wujcio Stefan wujcio Stefan
63
BLOG

Czytając Machiavellego II

wujcio Stefan wujcio Stefan Polityka Obserwuj notkę 3

Ponoć najczęściej cytowanym a nie czytanym autorem jest Carl von Clausewitz. Cytuje się zwłaszcza (a może wyłacznie?) jedną jego myśl: wojna jest przedłużeniem polityki, tylko że innymi środkami. "Vom Kriege" mimo wszystko przeczytałem, choć odradzam ludziom niezainteresowanym wojną i militariami. Chcecie cytować, cytujcie. Ta lektura jednak was zabije.

Wojsko, siła militarna tudzież inny sposób powodowania szkód innym nie jest, jakby to ująć, pierwszoliniowym argumentem w dyskusji. Nikt nie zaczyna chyba rozmowy z włodarzem ościennego państwa od "słuchaj stary, mam dwa tysiące czołgów i 500 000 ludzi pod bronią, jasne?!?". Myślę, że nawet Rosjanie nie zagadują luźnej pogawędki słowami "zakręcimy wam gaz aż zdechniecie, he he". Wojsko działa raczej jak drogi smoking. Jakoś tak każdy czuje, że może wyluzować wobec faceta w podartym dresie. Elegancki gentleman budzi raczej respekt, chociaż nikt nie zamierza iść z nim na gołe klaty z nożem.

Powszechnie panuje pogląd, że w dyplomacji najważniejsza jest elokwencja, giętki umysł i umiejętność bezczelnego łgania. Nie sądzę, by było to prawdziwe. Cynizm i przenikliwość niezbędny jest do kształtowania długotrwałej polityki, opracowywania koncepcji. Przy wdrażaniu ich elokwencja jest nieistotna. Najważniejsza jest siła, którą w danym momencie można zaprezentować. Siła militarna, gospodarcza, jakakolwiek. Ale siła.

Przykład: weźmy Kongres Wiedeński. Dzieci w szkole uczy się, że po upadku Napoleona Francja ocalała przede wszystkim dzięki giętkiemu i elokwentnemu Talleyrandowi. Podaje się nawet anegdotkę z pieczystym. Niemniej, nikt nie ma wątpliwości, że największy wpływ miał na kongresie poseł brytyjski: Castlereagh, który był ponoć niesamowitym prostakiem, nie wiedział nawet, gdzie jest Saksonia. Reprezentował on najbogatsze państwo Europy, posiadające najnowocześniejszą armię i największą flotę. I podejrzewam, że słuchano by go z powagą nawet gdyby był koniem.

Analogicznie, z jakiegoś dziwnego powodu żadnemu członkowi Powiernictwa Pruskiego nie przyszło do głowy domagać się zwrotu Królewca. Jakoś tak, instynktownie w głowie nie mieści się domagać czegokolwiek od kraju uzbrojonego w głowice atomowe i (przede wszystkim) kurki z gazem/ropą. Stany Zjednoczone mogły sobie najechać na spokojny Irak ale nie ruszą piekła na ziemi, jakim jest Korea Północna. Kim Dzong Il jest pokracznym grubasem w głupawych okularach. Mimo wszystko traktuje się go śmiertelnie poważnie.

No dobrze, piszę i piszę i w głowie może komuś zakiełkować pytanie: a gdzie ten Machiavelli ?

Poczytajmy więc, co Machiavelli pisze o tak zwanym wojsku posiłkowym:

"Innym rodzajem bezużytecznych wojsk są wojska posiłkowe, to znaczy, gdy wzywa się możnego, aby swym orężem przyszedł ci z pomocą i obroną (...). Takie wojsko może nawet samo przez się być pożyteczne i dobre, lecz jest zawsze niebezpieczne dla tego, który je przyzywa, gdyż jeśli ono poniesie klęskę: ty przegrasz, jeśli ono zwycięży: ty staniesz się jego niewolnikiem. (...). Dochodzę więc do konkluzji, że bez własnego wojska żadne księstwo nie jest bezpieczne, jest ono zupełnie zdane na łaskę losu, nie mając tej mocy, która by w czasie niedoli jego obronę stanowiła. "

Polska praktycznie w całym XX wieku ma durny zwyczaj zdawać się na wojska posiłkowe. Czy to zamorskich Aliantów w Międzywojniu (którzy tak czy siak nie pomogli a jeszcze przefrymarczyli to, co z II Rzeczypospolitej zostało), czy to teraz, na NATO.

Polska armia nie istnieje. Jest cała masa oficerów-biurokratów, sporo podoficerów i garstka szeregowych. Na jednego oficera przypada bodaj dwóch podoficerów i jeden szeregowy. Idealna drabina hierarchiczna: szeregowy, kapral, sierżant i porucznik. Jak w Chłopcach z Placu Broni.

Wojsko nie ma wielkiej wartości bojowej w porównaniu z naszymi sąsiadami. Większość młodych ludzi (potencjalnych rezerwistów) ma to wszystko głęboko w tyle: w końcu w wojsku się przede wszystkim chleje i jest koconym. Jeśli się ze trzy razy wystrzeli to jest dobrze. Podejrzewam, że gdyby wjechała w Polskę jakaś inwazja, wszystkim, na co byłoby nas stać byłoby stworzenie grupy na Facebooku "Stop wojnie!" i Marsz Przeciwko Przemocy (oczywiśnie nie mam na myśli maszerujących kolumn wojska).

Być może nie stać nas na dobre wojsko (choć uważam, że gdyby z armii pracowników administracji publicznej zrobić by zwykłą armię, to wyszłoby na lepsze). Ale jeśli nie znajdą się na to pieniądze, nie będzie nas też stać na suwerenność. Nie sądzę, by ktoś od razu wjechał w Polskę czołgami. Ale zamiast eleganckiego smokingu pałętamy się po eleganckim przyjęciu ubrani w pocerowany jutowy wór. A czego by nie mówić, nikt nie respektuje interesów jakichś łachmaniarzy.

 

Lubię rano zaparzyć sobie kubek obrzydliwej kawy, poprzeglądać wiadomości z mainstreamowych serwisów informacyjnych i potłumaczyć z orwellowskiego na nasze. Ostatnio coraz częściej gram na basie. Moja strona jest warta2,73 Mln zł

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka