Sławomir Cenckiewicz odnalazł dokumenty, świadczące, że arcybiskup Józef Życiński był TW pk. FILOZOF. Wszystko ma być opublikowane w książce "Sprawa Lecha Wałęsy" - o tym mówił ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski. Z jednej strony, powracający temat lustracji da pretekst do ataku na instytucję Kościoła, niezbędnej każdemu katolikowi, a z drugiej - znajdzie się chór "obrońców", którzy tę sprawę wykorzystają nie do obrony księdza, lecz do skompromitowania idei lustracji. Stanę racjonalnie, po środku - dlaczego Kościół jak ognia boi się rozliczenia? Dlaczego próbuje się kneblować usta ks. Zaleskiemu? I dlaczego ludzie dziwią się, że temat akt SB powraca średnio raz na parę dni?
Na to ostatnie pytanie najłatwiej mi odpowiedzieć, bez żadnych wątpliwości. Nie ma się na co obruszać - idea lustracji powinna zostać wcielona w życie niemal od razu po 1989r., tak jak zrobiono to w Czechach czy w Niemczech. Proces ten powinien obejmować każdego obywatela, m.in. zajmującego jakieś stanowisko w życiu publicznym - takimi są w gruncie rzeczy także księża. Cenckiewicz nie pisałby książek pt. "ujawnianie sensacyjnych prawd" razem z np. ks. Zaleskim, gdyby nie pomyłki (eufemizm) rządzących w tym kraju po obaleniu komunizmu. Tak naprawdę, polityka grubej kreski istnieje tylko w polityce i mediach - przeważająca większość Polaków ma już dość kłótni nt. agentury i chcą (tak, właśnie !) lustracji. Historii i faktów nikt nie oszuka, choćby próbował, ile wlezie. Ktoś, kto był agentem i co gorsza - dotąd się nie przyznaje - nie powinien odgrywać w państwie żadnej, ważnej roli. W myśl idei lustacji - każdy, kto zostałby nazwany "agentem" lub pomówiony, może zwrócić się ze sprawą do instytucji rozstrzygającej, jaką jest sąd. To najpoważniejszy argument, który odprawia z kwitkiem rzekome gry polityczne. Gdyby zrobiono rozliczenie dawno temu - dziś ten temat, jakże przykry dla Polski, zostałby zamknięty. Poza tym należy pamiętać, że idea lustracji przyświeca tak naprawdę, odkąd istnieje Instytut Pamięci Narodowej (grudzień 1998rok). Prowadzony początkowo przez działacza SLD - Leona Kieresa, potem nabrał na znaczeniu przy prezesie Kurtyce. Dlatego od razu odrzucam zarzuty, że wszelkie publikacje robi się na "zamówienie polityczne" czy "akurat w tym czasie". Niestety, wcześniej rzetelnych prac się nie dało robić.
Teraz spróbuje odpowiedzieć na pytanie pierwsze. Księża, jako osoby publiczne, bardzo ważne dla chrześcijan, muszą być czyści jak łza. Moralność i sprawa sumienia powinna być tym bardziej piętnowana na każdym kroku przez polski Kościół. To oni są orędownikami prawdy - tak właśnie, a czym jest ukrywanie swojej niechlubnej działalności, nie raz ze szkodą dla bliźniego? Księża byli priorytetem dla władzy - próbowano ich złamać z racji danych, które posiadali np. o parafianach, czy po prostu uczestniczyli w działaniach konspiracyjnych, lub też o takowych posiadali wiedzę. Próbowano zniszczyć Kościół i traktowano go jako wroga, swoistą ostoję dla ludzi, którzy odrzucali system totalitarny. Tym bardziej ewentualne złamanie się przed władzą, na pewno oznak jakieś słabości, ale usprawiedliwionej - nie powinno być pretekstem do ataków (nie mówię tu o dobrowolnej współpracy). Wystarczy tylko, aby ten ksiądz zaufał naprawdę Temu, w którego wierzy i stanął w prawdzie przed samym sobą i powiedział publicznie, z racji specyficznie pełnionej funkcji: Mea culpa, staję w prawdzie - wybaczcie. Czy kiedykolwiek tego się doczekamy, skoro na takie wyznania od znacznej części duchownych ( i nie tylko ) czekamy parędziesiąt lat?
Kościół nie może kneblować nikomu ust - z resztą nie tylko on. Mówiąc Kościół, mam na myśli przede wszystkim jego hierarchów. Działania wobec ks. Tadeusza Zaleskiego, które mają zmierzać do odebrania mu funkcji kapłańskich tylko pogarszają wizerunek tej wspaniałej i niezbędnej instytucji, ponadto utwierdzając w przekonaniu, że coś w tym wszystkim jest nie tak. No bo jak my - zwykli ludzie, często bez żadnego wykształcenia, możemy żyć w prawdzie, skoro sami księża i to bardzo ważni w hierarchii panicznie się jej boją?
Nie przesądzam, czy arcybiskup Życiński był tajnym współpracownikiem, ponieważ nie znam żadnych dokumentów na ten temat i nie czytałem jeszcze książki Sławomira Cenckiewicza. Natomiast jedno jest pewne - rozliczenie musi nastąpić, czy tego dane instytucje chcą, czy nie. Tym bardziej w aspekcie miłosierdzia i wybaczania - przecież jest to pewien proces, przed którym musi odbyć się żal za grzechy i postanowienie poprawy. W panicznie bojących się przed prawdą agentach i donosicielach tamtych służb tego dzisiaj nie dostrzegam. Wcielają tylko w życie politykę grubej kreski, zamiast wybaczania i miłosierdzia - a to nie wróży nic dobrego.
Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).
Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą.
Grzegorz Wszołek
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka