"Ośrodek w Jaworzu był jednym z kilku zaledwie obozów internowania stanu wojennego, który umieszczono nie w więzieniu, lecz w wojskowym domu wczasowym podległym dowództwu wojsk lotniczych. Działał do 22 maja 1982 r. (…) Osobistą kontrolę nad obozem sprawował adiutant gen. Kiszczaka, pułkownik Romanowski – on eskortował transport helikopterami z Warszawy do Jaworza, on też odwiedzał regularnie obóz. Stała, SB-cka część załogi Jaworza, nie ulegała zmianie, nie zmieniali się podoficerowie – prawdziwa władza w obozie, zmieniali się za to co kilka tygodni żołnierze z poboru i członkowie formacji ROMO. (…) Ośrodek odosobnienia w Jaworzu, jako jeden z bardzo niewielu w kraju, odpowiadał warunkom internowania zapowiadanym przez władze stanu wojennego: dwa pawilony spełniały standard wczasowy, w pokojach ok. 10 m2, z przedpokojem mieszczącym szafę i umywalkę, mieszkały 3 osoby. Dwa prysznice i cztery kabiny WC na piętrze przypadały na 20–30 osób. Czystość w pokojach, na korytarzu i w pomieszczeniach sanitarnych utrzymywali sami internowani. W oknach nie było krat, pokoje były otwarte, panowała swoboda poruszania się po korytarzach i wewnątrz pawilonu – ale już nie swoboda wychodzenia na zewnątrz, na teren bez muru i wieżyczek strażniczych. Spacery odbywały się pod nadzorem, w kółko po wyznaczonym terenie. Posiłki, przyrządzane smacznie, podawano do stolików w stołówce. W kwietniu pojawił się nowy zastępca komendanta ds. nadzoru politycznego; przyniosło to znaczne zaostrzenie, np. warunków widzeń z rodzinami – zaczęły się one odbywać pod ścisłym nadzorem funkcjonariuszy (…). W obozie istniała doskonała samoorganizacja dla zagospodarowania czasu: działała »wszechnica jaworzyńska«, której wykłady odbywały się początkowo codziennie – później dwa razy w tygodniu, co sobotę odbywały się wieczory PEN-Clubu, a także wieczory poezji, seminaria historyczne i filozoficzne, spotkania okolicznościowe, działały lektoraty językowe. W Jaworzu – i tylko w nim – pojawił się poważny problem, którego nie znały inne obozy. Była w nim świadomość wyraźnego uprzywilejowania w stosunku do innych miejsc odosobnienia, stworzenia przez władze – niewątpliwie celowo – nie tylko odmiennych warunków zewnętrznych, ale i odmiennej »socjologii« internowanych, zniszczenia panującego przez 16 miesięcy legalnej działalności poczucia zbratania wszystkich warstw społecznych składających się na fenomen »S«. Wymowa tych działań była przejrzysta: zróżnicować i podzielić, oderwać i przeciwstawić. Niebezpieczeństwo to zostało natychmiast dostrzeżone i zdefiniowane. Już na Boże Narodzenie ’81 wysłane zostało na ręce ministra spraw wewnętrznych PRL pismo protestujące przeciw internowaniu tysięcy ludzi w Polsce, ale także przeciwko »rażącemu zróżnicowaniu ich sytuacji«. »Widzimy w tym próbę świadomego dzielenia nas na lepszych i gorszych. Protestujemy przeciwko temu podziałowi. Jeśli stworzenie takich samych warunków wszystkim nie jest możliwe, gotowi jesteśmy dzielić los pozostałych naszych kolegów«. Protest podpisało 38 obecnych w Jaworzu internowanych” www.internowani.pl. (aktualnie serwis przechodzi modernizacje ale kopia jest tutajhttp://www.bibula.com/?p=28899
Kokos, w świetnej notce http://kokos.salon24.pl/471873,chwala-internowanym-czyli-wstydz-sie-kaczorze pisze natomiast tak
"Jedni, bowiem, że podam tylko przykład Antoniego Macierewicza internowali zostali w aresztach śledczych i zakładach karnych wraz z kryminalistami zaś byli i tacy szczęśliwcy, których umieszczono w wojskowym ośrodku wczasowym w Jaworzu i w ośrodku sanatoryjno-wczasowym „Gniewko” w Darłówku. Co ciekawe nie było tam krat, a nawet nie zamykano pomieszczeń.
Czy dlatego ci wszyscy, którzy tam przechodzili „martyrologię” mówią dzisiaj z dramatyzmem i grozą w głosie, że wywieziono ich w okolice poligonu drawskiego, kiedy bliżej prawdy byłoby określenie Pojezierze Drawskie?
Oto niektórzy ci szczęśliwcy: Władysław Bartoszewski, Andrzej Celiński, Andrzej Drawicz, Bronisław Geremek, Jerzy Holzer, Jerzy Jedlicki, Henryk Karkosza, Bronisław Komorowski, Waldemar Kuczyński, Lesław Maleszka, Aleksander Małachowski, Tadeusz Mazowiecki, Stefan Niesiołowski, Maciej Rayzacher, Andrzej Szczypiorski, Piotr Wierzbicki, Wiktor Woroszylski.
Widzimy wyraźnie, że roi się wśród tych nazwisk od wieloletnich i najbardziej zasłużonych dla komunistycznej bezpieki agentów takich jak „Ketman”, „Monika”, „Mirek”, „Jam”, „Kowalski”, „Zbigniew”."
Trzeba sobie więc postawić pytanie: po co władze utworzyły luksusowy ośrodek i pozamykały w nim szpicli ubeckich razem z wyselekcjonowaną opozycją. Czyżby chodziło o skaptowanie tych ludzi?
O przeszkolenie do przyszłej pracy operacyjnej? Wcale nie twierdzę, że się udało ale wątpliwości pozostają....



Komentarze
Pokaż komentarze (3)