Tomasz Arabski miał naciskać na Edwarda Zalewskiego, szefa Krajowej Rady Prokuratury, by umorzono śledztwa ws. afery hazardowej. Prokuraturę w czerwcu zawiadomił Paweł Miter, bohater niedawnej afery w TVP, gdzie otrzymał angaż po mailach, w których powoływał się na Kancelarię Prezydenta. Mimo że bezprawne naciski urzędnika KPRM nie są wykluczone, wyjaśnienie ich przez prokuraturę jest niemożliwe.
Kilka tygodni temu Mediowo na Facebook'u ujawnił treść zawiadomienia Mitera. Podaje on następujące szczegóły:
Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Arabskiego: (...) Dnia 17 stycznia 2011 roku Tomasz Arabski z maila służbowego śle zapytanie jaka byłaby możliwość, by zorganizował informację odnośnie śledztwa w sprawie hazardowej. (...) minister Kwiatkowski dostarczył w jakiś sposób informacje z postępowania prokuratorskiego, które, jak wiemy w Polskim systemie prawa są tajne – dostarczył je Premierowi Donaldowi Tuskowi, a jeśli nie samemu Premierowi, to Tomaszowi Arabskiemu, który to w dniu 12 lutego, pisze : "Dzięki za całość AF" Tylko to stwierdzenie zawarte jest w tym mailu, można być pewnym, że AF - Afera Hazardowa. Po tym mailu domniemać można, że sprawa ta została poruszona na którymś ze spotkań na linii Premier-Minister Kwiatkowski. Za co dziękuje? Czy za to, że po mailu z 17 stycznia Kwiatkowski postarał się pomóc Premierowi? (...) (Edward Zalewski - przyp. moje) 15 lutego 2011 roku otrzymał maila od Tomasza Arabskiego z treścią „Donald widziałby jedyne słuszne rozwiązanie sprawy w taki sposób, by ostatecznie ją zamknąć”.
Źródłem Mitera ma być urzędnik KPRM. Oznaczałoby to, że Tusk ma niezłego kreta w kręgu bliskich współpracowników, działającego na odstrzelenie Arabskiego. Śledczy powinni dokładnie przyjrzeć się tym mailom, zapewne treść korespondencji pomiędzy szefem KPRM i prokuratorem jest przez nich analizowana.
Jednak co z tego? Nawet, jeśli Arabski naciskał i komunikowanie się za pośrednictwem e-maili to tylko wierzchołek góry lodowej, nikt tej sprawy w Polsce rzetelnie nie poruszy. Prokuratura byłaby sędzią we własnej sprawie. Jeśli któryś ze śledczych spróbowałby wyjść przed szereg, to ze świadomością, że czeka go los Marka Pasionka.


Komentarze
Pokaż komentarze (50)