Mam w domu dwóch nastolatków. Mistrzów opóźniania, czekania, zwlekania. Z czymkolwiek. Rano, poleżeć choć minutę dłużej. Odkurzyć, choć minutę później. Ulubione słowa: „zaraz”, „chwila”, „już”.
Każde z nich oznacza kolejne przypomnienie, kolejne pogonienia i kolejne nerwy, które czasami ostatecznie puszczają.
Przez cały dzień. I następny dzień, a potem tydzień i potem miesiąc. I tak dalej.
Szczerze powiedziawszy, nie rozumiem. Nie próbuję powiedzieć, że ze wszystkim pędzę, zawsze z entuzjazmem i chętnie. Niekoniecznie, też mam momenty, gdy mi się nie chce, też zdarza mi się, że nie lubię. Też mam tak, że lubię poleżeć. Trochę odetchnąć i ponicnierobić.
Tylko nie umiem nic nie robić. Nie umiem leżeć i patrzeć w sufit. Czasem siedzę dłużej, bo chcę skończyć i mieć spokój. Zdarza mi się nie zasnąć, bo czegoś nie zrobiłem. Dlatego wolę zrobić i wtedy odpocząć.
Z drugiej strony staram się znaleźć taki moment w którym już dość. Moja Żona ma tak, że zawsze znajdzie coś do zrobienia. Coś jeszcze i jeszcze.
Tak już nie robię.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)