Dnia 16 listopada mija pełny rok koalicji PO - PSL. Rządy idealne dla mediów, na którego czele stoi ich wielbiciel - Donald Tusk. Pukałem się w głowę z niedowierzaniem - 40 proc. poparcia, mimo słabiutkiej debaty Tuska z Kwaśniewskim, ostrego języka i kompromitacji Beaty Sawickiej? To miał być jednak rząd PR-u, a nie realnego działania. I tak też jest. Rok 2008 został, przez polityków i wybierających ich wyborców, zmarnowany.
Po roku "rządów" (cudzysłów dlatego, że trudno mi poczynania PO nazwać rządzeniem) muszę przyznać, iż gorsze były tylko rządy SLD z UW czy PSL-em. O koalicjancie ekipy Tuska będzie jeszcze mowa, natomiast rząd nie zrobił NIC pożytecznego. Zupełne zero, o niczym dobrym, służącym dla kraju, sukcesie w konkretnych ustawach ( poza tymi PiS-owskimi, związanymi np. z emeryturami SB-eków) nie słyszałem. Za to dużo jest mydlenia oczu, potoku słów i frazesów PR-owskich.
Rząd zaliczył, jak na swoje poparcie w sondażach, dużo kompromitacji. Pierwszą i jedną z ważniejszych był tzw. raport Pitery. Wokół Mariusza Kamińskiego i CBA robi się dużo dymu, mówi się o łamaniu praw obywatelskich, praworządności i pani Julia szuka haka. No i sobie znalazła, ale chyba w swojej szafie. Raport miał zawierać dziesiątki wykroczeń agentów służby, przewinień i wręcz przestępstw szefa Centralnego Biura Korupcyjnego. Dokument robi furorę w mediach, wydaje się, że PO zmiażdży i tak zranionego wyborami przeciwnika i... klapa ! Raport to zwykły świstek bzdur, który pewnie znajduję się w jakimś koszu. Pani Pitera zasłaniała się tajemnicą państwową. Nie wiem od kiedy ewidentne dowody na przestępstwa takowymi są, chyba w republice bananowej.
Dla przykładu, w 2005r. rząd mniejszościowy K. Marcinkiewicza ( o nim także pojawi się notka - jak można sprzedać i zatracić swój polityczny talent) potrafił powołać najlepszą służbę od zwalczania korupcji w Polsce. Ponadto zlikwidował WSI, a później wprowadził becikowe (już w pakcie stabilizacyjnym z LPR i Samoobroną). Może się ktoś śmiać, co to 1000 zł dla matki, gdy urodzi, ale było ewidentne działanie na rzecz społeczeństwa, jakaś idea, cel pomocy. A rząd "miłości"?
Dalsze klapy Donalda Tuska i jego ekipy, to ponoć obcinanie kosztów podatnika na administrację rządową. Tusk na zaprzysiężenie pojechał autobusem, zupełnie niepoważnie, bo było jasne, że to czysty PR i próba ogłupienia społeczeństwa. Taki oszczędny, że aż prezydentowi nie chcę użyczyć samolotu, a nawet pilota. Niech sobie sprawdzi, ile pani Pitera wydała w ciągu roku na paliwo i swoje podróże. Dalej punktujemy: wyprawa Tuska do Ameryki Południowej , zupełnie bez rezultatów, bo i zupełnie nie miał po co tam jechać i co najgorsze - próby podlizania się Rosji, gdy w styczniu wybrał się na Kreml. Nic nie załatwił, gaz jak drogi tak drogi, uśmieszki, głupie minki i nic więcej. Potem były wice-minister spraw zagranicznych, niejaki pan Waszczykowski, oskarża Sikorskiego o brak jakichkolwiek kompetencji w czasie, gdy odbywają się negocjację o tarczę antyrakietową. Poważne oskarżenie, opisywane szeroko w prasie - po paru dniach straciło na znaczeniu. Umowę o tarczę w końcu udało się podpisać i to plus dla rządu, choć podwaliny i pomysł padł za rządów Kaczyńskiego. Do kompromitacji Palikota, należy dodać błędy ministra Drzewieckiego - wprowadza kuratora, potem się ugina, choć FIFA nie ma prawa ingerować w naszą suwerenność; Ćwiąkalski, który przypomina mi Mussoliniego pod względem uwielbienia korporacji. Wyrzucił do kosza ustawy Ziobry, które pomogłyby zlikwidować w pewnej mierze korporacjonizm w środowiskach prawniczych i dać równe szanse dostępu do zawodu. W dodatku PO obsadza w gronie "Mędrców" Lecha Wałęsę, ewidentnie załatwiając mu stołek, mimo nikłych kompetencji.
Wspomnieć trzeba niespełnione obietnice, takie jak czynna budowa autostrad, cud gospodarczy ( obecnie nasza gospodarka jest w nieco gorszym stanie niż 2 lata temu) i większe zarobki dla lekarzy czy nauczycieli. Związki zawodowe strajkują, podwyżek "drastycznych" brak. I w dodatku minister Hall, która mi szczególnie działa na nerwy, proponując znowu zmiany w kanonie lektur, czy posyłanie sześciolatków do szkół.
Co do koalicjanta PSL-u - to cwany gracz. Nigdy nic nie robi, a jak już zacznie to kręci lody na całego (ostatnio ujawnione przypadki nepotyzmu), ale zawsze znajdzie się w parlamencie. Znany jest powszechnie dowcip o tej partii, która do koalicji "puści się" z każdym, jak w najstarszym zawodzie świata. Bez względu na to, czy to prawa, czy lewa strona. A o zasługach pana Sawickiego czy Pawlaka nic nam nie wiadomo. Poza bełkotem i problemach z wyrażaniem się w telewizji.
Po wygranych wyborach, Tusk użył bardzo ryzykownego słowa: miłość. Sam na siebie wziął odpowiedzialność za rozliczenia, bo nikt w polityce przy zdrowych zmysłach tego rzeczownika używać nie powinien. Bo w tym zajęciu miejsca na uczucie po prostu nie ma. Media i duża część Polaków haczyk połknęła.
Oceniając ogólnie rząd po roku sprawowania władzy, być może nie pozostawiam na nim suchej nitki. Należy im się za to, jakim zaufaniem wyborcy obdarzyli PO. Zmarnowali kompletnie rok, ale media nadal chcą "bezpiecznego" rządu, który nie zagrozi ich wpływom. Wpływom, które oddziaływając na społeczeństwo, robi mu wodę z mózgu. Każdy może realnie ocenić, ile obietnic spełnił Donald Tusk.
P.S. To tylko częściowa analiza, o "dokonaniach" rządu można by pisać książki. O bitwie unijnej , największej kompromitacji na arenie zewnętrznej PO, już się rozpisałem kilka notek wcześniej.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)