W chwilę po łódzkim morderstwie, wymigującemu się od zajęcia stanowiska, panu marszałkowi Grzegorzowi Schetynie, wyrwało się:
Jeszcze za wczesnie na komentarz...dopiero musimy sie zastanowić, jak to wszystko opowiedzieć.
Jak zapowiedział, tak się stało.
Zaczęto snuć opowieść.
Jeszcze przed przesłuchaniem podejrzanego, zaprzyjaznione media podały, że opcjonalną ofiarą miał być pan Leszek Miller oraz bliżej nieokreślona osoba spod pałacu prezydenckiego.
Jak im wyszło, że chodziło o dzisiejszego pana prezydenta ? To już ich słodka tajemnica.
Trąbiono, przypominam, jeszcze przed jakimkolwiek badaniem, że sprawca to wariat i szaleniec.
Do tego człowiek nieszcześliwy i śmiertelnie chory. Godny szczerego współczucia.
Nazwisko niedoszłej ofiary, nienawistnie wykrzykiwane w chwili aresztowania, zwiędło i zmarniało w aktualnym kontekscie, a zakwitło w nowym, niejako historycznym.
Zaprzyjażnione media rozpoczęły akcje nieustannego przypominania, że mordować jednak zaczął Jarosław Kaczyński; na oczach tłuszczy, bestialsko paląc pana prezydenta Lecha Wałesę. Że tylko jego kukłę? No, nie przesadzajmy. Nie jest to przecież jakaś wielka różnica.
Że po nim, pan minister Zbigniew Ziobro, skrytobójczo, w okrutny sposób pozbawił życia nieszczęsnego pana Laptopa.
Nic więc dziwnego, że teraz doszło do kolejnej zbrodni.
Do tej pory, narracja, choć toporna i mocno infantylna, wydawała się być logiczna i konsekwentna.
Wszystko grało.
Zwłaszcza, że od pana prof. Normana Davisa dowiedzieliśmy się, że PiS, to antysystemowa sekta.
A red. Adam Michnik, szybciutko zdiagnozował ją historycznie, jako antypaństwową odmianę przedwojennej KPP.
Tyle najsłynniejsi w kraju historycy.
Żeby nie było już najmiejszych wątpliwości, naszemu socjologowi, w bardziej detalicznych dziejach niezbyt obytemu, panu posłowi Andrzejowi Celińskiemu, partia Jarosława Kaczyńskiego kojarzyła się prosto i jednoznacznie.
Z NSDAP !
Czego, oczywiście, nie omieszkiwał głosić urbi et orbi.
Atmosfera powodowała, że zaczęto delikatnie postulować delegalizację PiSu, przebąkiwano coś o Trybunale Stanu dla jego prezesa...
Autorytety zainspirowały a blogosfera podchwyciła. W psim łbie zaiskrzyło to ogon zamachał.
Z takim wsparciem, jej intelektualny tytan, kolega Azrael, nie wahał się już chwili i zamordowanego nazwał polskim Horstem Wessel'em.
A dziś z rana ? Co za siurpryza !
Pan Prezydent PR, w towarzystwie Pana Premiera PR i Pana Marszałka (także PR) sejmu, demokratycznego państwa prawa, wspólnie i w porozumieniu, w miejscu śmierci naszego Horsta Wessela, złożyli kwiaty i zapalili znicze!
Na litość boską, Panowie, zdajecie sobie sprawę co żeście uczynili?
Opowieść, z takim mozołem budowana i prowadzona, się Wam sypie !
Nie przyszło Wam do głowy, że oddane sprawie, najwierniejsze autorytety, dziennikarze oraz kwiaty blogosfery, przez ten jeden pijarowski gest, znalazły się w bardzo niekomfortowej sytuacji?



Komentarze
Pokaż komentarze (11)