Pan Mądel uraczył nas po raz kolejny swoimi przemyśleniami. Na swoim blogu napisał takie coś:
--cyt--------------
Doktor Bodin, właściciel działki, na której rośnie feralna brzoza, omal nie upadł na ziemię, gdy nad jego głową przelatywał polski tupolew. Bodin stał wtedy przy wjeździe na posesję, dość daleko od linii lotu samolotu, ale nawet tam siła gazów wylotowych z silników i efekt zaskrzydłowy były tak wielkie, że Bodin upadłby w błoto, gdyby nie oparł się o zaparkowany samochód. O dziwo, Anita Gargas nie pyta go o ani tor lotu maszyny, ani o kolizję z drzewem, bo dobrze wie, że odpowiedź Bodina podważyłaby raport Macierewicza, widz jednak nie potrzebuje tych pytań, bo sam widzi wielkie, złamane w pół drzewo i prowizoryczną kapliczkę pod jego grubym pniem, szerokim u podstawy prawie na metr. Takie drzewo mogło uszkodzić samolot. Nikt tego dotąd tak jasno nie pokazał.
-------------
Skoro Bodin "musiał oprzeć się o samochód" bo by upadł, to równie dobrze ten sam podmuch mógł połamać drzewo. Ba! musiał polamać to drzewo bo wyżej jego siła była dużo większa!
Człowiek przewraca się przy wietrze o sile huraganu tj. ponad 130 km/h.
Huragany łamią drzewa.
Zadziwiające, że taki intelektualny bełkot, przeczący prawom fizyki został umieszczony na SG Salonu...



Komentarze
Pokaż komentarze (4)