Dr Goebbels przekonany, że iz kłamstwo staje sie prawdą wtedy, gdy jest wystarczająco często powtarzane, w dobie mediów elektronicznych czułby sie teraz jak ryba w wodzie, lepiej niz za swoich czasów . Wówczas powtarzanie trzeba było organicować wiecami, wysiłkiem partii, redaktorów w gazetach papierowych - teraz niesprawdzone informacje, zwykłe klamstwa czy partyjne celowe przekazy replikuja sie same. Wystarczy, ze polityk rzuci coś energicznie w telewizji albo portal internetowy umieści na głównej - i wrzutka sama replikuje sie lotem błyskawicy wszędzie i już po chwili nikt nie pamieta kto był z tym newsem pierwszy. Ładną ilustracja tego zjawiska może być autokompromitacja dwa miesiące temu Sakiewicza - krytykując "trolli i cyngli" za przekłamanie słów Pospieszalskiego, nie zdązył zauważyć, że sam tego newsa dwa dni wcześniej wydrukował we własnym tygodniku.
Gdy na przykład prezes wrzuca : nie doszłoby do katastrofy, gdyby nie rozdzielenie wizyt, wszystkie media i telewizje zaczynają tym brzęczeć, powstaje zmasowany przekaz, prawdziwy tylko dlatego, ze powtarzany powszechnie, do czego esesmowymi przekazami dni dołacza sie tez aparat partyjny czy chwytający wrzutki partii matki blogerzy partyjni Pisu .Juz po chwili wszyscy którzy chca w to wierzyć- wierzą, ze kastatrofa ma jakis zwiazek z tym, że polecieli osobno. Powstaje wtedy taki klasyczny dowód tzw. społecznej słuszności- skoro wszyscy wierzą, ze ziemia jest płaska, to znaczy jest płaska i każdy nastepny uczestnik takiego szumu informacyjnego zaczyna go sam powielać. Kula kłamstwa toczy sie coraz szybciej- dzięki właśnie internetowi i telewizji oraz naturalnej pazerności dziennikarzy na gorące newsy w konkurencyjnej walce o oglądalnośc. I staje sie natychmiast prawdą
Oczywiscie jak w każdym gdybaniu nie sposób w ogóle udowodnić, czy gdyby polecieli tam razem 10 kwietnia , nie doszłoby do katastrofy. Sam pomysł takiej dyskusji jest bez sensu, choć prezes jednak kiedyś probował łapać jakis zwiazek miedzy przyczyną katastrofy, a dwoma lotami mówiąc: Tusk sobie zabrał lepszą załoge a prezydentowi dał gorszą...Jednak związku przyczynowo- skutkowego między rozdzieleniem wizyt a katastrofą , pośredniego czy bezpośredniego nie da sie w ogóle wykazać. To spór pozorny, ale prezes takim kłamstwem chce wtłoczyć w swiadomość ludzi, ze ktos manipulował wizytami, więc dlatego czemus strasznemu jest koniecznie bardzo winny i o to głównie chodzi. Bo spór o wizyty ma tu charakter zastepczy i ma byc tylko nośnikiem czy glebą dla głownej absurdalnej tezy Kaczyńskiego - Tusk doprowadził do katastrofy, rozdzielając z Putinem wizyty. To nudny bo typowy, czarny oraz insynuacyjny piar właściwy dla prezesa i podstawa smolenskiej polityki Pisu.
Teraz łatwiej, niz poprzednim stuleciu manipulowac emocjami i tłumem, dzieki właśnie szybkości obiegu informacji i automatycznym samopowielaniem sie fałszywej wrzutki, doprowadzającym błyskawicznie do powstania zmasowanego przekazu, bombardujacego sluchacza zewsząd. Do "prawdy" więc łatwiej teraz ludzi przekonać- wystarczy emocjonalnie, agresywnie cos wrzucić w media, a reszta stanie się sama...To oczywiście dotyczy wszystkich informacji, z każdej strony politycznej, także i starych plotek o "debeściakach" na przykład, czy teraz o wyczyszczeniu wraku z dowodów tylko na podstawie paru zdjęć jednego kawałka burty samolotu, tak jest tworzony mit "naukowców" dokonujących "symulacji komputerowych". Dlatego ważna jest tez inicjacja wrzutki - trzeba tylko na początku krzyknąć coś chórem. Ostatnio szczególnie Pis i media Sakiewicza z Macierewiczem bardzo ładnie tę umiejetność opanowali ....


Komentarze
Pokaż komentarze (32)