Uczepiłem się makijażu jak psiego ogona, chociaż psi ogon pod względem atrakcyjności bije makijaż na łeb.
Mam jednak ambicję prezentować na tym blogu rzeczy obrzydliwe i powszechne jednocześnie. Ale do rzeczy.
Rozmawiałem ze znajomą, która mimo iż nie jest zachwycającej urody, wyróżnia się na tle koleżanek z pracy.
Mianowicie nie chodzi do pracy w makijażu. Mimo że komplementy to nie moja specjalność, po poprzednich dwóch wpisach pochwaliłem jej naturalną urodę i zachwycałem się kolorem skóry (patrz poprzedni wpis). Wówczas dowiedziałęm się, że kilka kobiet w pracy zwróciło jej uwagę (!), w tym najlepsza koleżanka (!!), że powinna się malować, bo przeciez jest w pracy... Dodam jeszcze, że koleżanka jest nawet ładniejsza, oczywiście zanim ukryje się za jakimiś podejrzanymi barwnikami i maziami.
Rozwinęła się rozmowa na ten temat, po czym znajoma uświadomiłła mi psychologiczną stronę takich zachowań.
1. Kobieta pomalowana się wyróżnia.
2. Każda chce się wyróżniać. A także każda chce wyglądać lepiej niż koleżanki.
3. Kobiety pracujące to zwierzęta stadne, tzn. instynkt stadny jest u nich silniejszy niż racjonalne myślenie.
Z trzech pierwszych punktów wynika w bezpośredni sposób 4: Wszystkie kobiety w pracy się malują. Każda uważa, że najlepiej. Otwarcie mówią to jedynie narcyzy, ale każda jest o tym przekonana.
Jeśli w tym momencie jedna z nich się wyłamuje i się nie maluje, zaczyna się wyróżniać.
Pominę już fakt, że mimo przeciętnej urody wygląda najładniej ze wszystkich.
Chociaż tego faktu nie powinienem pomijać, bo jest on kluczowy - oszpecone kobiety mają problem - nie mogą przestać robić z siebie pajaców, bo instynkt stadny. Jedyne wyjście - zdyscyplinować tą mądrą.
Mam nadzieję, że nie ulegnie powodzi sztuczności i bezguścia...
P.S. A wiecie, że "sztukę" makijażu przekazał kobietom Azazel? :)




Komentarze
Pokaż komentarze