Od kilku godzin zastanawialem sie po co Donaldowi Tuskowi Kluzik -Rostkowska. Myslalem, ze przyjecie jej do PO jest kompletnie bez sensu. Tusk na tym nie zyskuje a wrecz traci twardy elektorat PO. Przeciez te pania niewielu poprze i w ogolnej liczbie glosow nie moze mu to sie oplacic. Ma "swoich", sprawdzonych zaufancow, do obsadzania na odpowiednio platnych stanowiskach, wiec po co mu ewidentna zdrajczyni polityczna?
Do plucia ma swojego Niesiolowskiego a wczesniej Palikota, ktory, nawiasem mowiac, wiecej szkody PO przyniosl niz zyskow. Po co mu Kluzik-Rostkowska? Do plucia - nie, do sciagniecia elektoratu? - NIE.
Na rozwiazanie naprowadzil mnie wpis blogera AD VOCEM.
Tuskowi nie zalezy na powiekszaniu ilosci popierajacych PO bo i tak ma wiekszosc. Jemu zalezy na pomniejszaniu elektoratu Kaczynskiego. Ci co glosowali na Kluzikowa na wybory nie pojda, byc moze zaglosuja na kogos z PJN ale to przeciez strata glosu bo oni do Sejmu i tak nie wejda - wlasnie pokazali swoja indolencje w uprawianiu polityki.
W rzeczywistosci, to zaproszenie Kluzik-Rostkowskiej bylo dla niej pocalunkiem wampira o wylupiastych oczach...
Na razie pani ta cieszy sie, ze zyje ale do czasu. Na kazdego ukaszonego przez demona wczesniej niz pozniej przychodzi kres i niebyt...
Oby tylko polityczny...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)