Stary Wiarus Stary Wiarus
1020
BLOG

Deportacja umysłowa Hołowni do krainy Deszczowców

Stary Wiarus Stary Wiarus Polityka Obserwuj notkę 43
"Jeżeli ktoś przychodzi i potrzebuje leczenia - wyleczyć. Jeżeli ktoś potrzebuje złożyć dokumenty - pozwolić mu je złożyć, rozpatrzyć. I jeżeli nie ma prawa do ochrony albo w nielegalny sposób radził sobie z przekroczeniem granicy - deportować w humanitarny sposób, zgodny z prawem i zasadami człowieczeństwa - mówił w Białymstoku Hołownia. Dodał, że takie osoby należy deportować "szybko, sprawnie i tak, żeby wszyscy wiedzieli, że granicy RP nielegalnie przekraczać nie wolno".

Łapiemy gościa w lesie i przewozimy na placówkę Straży Granicznej.

Tam okazuje się, że gość mówi po arabsku i nie ma żadnych dokumentów. Pytany za pośrednictwem tłumacza dlaczego, mówi że zgubił na bagnach.


Pytany o nazwisko, mówi 'Mohammad' (drugie albo trzecie najpowszechniejsze na świecie nazwisko). Na imię też ma Mohammad.

Pytany skąd jest, Mohammad Mohammad mówi że z Egiptu, albo może z Maroka, ale na pewno nie pamięta, bo w lesie uderzył się głową o gałąź i źle mu to robi na pamięć.

Na lewej ręce ma dwie okrągłe blizny, klasyczny czysty przestrzał przedramienia. Pytany skąd to, mówi że z wojny. Pytany z jakiej, udaje że nie rozumie.


Po 45 minutach przesłuchania mamy zero informacji o tożsamości, zero informacji o narodowości, a tym samym zero szansy sprawdzenia, czy jest notowany w bazach danych policji i wywiadów państw UE, oraz zero możliwości zdecydowania dokąd należy go odesłać. Nie wiadomo nawet jakiego koloru okładkę miał jego paszport, bo mówi, że z powodu tego wyrżnięcia łbem o gałąź niestety zapomniał.


Wiadomo tyle, że zapewne jest obywatelem jednego z 22 krajów gdzie mówi się po arabsku, bo tłumacz mówi, że arabski jest ponad wątpliwość jego językiem ojczystym. Akcent być może jest syryjski, ale to nie jest pewne.


W pokoju jest gorąco, facet podwija oba rękawy, tłumacz rzuca okiem na tatuaż, robi się blady i mówi że musi już iść i więcej dzisiaj tłumaczyć nie będzie.


Żeby kogokolwiek gdziekolwiek odesłać, potrzebna jest zgoda państwa przyjmującego. No to do jakiego państwa występujemy o tą zgodę na odesłanie? Dochodzenie sprawdzające, kim jest ten gość, potrwa rok, wynik nie jest gwarantowany. W międzyczasie, trzeba go gdzieś trzymać, pilnować i karmić. Pierwszego dnia 100 takich gości. Drugiego 200. Trzeciego 400.


emigrant (nie mylić z gastarbeiterem)       

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka