Blog
Daleko blisko
Wojciech Sadurski
Wojciech Sadurski prawnik, publicysta, pracuje...
132 obserwujących 435 notek 1437988 odsłon
Wojciech Sadurski, 7 lipca 2007 r.

Spowiedź szczera, solenna, sobotnia

Nadszedł czas na spowiedź; całkowicie świecką, rzecz jasna, jak przystało na to miejsce. Dlaczego właśnie teraz? A dlaczego by nie? A dlaczego w ogóle spowiedź, i to na temat mojej (ewentualnej) lewicowości? Z dwóch przyczyn.

Po pierwsze dlatego, że jestem często pytany o moje poglądy na wszystko, a ponieważ od czasu do czasu zaliczany jestem, zwłaszcza przez tych z pasją do szufladkowania, do „lewicy”, więc przyda się może takie generalne wyznanie wiary – do którego w razie potrzeby będę mógł potem Szanownych Komentatorów odwoływać.

Drugi powód jest związany ściśle z Salonem. Jak niektórzy z Państwa zapewne wiedzą, został wyrażony tu (to znaczy nie TU, ale w innym kącie Salonu) niedawno taki oto pogląd na interakcję z ludźmi lewicy, że mianowicie należałoby ich, tj. lewicowców, powystrzelać. Sam fakt pojawienia się takiego poglądu nie jest osobliwy, no bo w każdej populacji ludzkiej znajdzie się ktoś, kto tak właśnie ma, że swą bezradność w podejmowaniu dyskusji na poziomie werbalnym kompensuje propozycjami rozstrzygnięć siłowych dość radykalnych. Z kolei prawo wielkich liczb poucza, że prędzej czy później ten ktoś posadzi taką swoją myśl także w blogu. Ponieważ wszakże dla ludzi, klasyfikowanych jako lewica, takie miejsce w kolektywnej deliberacji, polegające na byciu na celowniku czyjegoś karabinu, nie jest zbyt wygodne, przeto uznałem, że warto wyłożyć moją ogólną filozofię polityczną, a już Czytelnikom pozostawić konkluzje, czy i na ile kwalifikuje mnie to jako lewicowca, i co ewentualnie w związku z tym powinienem wycierpieć.

Zanim przejdę do meritum, muszę uprzedzić Czytelników, że nie będzie to wpis krótki ani zabawny, a zatem, mówiąc otwartym tekstem, że będzie nudny. Trudno, krócej nie da się wyłożyć własnych prawidłowych poglądów na wszystko (by zacytować Kołakowskiego), chociaż będę mówił maksymalnie skrótowo. Będzie też całkowicie na poważnie, a zatem ci, którzy przyzwyczaili się do moich żarcików, facecji i wygłupów (czasem dobrych, czasem takich sobie, a czasem – przyznaję – całkiem podłej jakości) będą rozczarowani, więc jeśli tego oczekują – powinni w tym punkcie zakończyć lekturę. Dziękuję, pozdrawiam, i do następnego wpisu.

A teraz do tych, co zostali. Swą filozofię polityczną opieram na trzech fundamentalnych ideałach, które są dla mnie równej wagi i które powinny być (w idealnym społeczeństwie, o jakim sobie w wolnych chwilach marzę) realizowane łącznie, a zatem wszystkie naraz. Często jest to trudne, ale na tym właśnie polegają dramatyczne dylematy społeczne, że musimy harmonizować i koordynować wartości, z których każda w pełni mogłaby być zrealizowana tylko ze szkodą dla innych. W tym nie ma akurat nic osobliwego, no bo przecież w społeczeństwie idealnym nie żyjemy i żyć nigdy nie będziemy – choćby dlatego, że różni ludzie mają różne ideały. Natomiast to, co jest zasadnicze to podkreślenie, że moja filozofia nie ogranicza się do prostego zadeklarowania owych trzech ideałów – to akurat byłoby bardzo łatwe, ale mało ciekawe – ale że są one przyjmowane w pewnej, bardzo określonej interpretacji, którą postaram się skrótowo zaznaczyć, wymieniając każdy z tych trzech ideałów. A zatem ktoś, kto również wyznaje jako ważne te trzy ideały, ale rozumie je zupełnie inaczej, nie podziela w istocie mojego systemu wartości, choć używa podobnych słów dla scharakteryzowania własnej filozofii.

Te trzy ideały, które zajmują u mnie zbiorowo naczelne miejsca to:

1.       Wolność. Rozumiem ją jako maksymalną swobodę działania zgodnie z własnymi poglądami, preferencjami i decyzjami pod warunkiem tylko, że nikomu się nie szkodzi. Nikt (a w każdym razie nikt dorosły) nie powinien być przymuszany lub ograniczany w doborze swoich lektur, partnerów, pracy, edukacji (powtarzam, dotyczy to osób  dorosłych), nie mówiąc już o sprawach trywialnych takich jak sposób ubierania się lub nie-trywialnych, jak realizowanie swych potrzeb seksualnych, o ile tylko nie zagraża wolności i innym uzasadnionym interesom innych ludzi. Oczywiście, ta ostatnia klauzula , że wolność może być ograniczona przez wzgląd na interesy innych (zasada nieszkodzenia innym) jest szalenie ogólnikowa, bo wystarczy tylko szeroko zdefiniować uzasadnione interesy innych, albo co stanowi szkodę dla innych, że wolnośc zgodna z tą definicją okaże się ogromnie wąska. A zatem „szkoda dla innych” powinna być definiowana maksymalnie wąsko i nie może być nią np. poczucie zgorszenia lub rozdrażnienia, że inni wyznają niewłaściwą religię (bądź nie wyznają żadnej), że mają oburzające dla innych preferencje seksualne, że czytają niewłaściwe książki itp. Zdaję sobie sprawę, że jest to tylko zamarkowanie koncepcji, ale jak pisałem – muszę tu być maksymalnie skrótowy, bo jest jeszcze sporo do powiedzenia. W każdym razie: Nikomu państwo nie powinno mówić, że lepiej wie, co jest dla niego dobre – a nawet jeśli państwo w wyjątkowych sytuacjach może to mówić, to nie powinny za tym iść działania, przymuszające człowieka do postępowania wbrew swym decyzjom choć rzekomo dla jego dobra.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Autorka Droga i Szanowna Pani Przez stara sympatie zamieszczam komentarz, choc generalnie nie...
  • @Autor Wariactwo nt falszerstw ma charakter profilaktyczny. Nie chodzi o wybory samorzadowe, ale...
  • @Autor W Salonie24 juz nie pisze. Moj staly blog jest obecnie w portalu naTemat.pl. O sprawie...

Tematy w dziale