Chciałem rozpocząć pierwszą notkę od króciutkiego wstępu, w którym przedstawie ogólne powodu powstania blogu, co mnie do tego skusiło i jakie są jego cele a na koniec opisze bulwersującą mnie sprawę. Bulwersującą, gdyż ma związek z moją przyszłością.
Do korespondencji w internecie zachęciło mnie kilka powodów:
1. Internet jest miejscem swobodnej wymiany poglądów. Warto mieć własne zdanie, nawet kiedy ono nie pasuje innym. Może założenie bloga, szczególnie o tematyce politycznej, w której będę przedstawiał poglądy nazwijmy to "anty-salonowe", jest wyrazem odwagi, ale nie traktuję tego w tych kategoriach. Chcę wyrazić swoje opinię, dyskutować z innymi na tematy ważne dla naszego kraju i środowiska, w jakim się obracamy. Każdy szanujący się człowiek wie, że z poglądami nie zawsze można się zgodzić, ale nie można komuś ich zabronić, kneblować ust a tym bardziej klawiatury. Należy szanować czyjeś zdanie, bo bardziej szanowany jest ten, które je posiada, niż tzw. "pływak", konformista, podatny na zdanie innych i nie posiadający własnych poglądów.
2 . Otaczając się w kręgach rówieśników, ta przypadłość z punktu pierwszego jest wszechobecna. Kiedy ktoś nie zgadza się ze zdaniem drugiego (to dotyczy tez osób starszych, o czym jeszcze napiszę), potrafi bluzgać, ubliżać, podając prymitywne argumenty, jak np. "Jesteś za pisiorami?", "pisiory inwigilują", "pier... katoli i cały kler" itd itd. Szkoda gadać - najczęściej Ci ludzie nie mają żadnego pojęcia na podjęty temat. Z innej zaś strony, że też znowu użyję tego słowa - wszechobecna znieczulica: "Nie idę na wybory, bo co mnie polityka interesuję", w języku młodzieży popularne "wali mnie to wszystko". Otóż mnie sprawy społeczne i polityczne, przecież nie oszukujmy się tak nam bliskie, nie "walą". Wręcz przeciwnie - dotyczą mojej przyszłości, bo chcąc nie chcąc to polityka kształtuje nasz kraj, naszą przyszłość i nasze myślenie. Będąc znieczulony popada się w anarchię, mówiąc wprost w dziadostwo, syf. Właśnie o tym syfie i brudzie będzie ten blog, ale i mam nadzieję pojawią sie też pozytywne notki dotyczące działań w naszym kraju.
3. Co do syfu, to właśnie zmierzam do najważniejszych spraw - co najbardziej uderzyło mnie w tym kraju i skłoniło do założenia tej formy korespondencji i jej celu. Chaos i brud w polskim życiu politycznym to codzienność, nie oszukujmy się. Trzeba o tym wszystkim głośno mówić, dać do zrozumienia, będąc w jakimś stopniu patriotą ( w jakimś, bo prawdziwym jest poświęcenie się dla Ojczyzny, oddanie za nią życia), "stop! na to się nie godzę". Nie boję się wyrażać poglądów sprzecznych z ideologią tzw. salonu, michnikowszczyzny, ponoć najbardziej opiniotwórczego medium, głosu "wszystkich" Polaków, a w końcu "inteligencji", która ma z nią tyle wspólnego co ja z grą w krykieta. Wyrazem sprzeciwu jest właśnie ten blog.
4. I najważniejszy cel: refleksja, zaduma i dyskusja nad stanem polskich mediów, życia politycznego i społecznego. Krótko mówiąc: nad wszystkim co nas otacza. W ten sposoób można po części naprawić cały ten syf, a przynajmniej dać czytelny sygnał, że są ludzie, którym Polska obojętną nie jest. Mimo, że większość sobie z tego nie zdaje sprawy, to jednak polityka decyduje o naszym światopoglądzie, przyszłości, wykształceniu, życiu. Musimy zdać sobie z tego sprawę.
W tej części to by było na tyle ;)
Nie- syn ministra Ćwiąkalskiego:
Na pierwszy rzut oka sprawa groteskowa, śmieszna, aż można ulać się do łez:
"W tym roku tylko co czwarta osoba zdała egzaminy na aplikację prawniczą. Udało się to synowi ministra sprawiedliwości. Piotr Ćwiąkalski dostał się na aplikację notarialną w Krakowie. Smaczku dodaje jednak małe oszustwo. Jak podaje onet.pl, powołując się na reporterów "Teraz My", pytany, czy jest synem ministra, odparł, że nie. "Żaden z dziennikarzy TVN nie kontaktował się z moim synem" - twierdzi minister Zbigniew Ćwiąkalski.". To znaczy, że syn ministra jest łgarzem, sytuacja o tyle groteskowa: albo chłop wstydzi się swojego ojca, w sumie bym mu się nie dziwił, bo gorszego ministra poza panią Hall i Grada, no może Pitery, to nie ma, albo poprostu nie zna swojego pochodzenia, poprostu nie zna swojego "płodziciela". A tak na poważnie: skandal, który powinien się skończyć dymisją ministra. Bo przepraszam - ja muszę zapierdzielać z nauką historii i WOSU, zdać świetnie maturę a i tu na UJocie nie mam pewnego miejsca, liczyć muszę tylko na siebię i - nie łudźmy się - przysłowiowego farta, a koleś dostał się na aplikację bo ma tatusia w korporacji prawniczej. To ma być ta miłość, którą proponuje Donald Tusk? To ma być to państwo prawa, praworządność, gdzie każdy ma równe szanse? Cisną się na usta słowa szczere, dogłębne: pieprze takie państwo, ale zamiast tak myśleć, wolę w inny sposób wyrazić ten syf, obnażając go. I to nie jest jedyny przykład: powszechnie wiadomo, że dzieci sławnych prawników mają wstęp na aplikacje i w ogóle na studia za friko. To niedopuszczalne, chciał to zmienić Z. Ziobro wprowadzając ustawy, które pan Ćwiąkalski raczył wyrzucić do kosza. Mam nadzieję, że wiekszość tego typu sytuacji będzie nagłaśnianych i każdy będzie miał równe szanse. Nie tylko Ćwiąkalskie, Widackie, Kruszyńskie, ale i zwykli Kowalscy. Zwykły Polak, ale pracowity i ambitny, ma prawo do każdego zawodu. Rodowód nie jest jego wyznacznikiem. P.S. Nasze media, o których zapewne będzie wzmianka w niejednej notce, całkiem o tej sprawie zapomniały. Natomiast typowe negocjacje, dotyczące stołków między PiS a Samoobroną, dudni się miesiącami. Polskie media są, lekko mówiąc, żenujące. Nauczmy się to czasem podczas oglądania tv zauważyć.
No, w końcu moja pierwsza notka za mną. Mam nadzieje, że nie jest jakimś "tobołem" dla waszych oczu ;) pozdrawiam wszystkich Blogowiczów!
Źródło cytatu: http://www.dziennik.pl/polityka/article243789/Syn_Cwiakalskiego_na_prawniczej_aplikacji.html




Komentarze
Pokaż komentarze (11)