To nie jest żadna spisana lista. To była moja luźna rozmowa z prezesem, w której padło kilka nazwisk. Mówiliśmy, że osoby, które mają ogromną wiedzę o mechanizmach i początkach III RP, a dziś krytykują władzę, mają problemy. Są wyciszane. Ale absolutnie nie miałam na myśli likwidacji fizycznej „. Mówi Staniszkis .
Co ich wszystkich na tej tak zwanej „prawicy„ łączy ? To, że dziennikarze, naukowcy , politycy i blogerzy tej proweniencji nie dają diagnoz rzeczywistości i nie opisują prawdziwie świata, ale budują dla ”swoich „ i siebie samych polityczne mity , w które pewnie i czasami też osobiście wierzą .
Tak jak teraz, gdy Kaczyński skwapliwie i na poczekaniu ubrał pogawędkę ze Staniszkis w listę ludzi do odstrzału, by wzmocnić tym najnowszy mit swojego środowiska o ”seryjnym samobójcy”, oraz wyjść w tej sprawie Petelickiego na czoło chóru lanserów krzyczących jak to nie chcą popełnić samobójstwa. No i aby zaistnieć w taki sposób w mediach. Dało mu to jak zwykle drobne korzyści osobiste, bo pokazał się tradycyjnie jako ten wiedzący lepiej o różnych strasznych tajemnicach, o których jednak jak zwykle coś wie, ale nie może nic powiedzieć – jednak /domyślnie/, gdy Pis tylko dojdzie do władzy, to on zrobi z tym porządek . I z innymi Wielkimi Układami zapewne także, o spisku okrągłego stołu już nie wspominając. Tym jednak razem jego tradycyjny, polityczny blef został sprawdzony negatywnie przez wezwanie do prokuratury. Wątpliwe, aby bez tego wezwania Staniszkis świadczyła publicznie przeciwko Kaczyńskiemu, który uczynił ją z jej cała pozycją naukową tylko alibi dla swoich zmyśleń. Teraz Pani Profesor sama się broni i tłumaczy…..
Dwa miesiące temu Macierewicz przeczytał słowa Naszego Dziennika „tuż po katastrofie” jako „10.56 czasu rosyjskiego „ Jego nowy numer w smoleńskim cyrku , jakoby prezydencka komórka była używana 2 minuty po katastrofie, trwał od piątku do poniedziałku, zanim po weekendzie prokuratura nie określiła pożniejszych godzin … Tak samo, jak zawsze , utworzył się wtedy chór z polityków, dziennikarzy i blogerów równo krzyczących, ze „ nic się nie zgadza”, a smoleńskich zamachowych pytań jest coraz więcej. Podobnie jak Kaczyński, tak i szef Zespołu Smoleńskiego wtedy chętnie czegoś nie zrozumiał, by przez szybkie zmyślanie i konfabulację stworzyć nową, korzystną, polityczną wrzutkę dla mediów. Jednak, gdy prokuratura wtedy także chciała sprawdzić Biniendę, ten odmówił jej spotkania i pokazania danych wejściowych, choć może przecież dysk z plikami w Dynie wysłać jej firma kurierską choćby z Ameryki, za 50 złotych. Ale ten ping pong z prokuraturą , prowadzony zresztą od wrzesnia zeszłego roku , jest dla Macierewicza konieczny, by mógł ukrywać blef, tworząc wrażenie jakichś „naukowych „ badań..
Polityka może i polega na opowiadaniu historii o drugiej Irlandi, zielonej wyspie, lub, ze my wszyscy: „we can ”. Każdy ma jednak taki piar polityczny na jaki go stać .Jedni maja barwne, optymistyczne czy usypiające opowieści , drudzy /jak tzw . prawica/ zarządzanie zwykłą paranoją społeczną . Po to właśnie Pis potrzebuje ciągle jakichś nowych mitów, by ją tworzyć i utrzymywać jej wysoki, korzystny poziom, jak modelowo teraz zrobił to prezes. Będzie to skuteczniejsze, gdy wymyślone na kolanie historie przedstawi się swojemu elektoratowi jako realne fakty i prawdziwe oceny. Jako diagnozy, chętnie powołując się na profesorskie znane autorytety, co w tym elektoracie robi zawsze duże wrażenie. Tym razem dość przypadkowo to nie wyszło ….
Gdy nawet jeden z twórców pisowskiej mitologii próbował zmniejszyć na konferencji „ Polska wielki projekt” procent nasycenia mitami ogólnego przekazu partii mówiąc, by już nie straszyc tak wszystkich tym odbieraniem nomenklaturowych majątków czy lustracja powszechną /co i tak już jest niemożliwe do przeprowadzenia w prawdziwych tego przypadkach / - Kaczyński był przeciw tej ocenie prof. Zybertowicza. Nie chciał wyrzucać ze swojej politycznej narzędziowni tak poręcznych i wygodnych śrubokrętów do majstrowania w duszy swojego ludu
Platforma nie ma chyba dużego problemu z akceptacją swojego piaru, bo chyba każdy czuje, iż jej lukrowane często opowieści mieszczą się jednak granicach politycznej normy i smaku oraz umownej społecznej konwencji. Natomiast Pis ma poważny problem . Bowiem nie tylko elektorat , ale sami twórcy tak preparowanej mitologii wydają się w nią wierzyć- wierzyć we własne zmyślania kreowane dla elektoratu. O ile na przykład Kaczyński i Macierewicz z Sakiewiczem czy tutaj np. Gadowski robią to świadomie, o czym świadczy skrupulatne i metodyczne krycie przez nich własnych blefów, to czy na pewno taki Ziemkiewicz, Wildstein, Stankiewicz , Staniszkis, Zybertowicz lub partyjni blogerzy Pisu nie wierzą w to co mówią ?
To już od 1990 roku polska prawica diagnozy i trzeźwe oceny zastępuje najczesciej niepełnosprytnymi i paranoicznymi mitami, w interesie tylko swoich liderów i rożnych gminnych proroków. Ale wtedy ta formacja tak naprawde nie mówi nikomu niczego- i ta sytuacja nie spotka się z refleksją tzw. etosu intelektualnego Pisu. Kiedyś w Polsce mielismy „realny: socjalizm, dzis mamy najwyraźniej tylko tak zwaną „realną „ prawicę, w taki sposób także zamykająca się w swoim gettcie. Ponieważ do tej prawdziwej, modelowej /takięj z podręczników/ prawicy, ta pisowska, obciachowa mitomania jako metoda polityczna zupełnie nie pasuje…


Komentarze
Pokaż komentarze (24)