

Sto dni minęło jak z bicza trzasnął.
Nadszedł czas na tradycyjne podsumowanie; dokonanie bilansu strat i osiągnięć oraz przedstawienie planów.
Takie jak to dzisiejsze, majace miejsce w uroczystym, okolicznościowym wystąpieniu, w którym Pan Prezydent w świetle żyrandola, otoczony znakomitościami, rezolutnie zakomunikował to, co miał zakomunikować.
Szczerze i bez wstydu. Jak to On.
Poinformował mianowicie wsze stany, że największym Jego sukcesem tych dni było, cyt: "wyprowadzenie kraju z kryzysu politycznego po 10 kwietnia".
Nie bardzo rozumiem, tę 10 kwietniową cezurę.
Bo niby z jakiego powodu kryzys polityczny miał narodzić się dopiero po niej?
Dotychczas byłem przekonany, że właśnie tego dnia ostatecznie zniknęła z życia politycznego większość będąca zródłem ustawicznej destabilizacji kraju.

O co więc chodzi?
Pewnie to tylko drobny brak logiki. Nienowy w prezydenckich wystąpieniach.
Najwyższa pora się przyzwyczaić.
Pewnie Panu Prezydentowi szło o to, że po tym terminie powierzono pełnienie roli głowy państwa osobie odpowiedniejszej. A to już jest zrozumiałe.
Okazało się także, że najtrudniejszym wyzwaniem przed którym ostatnio stała Polska, było pozbycie się krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego, znaku budzącego nadmiar złych emocji.
Z tego zadania Pan Prezydent również wywiązał się znakomicie.
Co doskonale potwierdza wysokie poparcie społeczne, zaakcentowane w prezydenckiej mowie - napawające wielką satysfakcją.
Jeśli ma się tyle wspaniałych dokonań, to i musi się mieć zamierzenia im równe? A jakże, Pan Prezydent je ma.
Przede wszystkim, zamierza, bez zbytniej zwłoki, potwierdzić w konstytucji nasze członkostwo w Unii Europejskiej.
Uwzględnieniając w niej i Traktat Lizboński i nową rolę NBP.
Zastanówmy się króciutko; jaki sens może mieć taka nowela i jakie skutki odniesie ?
Starszym, zapewne skojarzy się z zapisami PRL-owskiej konstytucji, gwarantującymi wieczną przyjaźń polsko-radziecką.
Będą kręcić nosami; czemu takie kwestie muszą być normowane aż ustawą zasadniczą?
Ale tylko starszym.
Młodszym to wisi i powiewa. Papier to papier. Im to rybka, zwisająca kalafiorem
Zaś władza będzie miała pełen komfort.
Gdyby kiedyś taki, nie przymierzając, Artur Nicpoń, zaczął znowu pyszczyć, to bat jest: działalność wywrotowa, godząca w ład konstytucyjny.
A co do mnie, to te poprawki mają taki sam sens, jak ciągłe a egzaltowane zapewnienia pani Elizy: Kocham pana, panie Sułku...
Takie, jakie składają swym wybrankom zakompleksiałe, bezposażne stare panny.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)