Wojciech Jagiełło Wojciech Jagiełło
206
BLOG

W co gra Donald Tusk?

Wojciech Jagiełło Wojciech Jagiełło Rozmaitości Obserwuj notkę 13

Od kilku dni zastanawiam się nad rzeczywistymi intencjami Donalda Tuska względem Bronisława Komorowskiego. Teksty na ten temat pojawiły się ostatnio w salonie24 i myślę, że warto byłoby ten wątek przeanalizować dokładniej.

Donald Tusk zawsze był w pewnym sensie solistą. Dwie bolesne porażki wyborcze w 2005 roku przeżył na pewno mocno, ale jak dowiódł wcześniej jest politykiem sprytnym i konsekwentnym, jak również sprawnym rozgrywając gry na naszym, wewnętrznym podwórku (co innego w polityce międzynarodowej, gdzie zwyczajnie traci rezon i daje się jednak dość łatwo ogrywać – i Angeli Merkel i Władymirowi Putinowi).

Dlatego zastanawiam się, co w obecnej sytuacji, po smoleńskiej katastrofie, myśli o swojej dalszej politycznej drodze Donald Tusk?

Przyjrzyjmy się sytuacji.

Do zimy tego roku można było w zasadzie w ciemno obstawiać jego wygraną w jesiennych wyborach prezydenckich, w których jego kontrkandydatem miał być Lech Kaczyński. Gdyby nie afera hazardowa, która ujawniła całkowitą słabość Platformy i wynikające stąd realne zagrożenie porażką w wyborach parlamentarnych 2011 partii pozbawionej swojego lidera i zdanej na łaskę Schetyny oraz innych doraźnych Rychów i Zbychów, prawdopodobnie ten scenariusz byłby realizowany. Prawdziwa przyczyna rezygnacji Donalda Tuska ze startu w wyborach prezydenckich była prawdopodobnie inna i bardzo prawdopodobne, że wiąże się z cichą działalnością sfer wspierających Bronisława Komorowskiego, który do tego momentu był politykiem raczej drugiego planu – nie koncentrował na sobie uwagi i nie brał udziału w partyjnych przetasowaniach.

Jednak nie można pominąć zauważalnej, poprzedzającej rezygnację Tuska z kandydowania, lekkiej fali krytyki przechodzącej przez sprzyjające mu do tej pory media – takie jak GW czy TVN. To mógł być rodzaj sygnału, że jeżeli Tusk się nie wycofa i nie odda pola Komorowskiemu, ta fala może się wzmóc i w efekcie zaburzyć znacznie jego rozwijającą się karierę polityczną. Myślę, że Tusk jest bardzo czuły na takie znaki.

Teza ta, jakkolwiek ryzykowan znajduje potwierdzenie w taktyce ‚prawyborów‘, do ktorych Tusk osobiście mianował dwóch kandydatów – Komorowskiego oraz Sikorskiego, ktory w żadnym razie nie mogł być poważną kandydaturą wewnątrz PO i ewidentnie był wystawiony na odstrzał. Dziwne w tych prawyborach bylo tylko to, że Sikorski na nie przystał, wiedząc jakie są warunki i rozumiejąc, że to w zasadzie koniec jego poważnej kariery politycznej. To albo dowodzi skrajnej presji, na jaką byl wystawiony, albo jego kompletnego braku instynktu politycznego tudzież rozsądku. (Tak czy inaczej patrząc – dobrze, że ten polityk szczyt kariery ma już za sobą, bo albo jest w coś uwikłany, albo po prostu głupi).

Wracjając do tematu głównego – po katastrofie smoleńskiej sytuacja Platformy znacznie się pogorszyła. Ewidentnie dobre układy Komorowskiego z Rosjanami oraz rownie ewidentna niemoc rządu polskiego w realizacji dobrze rozumianej polskiej racji stanu, obnaża – wciąż – nieprzygotowanie zarówno Tuska jak i jego ministrów do sprawowania swoich funkcji. Tusk ma świadomość, że wcześniej czy później ten temat odbije się w wynikach wyborów. Pytanie dobrze postawione – ktore to powinny być wybory? Te w ktorych będzie startował Donald Tusk, czy te, w ktorych będzie kandydowal Bronisław Komorowski?

Odpowiedź solisty Donalda może być tylko jedna.

Dlatego można zaryzykować tezę, że Tusk może w tych wyborach liczyć na przegraną Bronisława Komorowskiego. To rozwiązywałoby kilka problemów.

Po pierwsze, eliminowałoby Bronisława Komorowskiego jako istotnego przeciwnika wewnątrz PO. Po przegranych ‚wygranych‘ wyborach kariera tego pana byłaby skończona. Oczywiście, dalej mógłby być marszałkiem, dalej mógłby być we władzach partii, ale bez istotnego znaczenia w dalszej grze. Po drugie – przegrana PO w wyborach prezydenckich zmniejszałaby znacznie szanse na porażkę w wyborach parlamentarnych w 2011 roku – ze względu chociażby na niechęć Polaków do kolejnego powierzania całej władzy w jedne ręce. Gdyby tak potoczył się scenariusz wyborczy – przegrana Komorowskiego teraz i wygrana Tuska w 2011 – hegemonia tego ostatniego w PO byłaby totalna. Natomiast w przeciwnym wypadku – Tusk miałby bardzo duże kłopoty z utrzymaniem się przy władzy – również w PO. Jej utrata wewnątrz partii oznaczalaby z kolei koniec de facto kariery tego polityka.

Scenariusz pośredni, czyli wygrana Kmorowskiego teraz oraz wygrana Tuska w wyborach parlamentarnych jest również w pewnym sensie dla niego ryzykowna. Oznacza przede wszystkim przejęcie całkowitej odpowiedzialności za państwo i reformy, których nie da się uniknąć w takim układzie władzy. Wspólnowładztwo ludzi prezydenta oraz ludzi premiera w partii będzie faktem (podobnie jak to było za Kwaśniewskiego i Millera). Konflikt na linii prezydent – premier wcale nie musi się skończyć dla premiera korzystnie (Kwaśniewski był w tej rozgrywce górą, co oznacza, że prezydent też może), a ewentualny społeczny ciężar reform spadnie tylko i wyłącznie na Tuska – ponieważ to on będzie te reformy firmował. A wszyscy wiemy, jak się zakończyły rządy AWS. Efekt w przypadku PO mógłby być taki, że Tusk się wykończy realizując reformy, przegra kolejne wybory, natomiast Komorowski będzie spokojnie planował drugą kadencję w pałacu prezydenckim.

Ten scenariusz jest więc dla premiera równie ryzykowny.

Można uznać więc, że Donald Tusk obecnie gra o bardzo wysoką stawkę.

„Intensywność“ pojawiania się premiera w ostatnich dniach – jako osoby wspierającej Komorowskiego – jest zerowa. Co prawda premier zadeklarował, że jest na 100% zaangażowany w kampanię, ale fakty temu przeczą. Tusk się na razie chowa.

I teraz coś ciekawego - ostatnio przeczytałem w „Przekroju“ notki dotyczące szefów sztabów wyborczych obecnych kandydatów. Uderzyła mnie ta dotycząca szefa sztabu Bronisława Komorowskiego – czyli wiceprzewodniczącego klubu PO, Sławomira Nowaka. Przedstawiono go, jako człowieka, który ma duże doświadczenie w prowadzeniu kampanii wyborczych, bowiem był jedną z osób odpowiedzialnych za prowadzenie kampanii PO w wyborach... parlamentarnych 2005 oraz prezydenckich Donalda Tuska 2005!

To chyba mowi samo za siebie. Tym bardziej, że Slawomir Nowak jest zdecydowanie bardziej człowiekiem Tuska niż Komorowskiego.

I w calej tej układance jest tylko jeden element, który może ją całkowicie wywrocić. Ten element to Jan Rokita.

Jego powrót do polityki, popracie Jarosława Kaczyńskiego oraz PiSu mogłoby całkowicie odmienić naszą rzeczywistość i zrealizować scenariusz „Premiera z Krakowa“, a że byłby to premier z PiSu? To już inna sprawa...

 

"Państwo funkcjonuje normalnie, przecież z Moskwy sprowadzono ciała ofiar" - Marszałek Stefan Niesiołowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Rozmaitości