15 obserwujących
49 notek
188k odsłon
956 odsłon

10.3 - Niewłaściwa narodowość

Wykop Skomentuj11
Mój Boże jak ja to dokładnie pamiętam. Może lżej byłoby mi, gdyby przeszłość zatarła się w mojej pamięci, ale niestety, ja to wszystko widzę jak na dłoni. Zło było wielkie, powszechne i niewiarygodne dla kogoś, kto sam tego nie doświadczył. Ogarnęło cały naród. Nie potrafię tego opisać. Brak mi słów.

Szliśmy na zagładę jak baranki na rzeź. Nikt się nie bronił i nie sprzeciwiał. Czasami ktoś odważył się uciekać, ale ucieczki nie każdemu się udawały. Mój ojciec, moja rodzina należeliśmy do nielicznej grupki ocalonych. Dlaczego? Czy nie stała się jakaś niesprawiedliwość? Czym zasłużyliśmy na takie wyróżnienie? Dlaczego los był dla nas tak łaskawy?

Liczna rodzina wyginęła. Duża polska wieś Greczany już dawno nie istnieje, a ja jestem, a ja pomimo swoich sędziwych lat wciąż żyję. Mój umysł nie może tego ogarnąć. Wobec tych pomordowanych czuję jakąś nieuzasadnioną winę. Byłam nawet więziona, ale uwolniono mnie!

Właśnie z chwilą ukończenia osiemnastu lat trafiłam do więzienia.

Musiałam mieć dowód osobisty, bez którego życie w czasie wojny było niemożliwe. Zrobiłam więc trzy zdjęcia, a metrykę urodzenia miałam, więc zdawałoby się, że po opłaceniu jakichś tam kosztów otrzymam dowód. Ale to tylko z początku wyglądało na takie proste.

W wyznaczonym czasie zgłosiłam się po odbiór dokumentu. Okazało się, że nie jest jeszcze zrobiony. W rubryce narodowość zostawiono puste miejsce. Miałam kilka minut czasu na zastanowienie się i wybranie dla siebie narodowości. Właściwie to wyboru nie miałam. Liczyła się jedynie narodowość rosyjska.

Ja rzecz jasna na to się nie zgodziłam i natychmiast brutalnie wciągnięto mnie do ciemnej, wilgotnej, cuchnącej kloaką celi, w podziemiach urzędu NKWD. Znalazłam się w okropnej, oślizłej izolatce. Była pusta. Stało tam jedynie cuchnące wiadro zastępujące ubikację. Tak właśnie rozpoczęło się moje dorosłe życie...

Nie wiem jak długo siedziałam oparta o wilgotną ścianę. Czasem było tutaj zupełnie ciemno, a czasem świecono tak ostrym światłem, że nawet z zamkniętymi oczyma czułam piekący ból pod powiekami. Długo bym chyba nie wytrzymała. Po przebytej chorobie nie byłam zbyt silna i odporna, szczególnie na chłód.

Kiedy ciemności zamieniały się w ostre światło, mrużąc oczy szukałam śladów po kulach na brudnych ścianach. Ale tutaj chyba nie rozstrzeliwano. Próbowałam czytać zatarte napisy. Były tam jakieś strzępki słów, całkowicie niezrozumiałe. Służba więzienna powycierała i pozdrapywała mozolnie napisane słowa: jakieś skargi, przekleństwa, a może nawet modlitwy, żeby tacy jak ja i następni po mnie nie mogli nic przeczytać.

W tej scenerii myślałam o ojcu, który przesiedział w takich, albo jeszcze gorszych warunkach całą zimę. I chociaż był już na wolności, nie miałam okazji i sposobności zapytać go, jak się czuł i co przeżywał będąc „wrogiem narodu”, więźniem politycznym. Myślę, że unikał rozmów na takie tematy. Widziałam na nogach blizny po ranach. Musiał więc być okrutnie bity i katowany.

Oparta o ścianę, wzywałam jakiegoś dobrego ducha, któryby mnie uratował. Okrutnie się bałam! Bałam się tortur, ciemności, ostrego światła i śmierci, bo ona mogła nadejść w każdej chwili.

I jak tu nie wierzyć w skuteczność modlitwy?! Po kilku dniach i nocach wyszłam na wolność zachowując w dowodzie narodowość polską. Nie było to moją zasługą. Po prostu los tak chciał. Kto nie siedział w więzieniu, w ciemnej izolatce, nie potrafiłby chyba cieszyć się wolnością, powrotem do dziennego światła, do słońca, do prawdziwych ludzi, tak, jak cieszyłam się ja.

Oczy łzawiły, przyzwyczajały się do słońca, a może płakałam z radości? Przestałam nawet odczuwać głód. Nie jadłam przecież tyle dni. Gdyby mnie pani Maria nie podtrzymywała, nie prowadziła, nie wyszłabym z urzędu o własnych siłach.

Dopiero w domu dowiedziałam się, dlaczego miałam tyle szczęścia, że opuściłam mury więzienia. Dobrym duchem okazał się zięć pani Marii. To dzięki jej prośbom zostałam uratowana. Jak dużo mogła zdziałać taka ważna osobistość - żołnierz i działacz polityczny.

Wolnością jednak nie cieszyłam się za bardzo. Zrozumiałam bowiem, że będąc pełnoletnią mogę być w każdej chwili uwięziona. Jako „dziecko” bałam się przytułku, a już jako dorosła bałam się wszystkiego, bałam się śmierci. Moja sytuacja więc, pogorszyła się znacznie.

Ucieczką ratować się nie mogłam. To ojciec umiał się wymykać oprawcom. Było mu łatwiej, był mężczyzną i miał zawód, dzięki któremu mógł jakoś żyć, a ja? Kim ja właściwie byłam? Co umiałam? Jako kobieta obawiałam się złych ludzi, mężczyzn z ich chorobliwym pożądaniem. Oprócz tego bałam się terroru.

Najważniejsze jednak było to, że odzyskałam wolność, że nie trafiłam do obozu, gdzie przestaje się być człowiekiem. A najważniejsze było to, że zachowałam polskość.

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale