„Pole trifft beim Besuch eines Bordells seine Ehefrau
Eine unbekannte Seite seiner Ehefrau hat ein polnischer Mann bei einem Bordell-Besuch entdeckt: Unter den Angestellten des Etablissements stiess der Pole voellig ueberrascht auf seine eigene Herzdame, die sich dort heimlich ein Tagesgeld verdiente, wie die Zeitung „Super Express” berichtete. „Ich war sprachlos”, erklaerte der Ehemann dem Blatt. Schliesslich habe er die ganze Zeit gedacht, dass seine Frau als Verkaeuferin in einer benachbarten Stadt arbeitete. Nach 14 Jahren się nun Schluss”
„wprawdzie języki są nieprzetłumaczalne, choć niektórym tłumaczom wydaje się inaczej ” (Stanisław Cat–Mackiewicz) i język niemiecki jest moim czwartym w hierarchii umiejętności (a dziesiątym w skali sympatii), to podjąłem się dla salonowiczów próby tłumaczenia tego prostego textu i oto efekt:
Polak spotyka swoją żonę w burdelu
Nieznaną stronę swojej małżonki odkrył pewien polski mąż podczas wizyty w burdelu: podług pracowników tego lokalu rozrywkowego stanął jak wryty całkowicie zaskoczony na widok swojej damy serca, która tutaj potajemnie zarabiała na kieszonkowe, jak podała środowa gazeta „Super Express”. „Zapomniałem języka w gębie” wyjaśnił ów mąż gazecie. Cały czas myślał on, że jego żona pracowała jako sprzedawczyni w sąsiednim mieście. Po 14 latach związek ma się ku końcowi”
Obok wniosków obyczajowo-uczuciowych pojawia się po przeczytaniu tego textu pytanie czy podawanie narodowości niefortunnego męża jest dla śmieszności artykuliku konieczne?
Albo „jaki wygląda polski thriatlon?”
„przeplynąć Odrę, na dobieg ukraść np.w Frankfurcie rower i popedałować na nim do Polski”
Ha, ha, ha!
Tego typu i poziomu można było do niedawna usłyszeć w publicznej niemieckiej telewizji.
To tak jak by np. Krzysztof Skiba czy Szymon Majewski opowiadał, że Niemiec obciął sobie interes i wraz z kolegą świadomym pochodzenia posiłku zjedli to, a następnie tenże Niemiec Niemca za obopólna zgodą zabił i zjadł jego niemiecką wątrobę (fakt autentyczny z 2002 roku). Albo jakby nasze gazety podawały, że niemieccy rodzice co rusz albo zagładzają swoje dzieci na śmierć (patrz mój post "Niemcy w szoku po głodowej śmierci 5-latki) albo wysyłają je na tamten świat za pomocą pogrzebaczy (patrz wpisy poniżej tego textu, niestety autentyczne).
Apel do salonowiczów! Jeśli ktoś może sprawdzić w środowym „Superexpresie” jak naprawdę wyglądał ten artykuł, czy narodowość tego małżonka (i małżonki) była podana, proszę o zamieszczenie tego w komentarzach, bądż na swoim blogu. Może mamy do czynienia z przekłamaniem, może opisywany przypadek nie pochodził z Polski, a wydrukowane w polskiej gazecie „mąż” i ”żona” niemiecki biały szpieg przetłumaczył sobie od razu „polak”. Wtedy były by jaja! Nasi hakerzy powinni wtedy zablokować wszelkie internet.adresy tej gazety, a MSZ podać ją do sądu!
Nawet jeżeli moje przypuszczenia nie okażą się prawdziwe i rzeczony przypadek pochodzi np. z Kielc, to położenie akcentu na Polaka i polską żonę nie służy budowaniu pozytywnego wizerunku sąsiadów zza Odry, nie będącej już ,par exelance, granicą.
Gdy naszym krajem władali "faszyzujący, rewanżystowscy Bliżniacy" mówiono o Polsce z jawną niechęcią, wręcz czasem z wrogością. Teraz znowu wraca ton pogardliwy, prześmiewczy. Dlatego nie dziw ,że w sondażach sympatii Niemcy umieszczają Polaków na dole obok Cyganów, Serbów, Kurdów. Trochę nasz margines (złodzieje aut, sklepów, kieszonkowcy, handlarze żywym towarem) zasłużył sobie na taką uwagę, ale generalizowanie 50 milionowego narodu na przykładzie przestępczego elementu powinien budzić sprzeciw także aparatu państwowego.



Komentarze
Pokaż komentarze (36)