Filip Rdesiński został zatrzymany przez policję po demonstracji pod ambasadą Federacji Rosyjskiej. Nastąpiło to już na Pradze, kilkanaście minut po wydarzeniach. Manifestacja w tamtym miejscu była legalna.
Przyszło więcej, niż tysiąc osób. To prawda, że niektóre okrzyki nie powinny mieć miejsca, nie ze wszystkimi się utożsamiałem. Przyszedłem tam jednak, by zaprotestować przeciwko traktowaniu Polski przez Putina jako petenta. Przeciwko temu, co zdarzyło się nie tylko 10 IV, ale też przez cały rok. Zdjęcie tabliczki z kamienia, którą powieszono kilka miesięcy z wyraźnym napisem, w jakim celu udawała się delegacja do Katynia i to jeszcze pod osłoną nocy - to kolejny policzek dla Polski.
Współorganizator manifestacji został zatrzymany, jak informuje niezależna.pl, za podrzucanie petard. Według moich informacji, dochodzi do tego przede wszystkim "znieważenie Putina", polegające na spaleniu kukły premiera Rosji. Bardzo to niepokojące. Dziennikarz został przewieziony na komendę policji na ul. Wilczą.
Miejmy nadzieję, że sprawa szybko się wyjaśni.
PS. Z informacji nieoficjalnych, jakie do mnie dochodzą, wynika, że są już postawione zarzuty. Za obrazę Putina - moje przypuszczenia się sprawdziły. Casus Rachonia się powtórzył.



Komentarze
Pokaż komentarze (83)