Blog
Daleko blisko
Wojciech Sadurski
Wojciech Sadurski prawnik, publicysta, pracuje...
132 obserwujących 435 notek 1437988 odsłon
Wojciech Sadurski, 27 stycznia 2007 r.

Manifest tolerała

No i co robić z tak miło rozpoczętą dyskusją? Odpowiedź jest oczywiście tylko jedna – kontynuować ją.

Ale obiecuję – tylko ten jeden raz. Nie chcę bowiem wpaść w pułapkę zakleszczenia się w jednym temacie. Przecież tyle ciekawych rzeczy naokoło: Parlament Europejski już prawie odzyskany, Hanna Gronkiewicz-Waltz popełniła zbrodnię przeciw demokracji, Adam Michnik znów coś musiał narozrabiać, bo coraz głośniej o nim… A my tu filozofujemy. Ale może ta filozofia jest jednak ważniejsza?

Większość moich krytyków formułowała na różne sposoby zarzut, który da się streścić tak: „Zwolennicy tolerancji są w gruncie rzeczy nietolerancyjni wobec tych, którzy mają inne poglądy niż oni”. Jest to zatem zarzut hipokryzji, czyli podwójnych standardów, albo też i wewnętrznej sprzeczności idei tolerancji.

Jeśli moi krytycy sądzą, że stanowisko nietolerancji wobec nietolerancji jest we mnie jakoś głęboko ukryte, a oni je teraz przemyślnie zdemaskowali, to ułatwię im zadanie. Rzeczywiście uważam, że zwolennik tolerancji musi być nietolerancyjny wobec ludzi nietolerancyjnych.

Ale nie cieszcie się jeszcze – to nie jest żadne kompromitujące wyznanie. To w gruncie rzeczy sprawa oczywista.Bo przecież zwolennik tolerancji – czyli dopuszczenia także poglądów i działań, których nie akceptujemy – nie może być „neutralny” między tolerancją i nietolerancją. To byłby absurd, wewnętrzna sprzeczność. Wyobraźmy sobie zwolennika wolności, który przyznaje wolność działania tym, którzy wolność innych ograniczają. Czy naprawdę uznamy go za przyjaciela wolności? Tak samo ktoś, kto uważa tolerancję za wielką wartość, nie może, bez auto-kompromitacji, tolerować działań tych, którzy siłowo narzucają swą wolę innym tylko dlatego, że nie zgadzają się z ich przekonaniami etycznymi, religijnymi, estetycznymi…

Ale uwaga: to, co przed chwilą powiedziałem, opiera się na uznaniu, że tolerancja to nieograniczenie działań innych ludzi na tej podstawie, że się z nimi nie zgadzamy. Tolerancja nie ma nic wspólnego z powstrzymaniem się od KRYTYKI. Krytyka nie jest zaprzeczeniem, ale często wręcz realizacją zasady tolerancji: skoro pozwalam ci wyrażać swoje poglądy i postępować zgodnie z nimi, to i Ty musisz mi przyznać prawo do wyrażania moich poglądów – także krytykujących Ciebie.

Tolerancja nie każe więc nam powstrzymywać się od wyrażania poglądów, wymiany opinii, ekspresji własnych przekonań. Nakazuje „tylko” akceptację faktu, że inni powinni mieć wolność działania zgodnie z własnymi przekonaniami i publicznego wyrażania ich. Ta wolność nie jest zakłócona przez krytykę tych ich przekonań i działań; jest natomiast zakłócona przez zakaz albo siłowy przymus. Tylko te ostatnie są wykluczone przez zasadę tolerancji.

W praktyce sprawa nie jest oczywiście tak prosta, bo naprawdę trudnym przypadkiem jest coś na pograniczu wyrażania krytyki i uniemożliwienia postępowania. Czy jeśli łysol wrzeszczy do maszerujących gejów: „P***y do gazu!” to jest to jeszcze krytyka czy już uniemożliwienie ekspresji własnego homoseksualizmu?

Czekam na Państwa opinie; ja tylko powiem, że jest rzeczą notoryczną, że wszystkie ogólne zasady moralne prędzej czy później natrafią na zjawiska, które nie dadzą się łatwo zaklasyfikować. Tak czy inaczej, wolność słowa jest dla mnie wartością tak wielką, że w tych sferach pośrednich, gdzie nie wiemy czy coś zakwalifikować jako działanie (przymus, zakaz) czy tylko jako krytykę, przyznałbym priorytet wolności słowa. (Chociaż Amerykanie znają pojęcie tzw. „fighting words” – słowa, które są ekwiwalentem fizycznej agresji. Ale ograniczyłbym to tylko do bezpośrednich wyzwisk, mających zastraszyć lub sprowokować, a nie na przykład do wyrażania oburzających treści w mediach).

Ale najczęściej konfliktu między zasadą tolerancji a zasadą wolności słowa nie ma, bo tolerancja dotyczy naszych działań (czyli zakazywania) a wolność słowa – wypowiedzi (czyli krytyki). Można krytykować a jednocześnie zezwalać i godzić się na zezwalanie.

To, nota bene, fundamentalny kanon postawy liberalnej: fakt, że z czymś się nie zgadzam, nie jest wystarczającym powodem, bym żądał zakazania tego. To może też tłumaczyć, dlaczego tolerancja jest postawą „wyuczoną”, a nie naturalną. Bo „naturalna” jest reakcja: jeśli coś mi się nie podoba, to (jeśli tylko mam taką możliwość) zakażę, albo uniemożliwię. Może też tłumaczyć, dlaczego tak wielu ludzi, skądinąd spokojnych i poczciwych, z takim przekonaniem i bez obawy o potępienie może publicznie oznajmiać: „Nie lubię tolerancji”.

Wreszcie: kim jest tytułowy „tolerał”? To oczywiście liberał-tolerancjonista, taki jak ja; wymyśliłem to słowo przed chwilą, a zatem zastrzegam sobie nieograniczone prawa autorskie © Wojciech Sadurski 2007.

PS: Kilku komentatorów wyraziło wczoraj zaniepokojenie stanem mojego umysłu. Za tę ujmującą troskę szczerze dziękuję. Natomiast studentowi I roku filozofii, który wyznał, że wstydzi się za mnie, radzę by tego wstydu koniecznie wyzbył się jak najprędzej: nie dręcz się, Panie Kolego, wszystko biorę na swoje konto.

 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Autorka Droga i Szanowna Pani Przez stara sympatie zamieszczam komentarz, choc generalnie nie...
  • @Autor Wariactwo nt falszerstw ma charakter profilaktyczny. Nie chodzi o wybory samorzadowe, ale...
  • @Autor W Salonie24 juz nie pisze. Moj staly blog jest obecnie w portalu naTemat.pl. O sprawie...

Tematy w dziale