Właśnie jestem "świeżo" po meczu ze Słowacją. Wiedziałem po sobocie, żeby jednak wstrzymać się z komentarzem odnośnie poczynań naszej ukochanej reprezentacji. I jak się okazało - trafnie.
Mecz z Czechami - świetny, piękne podania, bramki, szybkość, pressing, walka. Ze Słowacją? bramka i ambicja. Nic więcej. Beznadziejny Roger, nie ten sam Wojtkowiak, Boruc bez wyrazu i dobrej interwencji, nie popisał się przy drugim golu. Lewandowski? Zbyt wcześnie okrzyknięty zbawicielem. Talent to co prawda wielki, ale sytuacji z 93 min. nie mógł zmarnować. A jednak - po dwóch meczach, co może wydawać się niesamowite, wychodzimy na zero, a byliśmy tak blisko...
Znowu to samo - brakuje szczęścia, cwaniactwa, umiejętności i chęci trochę jest. Taki problem ma polska piłka. Nie tylko kadra - wystarczy przypomnieć mecze z Tottenhamem, gdzie krakowski zespół powinien cieszyć się z awansu, a przez głupi gol samobójczy, walczył o honor. I to mimo, że była drużyną wg. mnie lepszą. Lech Poznań - powiedzmy sobie szczerze, miał to szczęście. To właśnie jest dużym gwarantem sukcesu. Strzelili gola w 121minucie, w regulaminowym się nie udało. Inna sprawa, że poznański zespół może być brutalnie zweryfikowany przez La Corune czy też CSKA Moskwa.
Coś jest nie tak - w ciągu trzech dni potrafimy rozegrać tak dwa różne mecze. Na szczęście Brożek, Smolarek ( o dziwo ) i Błaszczykowski utrzymują ten sam, wysoki poziom. I mogą być gwarantem dobrej gry, takiej jaką widzieliśmy w sobotę. Bo więcej porażek polski kibic nie przeżyje, a co za tym idzie posada trenera będzie jeszcze bardziej zagrożona niż po pierwszych dwóch meczach...




Komentarze
Pokaż komentarze