Nim przejdę do rzeczy, uświadommy sobie, w jaki sposób myśli Minister Finansów.
Jak w piosence Kazika, chodzi i szuka, szuka i chodzi. Szpera po szafkach, patrzy po podłodze. Makabra ! Nie ma pieniędzy w budżecie !
Poci mu się kark, jest wielce niespokojny.
Póki można było napchać długiem, napychał. Potem trzeba było paru sztuczek księgowych i wygibasów, to wyprawiał wygibasy. No a teraz trzeba podnosić podatki. Toteż pan minister (do spółki z premierem) przecierają przekrwione oczy i węszą, komu by tu jeszcze zabrać.
A tu nagle jakiś poseł PSLu wyjeżdża z bykowym.
PO jako partia "prozachodnia", "proeuropejska", zrzeszająca (jak chce pewien leming-filozof) "menedżerów" i elitę finansową powinna odrzucić taki pomysł ad hoc.
A tu obiecują, że się zastanowią. No cóż, pieniądze nie śmierdzą.
Tym, którzy myślą, że premier się martwi sytuacją demograficzną już spieszę z wyjaśnieniem, że tak nie jest. Ostatnio osobiście stwierdził, że interesuje go "dobro Polaków tu i teraz" a kadencja trwa tylko 4 lata. A po nas to choćby potop.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)