
Screen grab/klatka z https://www.youtube.com/watch?v=ANVUeF5CWpo
Transkrypcja z zapisu video:
https://www.youtube.com/watch?v=QpBBZXfSbDg
https://www.youtube.com/watch?v=ANVUeF5CWpo
Oficjalny stenogram sejmowy jest dostępny pod:
Podział na akapity i wyróżinenia pogrubionym drukiem, podkreśleniami i/lub kolorem: Stary Wiarus
______________________________________________
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
W szumnie zapowiadanym od kilku tygodni exposé pana ministra Sikorskiego usłyszeliśmy dzisiaj sporo ogólników, truizmów, ćwiczeń w życzeniowym myśleniu.
Powiem, że z niektórymi z nich można by się nawet zgodzić, gdyby nie to, że nic nam nie mówią o faktycznej kondycji polityki zagranicznej tego rządu. Jednakże sytuacja międzynarodowa wokół Polski i skala wyzwań i zagrożeń, wobec których staje Rzeczpospolita, wymagają nie publicystycznego, lecz niezwykle poważnego, merytorycznego potraktowania polityki, za którą pan minister Sikorski jest konstytucyjnie odpowiedzialny.
Zacznę zatem od prawd oczywistych, które w takich okolicznościach wymagają systemowego uporządkowania. Celem polityki zagranicznej musi być polska racja stanu, a więc trwanie i przetrwanie Rzeczypospolitej w pomyślności i rozwoju, jako państwa suwerennego, samodzielnie decydującego o swojej polityce wewnętrznej i zagranicznej, we wszystkich ich obszarach. Uprzedzając ewentualną polemikę, zastrzegę od razu, iż suwerenność państwa narodowego jest nie tylko możliwa, ale też – jestem o tym przekonany – pożądana w dzisiejszym świecie, o ile nie jest mylnie utożsamiana z wszechmocą, lecz z samodzielnym podejmowaniem decyzji.
Polska racja stanu wyznacza zasadnicze imperatywy naszej polityki zagranicznej, którymi są: po pierwsze, uniemożliwienie Rosji imperialnej ekspansji, po drugie, uniemożliwienie Niemcom zdominowania czy wręcz zwasalizowania Polski po trzecie, przeciwdziałanie wznowieniu współpracy niemiecko-rosyjskiej po czwarte, przeciwdziałanie wypychaniu Stanów Zjednoczonych z roli głównego stabilizatora bezpieczeństwa naszego kontynentu i wreszcie, po piąte, zbudowanie regionalnej struktury ścisłej współpracy państw zagrożonych przez Rosję, dostatecznie silnej, by ze wsparciem Stanów Zjednoczonych bronić swej niepodległości.
Kryterium sukcesu obecnego rządu w polityce zagranicznej są zatem rezultaty wypełniania tych właśnie imperatywów.
• Jak wypada realizacja pierwszego imperatywu, czyli uniemożliwienia Rosji imperialnej ekspansji, która dzisiaj dla Polski stanowi realne, a także – tu się zgodzimy – egzystencjalne zagrożenie?
Licząc w pierwszym rzędzie na własne zdolności obronne, zdajemy sobie sprawę, iż w tym zadaniu naszym najsilniejszym, najbardziej wiarygodnym i absolutnie niezastępowalnym sojusznikiem są Stany Zjednoczone. Tylko one bowiem dysponują realnym potencjałem tak odstraszania, jak i powstrzymania Rosji. Nasuwa się zatem pytanie, jaki polski interes wymaga roli wiodących krytyków polityki Stanów Zjednoczonych: polskiego premiera, ministra spraw zagranicznych, a ostatnio także marszałka Sejmu.
Czy nakładanie przez obecną administrację Stanów Zjednoczonych skutecznych sankcji na Rosję i podważanie lub likwidacja panowania sojuszników Rosji w rozmaitych częściach świata są sprzeczne z interesami Polski? Czy potwierdzona ostatnio, przyznana przez pana ministra, wola obecności amerykańskiej w Europie, szczególnie w Polsce, nie jest zgodna z żywotnym interesem Rzeczypospolitej? Podsumowując, w polityce obecnego rządu wobec Stanów Zjednoczonych nie ma żadnego polskiego interesu.
• Przejdźmy do drugiego imperatywu polskiej polityki zagranicznej, a więc uniemożliwienia Niemcom zdominowania czy wręcz zwasalizowania Polski. Stosunek obecnego rządu do Niemiec wyklucza podmiotowość. Jednym z wielu dobitnych dowodów tego stanu rzeczy jest rezygnacja z jakichkolwiek starań o zadośćuczynienie Polsce za krzywdy i szkody wyrządzone agresją i okupacją niemiecką w latach 1939–1945.
Brak tej podmiotowości jest dziś powszechnie widoczny w relacjach z Unią Europejską, której instytucje w procesie przyspieszonej integracji realizują interes Niemiec, po części tylko interes Francji – interes dominacji i wasalizacji całej Unii. Dlatego też pojęcie silnej Unii Europejskiej, którym ostentacyjnie i afirmatywnie posługuje się rząd, oznacza dzisiaj masowy transfer suwerenności od rządów i parlamentów narodowych państw członkowskich do centralnych organów unijnych.
Od 2019 r. realizowany jest niemiecko-francuski program centralizacji Unii, w wyniku czego ponad 60 obszarów merytorycznych, w których dotąd decyzje zapadały na zasadzie jednomyślności, ma być poddane procedurom głosowania większościowego, w ramach których ludniejsze państwa rdzenia Unii mają miażdżącą przewagę nad demograficznie niewielkimi państwami wschodniej flanki, wśród których jedynym dużym krajem jest Polska. Wśród tych obszarów merytorycznych jest także wspólna polityka zagraniczna i polityka bezpieczeństwa.
Zadajmy pytanie, retoryczne pytanie: Czyż zniesienie zasady jednomyślności nie otwiera drogi do zignorowania sprzeciwu wschodniej flanki Unii w razie wznowienia przez mocarstwa unijnego rdzenia, a więc przez Niemcy ze wsparciem Francji, polityki resetu z Rosją, na czym Moskwie bezsprzecznie zależy?
Albo jeszcze bardziej konkretne pytanie: Czy Polska, stojąc w obliczu sytuacji analogicznej do tej z 24 lutego 2022 r., mogłaby natychmiast podjąć decyzję o wsparciu ofiary agresji dostawami uzbrojenia, a przedstawiciele jej najwyższych władz udać się – jak to uczynili prezes Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki – do stolicy zaatakowanego kraju, organizując koalicję chętnych, czy też musiałaby czekać na wynik większościowego głosowania w Brukseli, a więc faktycznie na zgodę Berlina wspieranego przez Paryż?
Oczywiście pan minister, a cóż dopiero pan premier, zaprzeczałby zasadności takich pytań, argumentując za sprawczością polskiej polityki unijnej. Ale sprawczość tę niestety poznajemy prawie codziennie. Wystarczy przypomnieć, że gdy w Genewie program pokojowy dla Ukrainy dyskutowali kanclerz Niemiec, prezydent Francji i premier pozaunijnej Wielkiej Brytanii, premier Polski dał dowód swojej międzynarodowej sprawczości na forum Unii Afrykańskiej, choć jej wpływ na sytuację w naszym regionie pozostaje jeszcze nieznany.
Przykładów podobnej sprawczości jest oczywiście więcej. Poprzestanę na jednym tylko, ale, sądzę, bardzo wyrazistym: sprawczość w kwestii umowy Unia Europejska – Mercosur, w wyniku której załamanie polskiego rolnictwa będzie sponsorować eksport niemieckich samochodów.
Podsumowując – w polityce unijnej obecnego rządu trudno doszukać się polskiego interesu, natomiast interes Niemiec za każdym razem widać gołym okiem.
• Idźmy do trzeciego imperatywu polskiej polityki zagranicznej, a więc uniemożliwienia wznowienia współpracy niemiecko-rosyjskiej. Trzeba pamiętać, iż strategiczne partnerstwo Unii Europejskiej z Rosją było naczelnym dążeniem mocarstw unijnego rdzenia od 1991 r. aż po co najmniej 2023 r., a późniejsze deklaracje twardości, twardości ich stanowiska wobec Rosji, tych faktów zmienić przecież nie mogą.
Zważywszy zatem na wszystkie unijne inicjatywy partnerstwa z Rosją ostatnich dekad, których nie ma tutaj czasu przytaczać, nie wspominając już o liczących wieki przykładach strategicznej współpracy niemiecko-rosyjskiej kosztem egzystencjalnych interesów Polaków i pozostałych narodów naszego regionu, należy zapytać: Jakie to zabezpieczenia przed powtórzeniem prób takiej współpracy jest gotów wdrożyć obecny rząd?
A zatem jak rząd czy MSZ wyobraża sobie reakcję Polski w razie większościowego przegłosowania w Unii Europejskiej polityki resetu z Rosją? Jak wyobraża sobie, w konsekwencji takiego resetu, reakcję Polski chociażby na ponowne żądania Rosji dotyczące tranzytu z Białorusi do Królewca przez Polskę albo przez Litwę? Przecież Rosja zgłaszała już takie postulaty w okresie polskich negocjacji w sprawie akcesji do Unii Europejskiej, a jak pamiętamy, prezydent Jacques Chirac obiecywał Putinowi w Soczi w 2002 r. uwzględnienie jego życzeń dotyczących właśnie takiego tranzytu. Wówczas Moskwa nie była w stanie poprzeć swych żądań szantażem militarnym, ale dzisiaj już jest, a Polska mogła wtedy odmówić, nie poddając swej decyzji wynikowi głosowania większościowego w Brukseli.
A jak ma być w przyszłości? Obecne deklaracje Berlina rozczarowania Rosją nie anulują zasadności takich właśnie pytań. Na ile te deklaracje są trwałe i na ile wiarygodne? Starożytni Rzymianie mawiali: facta non verba. A zatem czy Niemcy zdemontowały już gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2? Jeszcze nie? No to na co czekają?
Podsumowując: w polityce obecnego rządu nie ma śladu ani działania, ani nawet refleksji, które mogłyby nie tylko zapobiec, ale nawet przewidzieć zagrożenie, jakim w każdym praktycznie pokoleniu Polaków jest antypolskie wspólne działanie Niemiec i Rosji.
• Idźmy dalej do imperatywu czwartego, a więc przeciwdziałania wypychaniu Stanów Zjednoczonych z roli głównego stabilizatora wojskowego bezpieczeństwa naszego kontynentu. Próby zastąpienia Stanów Zjednoczonych w tej roli iluzoryczną siłą wojskową Europy, która nie istnieje i w przewidywalnej przyszłości w liczącej się skali nie ma szansy zostać wykreowana, są szczególnie niebezpieczne dla Polski i całej wschodniej flanki NATO.
Snute publicznie przez pana ministra wizje powołania Legionu Europejskiego należy, panie ministrze, zakwalifikować jako krotochwilę, gdyż legion taki mógłby co najwyżej rozwiązywać problemy operacyjne w zakresie dyscyplinowania milicji plemiennych w Afryce Subsaharyjskiej. O realnym odstraszaniu Rosji przez siły europejskie najwięcej mówi nam wyczarterowanie ostatnio przez Bundeswehrę prywatnego samolotu polskiego do przerzutu 15 żołnierzy na Grenlandię, gdzie pozostali oni 3 dni.
Niezwykle niebezpieczny jest natomiast celebrowany przez obecny rząd unijny program SAFE. Jak ujął to Jacek Saryusz-Wolski, jest to faktycznie podwójny nelson założony na zdolności obronne Rzeczypospolitej.
Po pierwsze, pomijając już to, że jest to gigantyczna pożyczka, konieczna do spłacania przez ponad cztery dziesięciolecia, której oferta bynajmniej, jak wiemy, wszystkich nie zadawala – przykładowo Niemcy jej dla siebie nie zaciągną – to wymusza na Polsce rezygnację z dotychczasowych zakupów sprzętu obronnego u naszego zasadniczego sojusznika – Stanów Zjednoczonych i sojusznika pochodnego – Korei Południowej. Nakazuje zakupy sprzętu z Niemiec czy Francji, uzależniając polski przemysł zbrojeniowy także od komponentów tych krajów.
Po drugie, wypłata środków z tego programu może zostać wstrzymana zgodnie z mechanizmem, jak doskonale wiecie, warunkowości, nie tylko z powodów technicznych czy finansowych, ale także z powodu oceny, a ja powiem: recydywy oceny stanu praworządności w Polsce.
Podsumowując: w polityce obecnego rządu widać zatem nie tylko spolegliwe, ale wręcz entuzjastyczne działania w celu wypychania Stanów Zjednoczonych z roli głównego stabilizatora wojskowego bezpieczeństwa naszego kontynentu, co stanowi ewidentne przedkładanie przede wszystkim interesu niemieckiego nad interes Polski.
• Przejdźmy wreszcie do piątego imperatywu polskiej polityki zagranicznej, a więc zbudowania regionalnej struktury ścisłej współpracy państw zagrożonych przez Rosję, dostatecznie silnej, by ze wsparciem Stanów Zjednoczonych bronić swej niepodległości.
Struktura taka winna zakładać stale zacieśniającą się współpracę Polski z państwami bałtyckimi i skandynawskimi – tu się zgadzam z panem ministrem – ale także z Ukrainą, która posiada obok Polski bezpieczny militarny potencjał w regionie. W tym kontekście ważne są też relacje z naszymi sojusznikami z Trilogu, z Turcją i z Rumunią. Ale nie zapominajmy także o licznych wspólnych interesach łączących Polskę z partnerami z Grupy Wyszehradzkiej. Zważywszy na różnorodność, czasem nawet sprzeczność interesów w tej grupie, współpraca z nią wymaga szczególnie intensywnej, a ja nawet powiem, finezyjnej dyplomacji, dla której nie ma jednak alternatywy z perspektywy polskiej racji stanu.
Natomiast z pewnością naszej racji stanu nie służy pokusa udziału w jakimkolwiek unijnym dyrektoriacie, jak chociażby proponowany ostatnio przez kanclerza Merza dyrektoriat Wielkiej Szóstki złożonej z Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Polski i Niderlandów.
Udział Polski w takiej konstrukcji prowadziłby do jej wyizolowania od mniejszych partnerów z regionu i wskazywałby na wątpliwy przywilej przytakiwania projektom niemiecko-francuskim pod groźbą oskarżenia nas o bycie złymi Europejczykami, a także pod groźbą usunięcia z tej grupy.
Bez wątpienia aktywność obecnego rządu w regionie nie jest dostateczna. Wystarczy wspomnieć brak w zeszłorocznym exposé pana ministra jakiejkolwiek wzmianki o Trójmorzu i ostentacyjnie rachityczną wzmiankę w dzisiejszym exposé.
Nie ulega wątpliwości, że nasi partnerzy musieli odczytać w tym kontekście jedno i drugie exposé jako ostentacyjny brak zainteresowania tą inicjatywą, inicjatywą co najmniej podważającą interesy Niemiec w regionie.
Podsumowując, w polityce obecnego rządu ewidentnie brakuje kontynuacji naszych wysiłków na rzecz tworzenia sfery współpracy państw zagrożonych przez Rosję, co trudno tłumaczyć inaczej niż jako zaniechanie prób zakwestionowania pozycji Niemiec w tym regionie.
Zmierzam do konkluzji. Panie i Panowie Posłowie!
Zwracam się teraz bezpośrednio do koalicji popierającej rząd i bezpośrednio do rządu. Pamiętacie państwo, jak ponad 2 lata temu, kiedy przejmowaliście władzę 13 grudnia, chełpiliście się, że będziecie w polityce zagranicznej władni grać na kilku fortepianach, a z pewnością na fortepianie europejskim i transatlantyckim? Dzisiaj nikt nie może wątpić, że do żadnego z nich nie możecie nawet się zbliżyć. Pozostały wam w ręku co najwyżej cymbały, ale wśród was i tak nie ma nawet kieszonkowego Jankiela, który potrafiłby na nich zagrać jakąkolwiek polską nutę.
Panie Marszałku! W imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość stwierdzam, że będziemy głosować za odrzuceniem informacji ministra spraw zagranicznych o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w roku 2026.
Dziękuję bardzo.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)