Zrobiłem mały test. Spytałem kilkadziesiąt osób czy w swoim życiu podczas wigilii zapełnili puste miejsce przy stole. Nikt z zapytanych nie doświadczył takiej sytuacji osobiście ani nie słyszał, by ktoś z ich znajomych miał niezapowiedzianych gości na wigilii. Czy znaczy to, że stara polska tradycja jest dzisiaj przebrzmiałym mitem? Jakąś namiastkę naszej rzekomej dobroci i wrażliwości?
Pewien ksiądz też chyba o tym myślał, bo składając życzenia świąteczne nawiązał do tego zwyczaju, tłumacząc jak można w symboliczny, ale i praktyczny sposób rozwiązać ten problem. Zaapelował do zebranego audytorium, by kupowali świece Caritasu, bo za te pieniądze m.in. właśnie Kościół będzie organizował wigilie dla bezdomnych i ubogich. Możemy zatem mieć poczucie satysfakcji, bo gdy kupimy świece, ktoś za nas te puste miejsca wypełni.
Jeszcze inaczej ten problem rozwiązał Wojciech Cejrowski. Wspomina mianowicie jak kilka lat temu w jednej z warszawskich parafii, za pozwoleniem proboszcza, zaapelował by ludzie zapraszali na wieczerzę samotnych sąsiadów. I oto, jak pisze podróżnik, „stał się największy cud Bożego Narodzenia”. Ludzie zamieszczali samorzutnie ogłoszenia, prosząc swoich bliżnich.
Ale to nie koniec tematu. Oto zaskoczyła mnie ostatnio znana celebrytka i aktorka pani Anna Mucha. Zrealizowała bowiem dokumentalny film, którego fabułę stanowił eksperyment, którego podjęło się rok temu w wigilię kilkadziesiąt odważnych osób. Pukali oni drzwi nieznajomych osób, wpraszając się na wigilijną wieczerzę. Jak zareagowali ludzie? Oczywiście nie trzeba się łudzić, że wszystkim otwarto drzwi. Czy autorka chciała pokazać w tym obrazie jak wygląda nasza staropolska gościnność i wypełnianie chrześcijańskiej tradycji? Czy też chciała nas uwrażliwić, obnażając ludzkie słabości. Chyba intencje nie są tu najważniejsze. Istotą jest poruszenie problemu. Zastanowienie się czy pusty talerz przy wigilijnym stole ma jakiś sens? Co ja zrobiłbym, gdyby ktoś obcy zapukał do moich drzwi.
Jutro wigilia...


Komentarze
Pokaż komentarze