Mistrzostwa Europy w Polsce zapowiadają się na fiestę Platformy.Tusk z uśmiechniętą i efektowną minister Muchą, w towarzystwie chwalącego wszystko Platiniego, będzie pławił się w blasku sukcesu, mówił grillującemu w czasie igrzysk narodowi, że powinien być dumny z udanego i tak światowego przedsięwięcia, mówił o naszym wspólnym sukcesie, którym chociaż w ten sposób postawiliśmy się na czele Europy przez chwilę. Wtedy Platformie i Tuskowi pójdą sondaże w górę i sukces organizacyjny mistrzostw zepchnie na cały miesiąc na drugi plan narrację Pisu - Macierewicza z jego "naukowymi" bombami oraz oczywiście Kaczyńskiego. Co on ma wtedy robić? Ma chwalić, cieszyć się z innymi? Skądże znowu, to byłoby nie w jego prywatnym interesie jako lidera tej części elektoratu, chcącego być jedyną alternatywą dla Tuska, także jako kogoś, chcącego być w ogóle na czele.
Dlatego Jarosław musi być koniecznie przeciw, aby naród o nim nie zapomniał przez ten prawie miesiąc sportowego święta. Wtedy będzie się o nim mówić prawie tak samo jak o Tusku, a telewizja może nawet na zmianę pokazywać Platiniego i oficjeli oraz jego - prezesa, któremu coś się nie podoba. Nie chodzi więc zupełnie o Tymoszenko, o której Jarosław tak nagle sobie przypomniał, ale o to, by dzięki niej być przeciw.
Chodzi jak zwykle o prywatny interes Kaczyńskiego, który łapie się wszystkiego, aby pokazać się jako lider swojego elektoratu mówiący ważnym głosem, bo tym da coś innego "swoim" niż dadzą im Ziobryści. Prezes tradycyjnie prowokuje jakiś konflikt, szuka czegokolwiek by być "na nie". To ta stara nudna polityka polaryzacji za wszelką cenę, ustawianie dwóch frontów, tę tylko zaletę mająca, że na czele jednego z nich automatycznie staje on, Jarosław Kaczyński. Ponieważ jak zwykle konflikt nakręcany przez lidera buduje mocniej jego pozycję w jego elektoracie. Ten stały rys polityki Kaczyńskiego wyjaśnia wiele jego z pozoru niezrozumiałych działań.
Prezes musi być koniecznie przeciw, bo innej polityki nie umie po prostu robić. Kiedyś był przeciw Steinbachowej, a teraz Niemcy znowu mu pomogli. Będzie razem z nimi przeciwko Janukowyczowi, to znaczy przeciwko Tuskowi. Bo to nieważne, czy razem z Niemcami, czy przeciwko nim, istotne jest tylko to, że Prezes jest przeciwko swojemu aktualnemu i obecnie największemu rywalowi do władzy. A reszta się dla niego nie liczy. Nawet wygrywanie wyborów


Komentarze
Pokaż komentarze (42)