1 obserwujący
34 notki
8096 odsłon
  570   0

Osób ratujących Żydów całkowicie honorowo (bez zysku) było niewiele

 Ogromna większość Polaków nie wie, że Polaków krzywdzących Żydów było o wiele więcej niż takich, którzy Żydom pomagali

image


Histeria wokół artykułu Mashy Gessen „The historians under attack for exploring Poland’s role in the Holocaust”, opublikowanego 26 marca w „New Yorkerze”, to kolejny przykład załgania polskich władz i części polskich elit, popadających w chorobliwe pobudzenie w każdym przypadku, gdy zetkną się z reakcjami na swoje prowokacyjne ekscesy. Jedyną winą Gessen jest posłużenie się gazetową angielszczyzną i skrótami myślowymi czytelnymi dla amerykańskiej klasy intelektualnej, nie bacząc na to, że w Polsce może zostać źle zrozumiana. Tylko czy amerykańska dziennikarka naprawdę jest zobowiązana przejmować się znajomością angielskiego oraz międzynarodowego kodu kulturowego wśród zaściankowych polskich nacjonalistów? Napisała artykuł na temat polskiej propagandy związanej z Zagładą oraz represji, jakie z inicjatywy organizacji zbliżonych do władzy państwowej i Kościoła spotykają w Polsce osoby badające zbrodnie popełniane przez Polaków na Żydach bądź badające polski antysemityzm.

Napisała, jak jest, choć widać, że temat zna powierzchownie (słusznie więc nadała mu formę omówienia wywiadów, jakie przeprowadziła z prof. Janem Grabowskim i prof. Andrzejem Lederem). Nie jest specjalistką i może nie dobrała najlepszych słów w kilku zdaniach i w tytule (o ile pochodzi od niej). W dziennikarstwie to sytuacja typowa (swoją drogą, w polskiej prasie zwanej prawicową nigdy nie ukazują się artykuły poświęcone tym sprawom, których poziom zakłamania i manipulacji byłby na tyle niski, aby porządni ludzie w ogóle zniżali się do ich wytykania i prostowania).

Gessen napisała tekst taki sobie, choć co do głównej myśli całkowicie prawdziwy i rzetelny, za to polskie reakcje na artykuł opierają się na przekłamaniach i insynuacjach, co oznacza, że niezręczności Gessen przeciwstawiono agresję i kłamstwo. Szczególnie brutalny (a przy tym bardzo nieprofesjonalny) jest komentarz dyrektora Muzeum Auschwitz Piotra Cywińskiego, który nie tylko zarzuca Gessen „tak wiele kłamstw” (nie podając, jakich), lecz w dodatku formułuje insynuację w typowo bolszewickim stylu („trudno uwierzyć, aby był to przypadek”), by wreszcie powtórzyć odwieczne holokaustowe kłamstwo, jakoby mordowanie Żydów przez Polaków było czymś jedynie incydentalnym („były przypadki…”).

Przy mało wyważonym tekście Gessen polemika Cywińskiego wygląda jak przysłowiowe Himalaje hipokryzji przy pagórkach niedbalstwa. Nie warto chyba wspominać, że na temat meritum Cywiński nawet się nie zająknął. Tak jakby tekst Gessen nie był reakcją na skandaliczny wyrok przeciwko zasłużonym i godnym najwyższego szacunku profesorom i nie dotyczył represjonowania polskich historyków.

Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Nie ma innego sposobu uniknięcia bardzo przykrych i niechętnych Polsce publikacji i wypowiedzi niż otwarte i jednoznaczne odżegnanie się od kłamliwej propagandy, mówiącej o rzekomo masowej pomocy udzielanej Żydom przez Polaków w czasie wojny i rzekomej wyjątkowości czy incydentalności morderstw dokonywanych przez Polaków na Żydach. Zakłamana narracja o dzielnych Polakach i niewdzięcznych Żydach, którzy dziś skupiają się wyłącznie na swoich krzywdach, fałszując historię, budzi irytację, gniew i pogardę demokratycznej opinii publicznej na świecie. Rząd, krzewiąc te kłamstwa i zniesławienie, godzi w polską rację stanu i wznieca pożary, które potem gasi benzyną.

W długim ciągu antysemickich prowokacji PiS i jego akolitów ostatni akt to skandaliczny wyrok dyspozycyjnego sądu, który skazał dwoje profesorów – Barbarę Engelking oraz Jana Grabowskiego – za rzekome podanie nieprawdy na temat jednej z bardzo licznych postaci krzywdzicieli Żydów, występujących w relacjach zebranych przez nich w książce „Dalej jest noc”. To bardzo ważna i nowatorska praca z dziedziny badań nad Zagładą Żydów i Polska mogłaby bardzo wiele zyskać wizerunkowo, propagując ją za granicą. Mogła też bardzo wiele stracić, piętnując po raz kolejny uczonych zajmujących się problematyką. I, jak zwykle, gorliwie skorzystała z okazji. Cóż, głupota, zakłamanie, ignorancja to typowe atrybuty głębokiej kulturowej prowincji, którą na własne życzenie wciąż jest nasz kraj.

Przytoczmy kontrowersyjne zdania z artykułu Mashy Gessen, żeby było jasne, co stało się pretekstem do kolejnego paroksyzmu polskiej histerii. Najpierw sam tytuł, gdzie mowa o „Poland’s role in the Holokaust”. Słowo „Poland” znaczy po angielsku nie tylko państwo polskie, lecz również społeczeństwo polskie, niemniej ten nieczytelny dla większości z nas odcień znaczeniowy nie stwarza wystarczającego powodu do użycia zwrotu mogącego sugerować, że w czasie wojny istniało polskie państwo, które było czemuś winne. Tytuł jest wadliwy. Trzeba było napisać „rola Polaków” (Polish people, Poles). Przede wszystkim jednak chodzi o następujące zdanie z tekstu: „The two historians’ legal troubles stem from the Polish government’s ongoing effort to exonerate Poland—both ethnic Poles and the Polish state—of the deaths of three million Jews in Poland during the Nazi occupation”.

Lubię to! Skomentuj49 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale