Marek Migalski pisząc o spokojnym Obiedzie Smoleńskim w pewnej sprawie poszedl za daleko, a inne poruszył w sam raz, ale o tym już nikt nie mówi.
Jest zdecydowaną przesadą, delikatnie mówiąc, wytykanie setce posłów Pisu hipokryzji smoleńskiej na tej tylko podstawie, że spokojnie jedli deserek i popijali kompocik, zamiast biec na przełaj parę kilometrow pod lotnisko, by zabezpieczać własnymi rekoma teren i pomagać ekipie ratunkowej. Często bowiem bywa też tak, ze sparaliżowani szokiem ludzie zachowują jakby nic sie nie stało, żyją starymi nawykami nie wiedząc co w tej chwili zrobić.Bo jeszcze wszystko do nich nie dotarło.Marek Migalski poszedł tu tylko niestety na głośny efekt, obrażając tym na pewno wiele osób, bo nie mówiąc chyba zbyt wyrażnie o co mu chodzi.
I na to wszyscy zwracają uwage zapominając, że niezależnie od tego jego wpis ma pewne racjonalne jadro na którego podstawie można wyrzucać mimo wszystko Pisowi hipokryzję. Wtedy gdy zestawi się użytek, jaki teraz Pis robi z tragedii z sytuacją samego obiadu i obecną radosną akceptację całokształtu sledztwa smoleńskiego tej partii przez wszystkich tam na obiedzie obecnych, także przez cały Pis. O co konkretnie chodzi? Ten brak obecności na miejscu katastrofy pozwalał i pozwala posłowi Macierewiczowi łatwiej teraz blefowac i z fusów budowac rózne opowieści i medialne seriale zmachowe. Mianowicie gdyby poseł Macierewicz nawet po obiedzie pojechał na miejsce katastrofy wtedy mogłby osobiście sfotografować rosyjski helikopter porywający 4 godziny po katastrofie stojący obok samolotu, zniszczony i odrapany, ale cały kokpit. Szef Zespołu Smoleńskiego blefował o tym tutaj /5 minuta wywiadu/ . Bo przecież szukanie niby zaginionego kokpitu trwało w tej narracji zamachowej Pisu cały rok zaraz po katastrofie i dostarczyło wiele gorących newsów mediom Sakiewicza oraz było bardzo ważnym tematem jego niezliczonych wystapień. Podobnie jak sztucznej mgły, obrażony etos Pisu długiego i tak fajnie sensacyjnego story o nazwie "szukamy kokpitu" już w ogóle nie pamięta... Nikogo tam takie zmyślania w Pisie nie obrażają i nigdy nie obrażały, ale to Migalski teraz tylko obraża- nawet słuszna krytyka Migalskiego w tym momencie ma coś w sobie jednak z hipokryzji tak w ogóle. Podsumowując, gdyby tam Macierewicz był- nie mógłby tak kłamać. Ale wygląda na to, że krótka pamięć to w Pisie podstawa dobrego samopoczucia.
Migalski zaznaczał też obecne odejście Pisu od polityki jagiellońskiej pokazując to na przykładzie bojkotu przez Pis ukraińskiej częsci Euro. Ale także nikt z etosowych krytyków Migalskiego nie wspomni, że to Macierewicz przed Euro w tym wywiadzie wzywal do przeniesienia meczów z Ukrainy gdzieś indziej, oraz spisywal tam już Ukraine bez żadnego uzasadnienia na straty rosyjskich wpływów, a prezes za nim .To faktycznie trochę dziwne, że politykę jagiellońską Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, politykę także podawania ręki Ukrainie prowadził w sprawie Euro Komorowski, a nie Jarosław Kaczyński.
Teraz oburzony jest juz polityk Waszczykowski i inni, a mnóstwo osób z tej strony mówi, że Migalskiemu ręki już nie poda .Problem w tym, że te ręce nie są najbardziej czyste.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)