Pan Krzysztof Leski mi nie odpuści i napisać musiałem. O rzeczy istotnej, którą wspomina się przez całe życie. Niektórzy znajomi mówią, że drugie takie przeżycie to dopiero ślub. I na pewno coś w tym jest. To była ostatnia, wspólna i szkolna impreza przed końcem roku i maturą.
Przesądy możemy włożyć sobie gdzieś. Nie uważam, aby to było najważniejsze. Oczywiście - każda dziewuszka, wyśmienicie na imprezę wystrojona, z dumą i wdziękiem ukazywała swoje czerwone podwiązki. Dziewczyny mają swoje przywileje, ale nie ukrywam szoku, kiedy dowiedziałem się, że teraz niektórzy faceci przychodzą w podwiązkach. I to bynajmniej nie żart, choć na szczęście - na mojej taka sytuacja miejsca nie miała, bo delikwent mógłby czuć się nie swojo. Facet na studniówce powinien mieć ładny garnitur, krawat, pasujący do kreacji parterki i przede wszystkim - umieć się bawić i zabawiać towarzystwo, nie dać znudzić się swojej kobiecie towarzyszącej. To jest gwarantem świetnej i niezapomnianej zabawy, a nie jakieś tam przesądy.
Druga, dużo ważniejsza kwestia, dotyczy kosztów. Teraz młodzi ludzie chcą poczuć się jak holywoodzkie gwiazdy i ich rodzice pakują tyle szmalu na przygotowania, ile się da. Pomijam koszty odgórne za lokal, które nie należą do tanich, ale ma się taką imprezę tylko raz w życiu. Większość dziewczyn hurtem biegnie do solarium i to czasem kilka razy, by ładnie wyglądać. Dla wszystkich, korzystających z tego dobra - nie przesadzajcie. Kobietę mogę jeszcze zrozumieć, choć klawo to wygląda, gdy dzień po zbiegu przychodzi do szkoły spalona, niczym po podgrzaniu w mikrofalówce. Gorzej, gdy czerwień nie zejdzie do ważnego dnia, święta. I tutaj wielu facetów, ku mojemu zdziwieniu, ze solarium również korzysta. Moda, nawet dla mnie, zmienia się w zbyt zawrotnym tempie. Koszt studniówki przekracza 500 zł, pomijając nowy garnitur czy szalone fryzury. Drogo, ale warto.
Poloneza nie zapomina się do końca życia. Gorsze są przemowy już po nim, ale znowu schodzi z człowieka ciśnienie oficjalnej części i zaczyna się zabawa. Nie przeszkadza kamera, tańczy się też z nauczycielami. Zupełnie inna atmosfera niż w szkole. Nie trzeba być mistrzem w tańcu, o czym się przekonałem - wystarczy trochę chęci i woli. Na studniówce musiałem też pamiętać o tym, aby nie dać plamy, aby moja parterka nie zaczęła się nudzić. Wiele zależy też od muzyki, do której w zeszłą sobotę miałem ogromne szczęście. Młodzież lubi bawić się przy r'n'b, pop i lekkim techno, uwielbiamy też disco polo - ale na miłość boską, byłem na innej studniówce, gdzie tylko "Daj mi tę noc" i tym podobne przygrywał DJ.
Jeżeli muzyka, posiłki oraz towarzystwo odpowiada, możemy zacząć bawić się do białego rana. I nie trzeba przy tym pić alkoholu - na studniówce radziłbym odpuścić. Akurat na mojej mało kto pił, ale jeśli już w umiarkowanych ilościach. Za to w zamku niepołomickim niektórzy przekraczali granicę swojej dorosłości i choć koleżanka chciała poczęstować popularnym drinkiem, to po prostu zbrzydło mi i jakakolwiek ochota odeszła. A jak Wy, drodzy Blogerzy, wspominacie swoje studniówki?
Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).
Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą.
Grzegorz Wszołek
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka