W AA mówi się, że z urazą to jest tak, jak z trucizną: bierzesz ją i myślisz, że otruje się twój wróg. To tak, jakby robić eksperyment w tych samych warunkach i za każdym razem spodziewać się innego wyniku.
To nie działa.
Staram się nie łapać uraz, bo właściwie nie służą mi do czegokolwiek. Jeśli nie lubię towarzystwa jakiejś osoby, po prostu staram się nie znajdować w jego czy jej towarzystwie. Nauczyłem się też, że osoby, których nie lubię, zwykle mi mnie samego przypominają. Mają moje wady. Mają coś, czego się pozbyłem i są wyrzutem sumienia.
Przestałem traktować ich jak wrogów. Przypominają mi, kim byłem i kim nie chcę być. Co nie znaczy, że życzę sobie przebywać w ich towarzystwie.
Mam w okolicy grupkę pijaczków. Jeden z nich zaczynał ze mną karierę w AA. Dziś patrzę, gdzie jest on, patrzę też gdzie jestem ja. Bez poczucia wyższości, po prostu zawdzięczam to sobie. On swoją sytuację też.



Komentarze
Pokaż komentarze