z godnością pełnić powierzone mu obowiązki, bowiem przeciwnik mobilizuje siły, aby zagarnąć władzę". Tak właśnie było! Premier polskiego rządu podawał się do dymisji nie przed polskim Sejmem, ale przed swoimi faktycznymi zwierzchnikami z Moskwy, którzy wcześniej zrobili go generałem, ministrem obrony, premierem, a teraz w Brześciu wyznaczyli mu kolejną funkcję - dyktatora stanu wojennego przeciwko własnemu Narodowi. I Jaruzelski wykonał rozkazy z Kremla. To była zdrada Ojczyzny, to była targowica XX wieku”.
 
Nie dajmy się więc nabrać na tanią psychoanalizę zbrodniarzy, która ma wywabić ich grzechy. Wystarczy, że nabrali się na to historycy i nabrał się sąd, odczytując kolejny aneks do kłamstwa.
 
 
Magda Figurska

Tekst opublikowano w nr.2/2012 Warszawskiej Gazety

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image Proponuję oryginalne danie: SŁOWA W SOSIE OSTRO-GORZKIM,produkt ciężko strawny i kaloryczny, okraszony szczyptą humoru i odrobiną ironii. ================================================= Sprzedaż: www.polskaksiegarnianarodowa.pl, United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6 lok 227, Tel. 502 202 900

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Autor "że żeby", "gdyż ponieważ". Widać, że Autor był gimbem. Jedynie, czego nauczyły...
  • @ALEKSANDER CHŁOPEK - OUTSIDER221 I znowu kłamstwo: "Jeszcze tu nikt nie widział, więc i nie...
  • @Autor Miał Pan zniszczyć UE, ew. zrobić z niej burdel, a tu co? Podkulił Pan ogon i...

Tematy w dziale