251 obserwujących
1124 notki
2018k odsłon
  284   5

Wybrane problemy zarządzania ruchami migracyjnymi

Wydanie II, uzupełnione i poprawione, mojego tekstu sprzed trzech dni, który z powodu sarkastycznego tytułu został prawdopodobnie uznany za islamofobiczny, co nie jest zgodne z prawdą.


Wybrane problemy zarządzania ruchami migracyjnymi


Kto by pomyślał, że czas spędzony wiele lat temu w Afryce, w kontakcie z problemami obozów dla uchodźców somalijskich, tak mi się dziś przyda.

Interakcja z pracownikami UNHCR, etiopskimi i kenijskimi żołnierzami na granicy i dyplomatami wielu nacji dała mi lepsze pojęcie o realiach sytuacji masowych przemieszczeń migrantów i uchodźców, niż jest to udziałem wielu polskich zwolenników niekontrolowanej migracji.


Mówią przeciwnicy przeszkód granicznych:
Taniej będzie wyłapać, nakarmić i odesłać

Ależ naturalnie! Tylko żeby kogokolwiek dokądkolwiek odesłać, potrzebna jest zgoda państwa, które miałoby odsyłanego przyjąć, oraz dokumenty podróży.

Dokąd i w jaki sposób odsyłać ludzi, którzy zniszczyli dokumenty tożsamości, a swoje opowiadania na temat kim są, skąd są, i dlaczego ich tam nie ma, zmieniają trzy razy dziennie, rano, w południe i wieczorem?


Klasyczny dialog, jaki często ma miejsce w budynku administracji każdego obozu dla kandydatów na uchodźców na świecie:


Komendant:
– Panie konsulu, mamy tu trzystu obywateli Nigerii, których chcielibyśmy odesłać do Nigerii.


Dyplomata nigeryjski:
– Ależ nie ma sprawy. Proszę przysłać listę i dowody, że to są obywatele Nigerii. Tylko wie pan, panie komendancie, ja tu czuję łgarstwo. Ja osobiście bardzo wątpię, żeby oni byli z Nigerii, bo u nas jest tak dobrze, że nikt nie ucieka. Powiem więcej, wiele osób z całej Afryki podaje się za Nigeryjczyków, żeby tylko się do nas dostać, więc musimy być czujni. A ten dialekt, którym ci ludzie w pańskim obozie mówią, to jak na moje ucho on chyba jest z Togo, albo może z Gambii, ale w każdym razie ja nigdy w Nigerii nie słyszałem, żeby ktoś tak mówił. Nie tylko akcent mają dziwny, ale i słownictwo ubogie. No, ale naturalnie rozpatrzymy każdy przypadek indywidualnie. To co, może mi pan podrzucić te dowody do końca tygodnia?


Mówią technokraci:
Po co ten mur, za drogo, postawić kamery zwykłe
 i termowizyjne za drobną część tego kosztu -
mysz się nie prześlizgnie!


Ależ oczywiście! Okolice Usnarza Górnego, styczeń 2022 roku, godz 3:17 rano, ciemno, mróz. Kamera termowizyjna daje alarm, dyżurny patrzy na monitor – no faktycznie, spory tłum wali przez granicę. Chwyta słuchawkę telefonu:

– Plutonowy Gdula, panie kapitanie.
 Naruszenie granicy na B 312!

– Co wy mnie, Gdula, dupę zawracacie po nocy? Wiecie tak samo dobrze jak ja, że ani nie ma komu ich łapać, ani nie ma ich gdzie trzymać. Ja wiem, Gdula, że w instrukcji do tych kamer było napisane, że mysz się nie prześlizgnie, ale nigdzie nie było nic o tym, kto ma potem karmić te myszy. A w ogóle, to wy jesteście od monitorowania monitora, a nie od wymądrzania się. Możecie iść spać - wykonać!


Mówią humanitaryści:
Wpuścić, nakarmić i przewieźć do Niemiec,
 jak Węgrzy w 2015 roku.

Ależ oczywiście! Na podstawie unijnego "przepisu dublińskiego" (Dublin III Regulation, Regulation No. 604/2013), Niemcy są w swoim prawie odesłać ich do kraju, w którym przekroczyli granicę zewnętrzną Unii, czyli w tym wypadku do Polski.

Polska stanie wtedy przed pytaniem, jak zatrzymać na swoim terytorium ludzi, którzy być w Polsce nie chcą, bo chcą być w Niemczech. 

Trzeba by w tym celu ich wszystkich – mężczyzn, kobiety, dzieci i niemowlęta, lekarzy, inżynierów, artystów i pasterzy wielblądów – umieścić w więzieniach, lub skoncentrować w zamkniętych i strzeżonych obozach, których nie wolno im będzie opuszczać, czyli nie owijając w bawełnę, w kacetach.

Zapewne Unia oczekuje, że Polska wybuduje super-kacet – trzy rzędy zasieków, ogrodzenie pod wysokim napięciem, wieże strażnicze z cekaemami i złe psy biegające luzem pomiędzy liniami ogrodzenia.

Ten kacet musi być na początek na co najmniej 100 000 osób i mieć zapas terenu pod rozbudowę. Azylantów będzie się tam trzymać bezterminowo, czyli do czasu kiedy w okolicach św. Dygdy wyrażą chęć powrotu do domu.

Każdy azylant ma dostać trzy urozmaicone posiłki dziennie, naturalnie halal, wegetariańskie lub wegańskie, do wyboru.

Dzieci mają mieć na miejscu przedszkole, szkołę podstawową, liceum i uniwersytet, bo będą siedzieć tak długo, aż dorosną i jeszcze jakiś czas potem.

Zaspokojone muszą być potrzeby religijne i duchowe azylantów. W załodze obozu, nazwijmy go Centralnym Ośrodkiem Przywitalnym (Central Welcoming Facility), musi być ksiądz, pop, pastor i dwóch imamów, sunnicki i szyicki.

Nad bramą obozu będzie metaloplastyka o znanym każdemu Polakowi kształcie, z napisem SCHENGEN MACHT FREI.








PS. Znakomity oddolny pomysł blogera Pablovsky:
https://www.salon24.pl/u/pablovsky/

Zarejestrować wszystkich zwolenników wpuszczania do Polski wszystkich migrantów przybywających na granicę Polski z Białorusią.

Listę nazwisk i adresów opublikować.

Każdemu na liście zdjąć z zawiasów i zabrać drzwi wejściowe do mieszkania lub domu. Jeśli zainstaluje nowe, powtarzać aż do skutku. Na posesjach ogrodzonych, zdemontować ogrodzenie.

Niech wchodzi, kto chce.

Kto to jest i czego chce, ustali się później.




Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka