Jestem cudem. Wielu alkoholików mówi o początku swojego trzeźwienia w ten sposób, że to było jakieś mistyczne przeżycie. Jakieś światło z nieba. Jakiś głos. Jakiś spokój.
Miałem zupełnie inaczej.
Gdy przestałem pić, czułem się tak, jakbym się rozpadał. Jakby alkohol był klejem, który trzymał mnie w kupie. Który mnie jakoś spajał. Dodatkowo, w tym wszystkim okazało się, że coś mam, gdzieś w przewodzie pokarmowym. Dodatkowo, w tym wszystkim, uderzyłem w tył innego samochodu, łamiąc przy tym rękę. W medycznym języku tak oznacza się dłoń.
Nie mogłem sam zapiąć sobie rozporka.
Wydawało mi się, że mój świat się rozpada. Leżąc w nocy, sam w ciemności, poczułem zapach płynu do dezynfekcji i pomyślałem, że pójdę tam i naleję sobie to pojemniczka po lekach. Nie poszedłem.
I to jest chyba ten cud.



Komentarze
Pokaż komentarze