0 obserwujących
13 notek
5003 odsłony
  1023   4

Chłodnym okiem o naszej piłce nożnej na Euro 2020 i nie tylko

Napastnicy:

Robert Lewandowski - napastnik Bayern Monachium. Lat 33. Kluczowy gracz klubu. Jest w wyśmienitej formie od czasu przejścia z polskiej ligi do BVB.

Jakub Świerczok - napastnik Piasta Gliwice. Lat 19. Sporo nauki przed nim, ale ma talent.

Karol Świderski - napastnik PAOK Saloniki. Lat 24. W klubie gra, ale w kratkę i zwykle jako zmiennik. Poziom ligi słabiutki.

Dawid Kownacki - napastnik Fortuny Duesseldorf. Lat 24. Gra, ale bez wyrazu w klubie w 2 lidze niemieckiej.

Mamy więc cały przekrój reprezentacji, a w niej tylko dwóch klasowych graczy z pola na wysokim poziomie europejskim: Lewandowski i Zieliński. Pozostali to emeryci piłkarscy, gracze nie grający stale w dodatku w słabych drużynach lig zagranicznych, gracze grający, ale na zapleczu lig zagranicznych czyli tamtejszych 2-gich ligach oraz czterej z ligi polskiej, która jest chyba najsłabszą w Europie. Lewandowski z Zielińskim sami meczu nie wygrają. Pozostali, niestety mocno odbiegają poziomem wyszkolenia i pomyślunkiem czyli organizacją gry na boisku. W efekcie, reprezentujemy poziom grubo poniżej średniego europejskiego. Wniosek z tego jest prosty: reprezentacja nie zagrała źle ani poniżej naszych oczekiwań, lecz oczekiwania były na wyrost i bez podstaw! Oczekiwania jak zwykle rozdmuchały media, gdzie dziennikarza trudno znaleźć - ot pismaki na siłę szukający sensacji, a nie rzetelnej oceny naszej drużyny.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt - przyczyny tak słabego poziomu naszej kadry na Euro 2020. Jest ich kilka, a właściwie jedna! Beznadziejna rola PZPN dowodzona przez Bońka. Skoro trener Brzęczek motał się w ostatnich miesiącach a przede wszystkim stracił autorytet u piłkarzy, to należało zwolnić go rok temu, a nie w ostatniej chwili przed Euro. Dzięki temu nowy trener Sousa nie miał czasu na rozpoznanie naszych graczy. Poza Lewandowskim, Zielińskim i Szczęsnym musiał poznawać pozostałych od podstaw, bo niby skądże miałby ich znać, skoro nic nie znaczą w swoich klubach. W efekcie, Sousa z konieczności rozpoznawał graczy po prostu meczami towarzyskimi, a na to było mało czasu. Nie mający zielonego pojęcia o piłce pismaki teraz oceniają trenera, że słaby, bo prawie wszystko poprzegrywał w sparringach. Przegrywał, bo nie miał na celu wygrywać, lecz rozpoznać możliwości piłkarzy. Dlatego rotował składem, bo chciał poznać jak najwięcej.

Sousa prawdopodobnie nie zapoznał się z historią polskiej piłki nożnej, czemu nie ma się co dziwić, bo w piłce światowej mało znaczymy, a w rankingu UEFA jesteśmy na 30 pozycji, czyli niesiemy czerwoną latarnię. Gdyby się zapoznał, wiedziałby, że nie umiemy grać ataku pozycyjnego, a jedyne co możemy zagrać to gra z kontry. Wprawdzie taki styl nie pozwala wysoko wygrywać, ale przynajmniej mało kompromituje.

Sousa grający kiedyś znakomicie technicznie, jak każdy w Portugalii, postanowił, że zagramy jak potrafią najlepsze drużyny, by nasi znaleźli się w czołówce Euro, co przysporzy nam dumy a jemu chwały. Plan ambitny - trzeba przyznać. Przeszedł więc na styl 3-5-2, co oznacza pełną kontrolę na środku boiska, a kto kontroluje środek, ten rządzi w czasie meczu.

Plan omal się nie udał, ale zaważyły detale. Pierwszym detalem była obrona. Do gry trzema obrońcami trzeba trzech niezwykle szybkich, zwrotnych i nienagannych technicznie graczy jakimi są na przykład Sergio Ramos, Jason Denayer, Raphaël Varane czy Harry Maguire i dwóch bocznych w niczym nie gorszych. Wtedy obrona jest nie do przejścia, a pomocnicy będą rządzić w środku i napadzie. Sousa widać nie przetestował naszych z biegu na 100 m, bo Glik, Bereszyński i Bednarek, to mogliby biegać w maratonie, a nie przeciw szybkim napastnikom, jakimi dysponuje Słowacja, Hiszpania i Szwecja. O ile nasi pomocnicy i wahadłowi wcale nie grali źle, to obrona była nie dość, że z brakami technicznymi, to bez szybkości. W efekcie, napastnicy przeciwnika biegali między naszymi obrońcami jak między drzewami w lesie - aż żal było patrzeć. To nie Słowacja czy Szwecja dobrze zagrała, lecz nasza obrona była żenująco słaba, choć walczyła. Tyle, że ambicja dzisiaj, to mało. Dzisiaj liczy się szybkość i technika.

Trzeba przyznać, że nasza drużyna mimo, iż ma liczne i poważne braki, to z meczu na mecz gra coraz lepiej. W meczu ze Słowacją na pewno byśmy wygrali, ale po wywaleniu Krychowiaka okazało się, że kompletnie nie umiemy grać w 10 przeciw 11. Przegraliśmy, bo nie było komu załatać dziury po Krychowiaku. W meczu z Hiszpanią zagraliśmy o niebo lepiej, co odczuli Hiszpanie, bo nie byli przygotowani na nasz ofensywny styl. Wprawdzie mieliśmy dużo szczęścia i mecz powinniśmy przegrać, ale się jakoś udało i był remis. Ze Szwecją zagraliśmy najlepszy mecz na tym Euro. Widać było lepszą organizację gry, dobrą współpracę obrony z pomocnikami i ciąg na bramkę napastników. Właściwie mecz powinniśmy wygrać, gdyby nie bramkarz Szwecji. Zagrał w tym meczu jak Tomaszewski na Wembley, gdy zatrzymał Anglię. Szwecja miała szczęście, że ten bramkarz akurat miał taką dyspozycję - chyba życia. Uratował on przynajmniej 4 pewne gole. Szczęście Szwedzi mieli i wtedy, gdy Lewandowski 2 razy strzelił w poprzeczkę raz nogą, raz głową - gdy bramka stała niemal otworem. Inna sprawa, to niemoc naszej obrony, o czym wyżej. Cóż nie mieliśmy szczęścia w tym dniu, a może za bardzo chcieliśmy wygrać? Trudno.

Teraz trwa dyskusja czy zwolnić Sousę. Szczyt głupoty! Zbliżają się eliminacje do mistrzostw świata i skoro Sousa buduje zespół, to nie zwolnić go, lecz wspomóc ile się da. Skoro mamy graczy słabych technicznie, to zostaje tylko jedno: zbudować zespół współpracujący ze sobą. Tak właśnie grają Szwedzi, Duńczycy, Czechy czy Szwajcaria. Najbliższy cel, to te właśnie eliminacje. Potem zostaje czekać na rozwój piłkarzy młodych z talentem. Sousa powinien też czym prędzej sięgnąć po Bartłomieja Drągowskiego z Fiorentiny. Jest szansa na stworzenie dobrej drużyny przez Sousę. 

Na koniec o młodzieży. Boniek źle zarządzał PZPN. Właściwie, to nie zrealizował żadnej obietnicy sprzed wyborów - nawet nie zrezygnował z poborów, mimo iż to zapowiadał. Jesienią będzie wybierany nowy zarząd PZPN. Oby wybrano Piszczka lub Błaszczykowskiego. Oni wiedzą jak się organizuje piłkę nożną w Niemczech i Włoszech. Trzeba postawić na kształcenie młodzieży. Potrzebna jest rewolucja! Trzeba mocno podnieść wynagrodzenie trenerów młodzieży, by im się chciało trenować. Trzeba mocno wspomagać drużyny U-17 U-19 i U-20, bo tam kuźnia talentów! Trzeba też ograniczyć ilość obcokrajowców w drużynach ligi, na rzecz piłkarzy krajowych. Trzeba promować uzdolnionych młodych graczy i pomagać ich rodzicom, bo często młodzież pochodzi z biednych rodzin, których nie stać na opłaty za dojazdy, dodatkowe wyżywienie czy nowe buty lub dresy. Tu rola dla nowych władz PZPN - dość ciepłych posadek i zamykania oczu na potrzeby szkolących młodzież piłkarską!


Lubię to! Skomentuj40 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport