Jeśli Rostowski mocno wysunie propozycje debaty wobec Kaczyńskiego, Pis znowu przegra w oczach opinii publicznej.
Kalkulacja piarowsko wydaje sie być prosta- Kaczyński nie jest w stanie przyjąć tej propozycji. A wtedy pod znakiem zapytania stanie cały zwrot jaki Pis teraz robi w strone polityki merytorycznej, zmiany języka i tego tzw. otwierania sie na centrum. Kaczyński w mediach zostanie tchórzem oraz znowu politycznym oszustem, bo niby rzuca poważne propozycji, a nie chce o nich rozmawiać, chowając sie po kątach- to taki niepoważny człowiek, zawsze wiedzieliśmy....
Dlaczego trudno mu przyjąc propozycje ? Z powodów obiektywnych- Rostowski to obiektywnie za niska ranga , prezes powinien spotykać sie z szefem innej parti. Być może Platforma liczy też na zwykłą megalomanię Kaczyńskiego- jemu ciężko spotkac sie nawet z Tuskiem, poniewaz on już sam jest premierem po swoim expose, wybitnym przywódcą swojego ludu, a Tusk powinien sie przecież sam podać do dymisji, bo na to zasłużył. Ponadto, naturalna sprawa, żaden zwykły polityk, czy nawet lider partii nie wygra merytorycznie dyskusji z żadnym ministrem finansów- z kimś takim powinien rozmawiać kandydat na ministra finansów z Pisu. Tutaj mamy drugi ważny punkt kalkulacji- Beata Szydło owszem pracowała w Domu Kultury w Libiążu, tam pewnie była biblioteka publiczna z paroma ksiązkami ekonomicznymi, ale czy ona je przeczytała ? Pomysł, by etnograf z wykształcenia był twarzą ekonomiczną Pisu, w dyskusji twarzą w twarz z Rostowskim sie nie sprawdzi, szczególnie w telewizji.
Podsumowując, sam Kaczyński nie powinien przyjmowac tej propozycji, ale dramat polega na tym, że wystawić nie ma kogo, bo Gilowska z powodów ustawowych zgodziła sie zjeść z prezesem tylko kaczke na lunchu przed wyborami.Można powiedzieć, Platforma sprytnie tu gra na obiektywną słabość Pisu. Efekt moze byc taki, ze media będą obwinialy Kaczynskiego za brak debaty z Rostowskim, choć on faktycznie nie powinien brać w niej udziału. Ale przyczyną tego bedzie tylko brak kompetentnej i medialnie wypromowanej osoby, która mogłaby prezesa zastapić.
Pis próbuje teraz swoje polityczne wojsko podzielić. Macierewicz z Sakiewiczem zostają oczywiscie w lasach pod Smoleńskiem, ale inne oddziały próbuja wyjśc na otwarta przestrzeń i tam łowić wyborców, bo samego leśnego, zamachowego luda zawsze będzie za mało. Ale gdy tych dwóch mieczy Kaczyński nie przyjmie, a nie przyjmie, bo nie ma kim walczyć- bedzie to co zawsze, czyli Pis przegra jak zawsze. Także debaty na tematy merytoryczne i gospodarcze i to całe nowe otwarcie. Może więc jednak lepiej wrócić wiekszą grupą z powrotem pod Smoleńsk ? W tym jarze co prawda nie ma żadnej politycznej konkurencji, bo oprocz niedużego procentowo zamachowego elektoratu, żadnych innych wyborców do złowienia tam już nie ma, wszyscy uciekli. Ale jest przynamniej jedna korzyść- w smoleńskich kniejach Macierewicz i Sakiewicz przeciez organizują ten elektorat dla siebie i pod siebie w celach biznesowych. To zawsze chociaż jakiś uzysk, właśnie na polu gospodarczym.


Komentarze
Pokaż komentarze (140)