Zdaję sobie sprawę, że kiedyś nadejdzie taki dzień, że będą musiał moją kotkę Brumkę zanieść do weterynarza, gdy już będzie bardzo stara i słaba i on mi powie:
-Proszę pana. Nic się nie da zrobić. Ona jest stara. Najlepiej by było, żeby uśpić...
Ja wtedy odpowiem:
-Niech pan to zrobi.
Będę patrzył jej wtedy w oczy a on weźmie strzykawkę, ja przytrzymam ręką, będę ją głaskał i mówił do niej a ona będzie mi patrzyła prosto w oczy, bo będzie czuła, że coś się dzieje ale będzie mi ufać, Jak zawsze. Będzie mi bardziej ufać, niż temu co będzie czuła. Tylko lekko zadrży, gdy on wbije igłę a później zwiotczeje i zaśnie.
Wezmę ją wtedy, owinę w koc i zakopię pod jabłonką, gdzie leży już od lat inny kot. Nazywał się Lord. On był mojego wujka. Wujek już też nie żyje.
Każdy kiedyś umrze. Na to nie ma mocnych...
Jednak nie chciałbym kiedyś iść do jakiegoś innego lekarza, w sprawie moich ludzkich bliskich i usłyszeć to co usłyszę, gdy kiedyś przyniose tę kotkę:
- Nic się nie da zrobić. Najlepiej by było uśpić...
Może już wtedy takie sprawy będą załatwiali weterynarze? Przecież mamy postęp i po co obciążać służbę zdrowia?
Zastrzyk byłby ten sam tylko dawka większa...
Jednak w takiej sytuacji chciałbym zakopać pod jabłonką...Ten mój nieżyjący wójek, co miał kota Lorda, chciał by go zakopać pod jabłonką ale trzeba było na cmentarzu. Kuzynka - jego córka, posadziła mu tam tam jabłonkę ale się rozrosła i inni ludzie, słusznie mieli pretensje, więc trzeba było ściąć...
Wychodzi, że Lord ma lepiej niż człowiek...



Komentarze
Pokaż komentarze (3)