To jest polska minister kultury

stojąca w brudnych trampkach i zmiętoszonym ubraniu nad tablicą w Berlinie mającą upamiętnić sześć milionów polskich ofiar II Wojny Światowej rozpoczętej przez Niemcy.
Wyczyn całkowicie porównywalny do pijanego Kwaśniewskiego zataczającego się nad grobami ofiar NKWD podczas obchodów 59 rocznicy zbrodni katyńskiej na Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Piatichatkach koło Charkowa we wrześniu 1999 roku.
oraz do składania wieńca na pogrzebie Anny Walentynowicz w 2010 roku przez dwóch współpracowników Bronisława Komorowskiego (rzecznik prasowy Jerzy Smoliński i doradca Waldemar Strzałkowski) którzy pojawili się na cmentarzu nie tylko pijani, ale również już po zakończeniu pogrzebu.

Berlińską tablicę, czystym przypadkiem, umieszczono tak, by łatwo było po niej deptać.
Za tablicą – kamień, który spadł z serca Niemcom na wiadomość że rząd, w którym Hanna Wróblewska z ochotą przyjęła tekę ministra kultury i dziedzictwa narodowego, rezygnuje z reparacji.
Hańba.
Kobieto, zrezygnuj!





Komentarze
Pokaż komentarze (6)