No i zrobił się nielichy a przykry problem. Dandys począł tracić powab.
Najwyraźniej wyczerpuje się cierpliwość nawet małourodziwych i bezposażnych, starych panien; płci obojga, trzeciej niewykluczając.
Już nie bardzo robi wrażenie, jego nienagannie skrojony garnitur z setki, gładka gadka i złoty rolex, made in China. Już nie bardzo dają wiarę jego mamieniom; że są młode i wykształcone, a Przasnysz to wielkie miasto.
Nic więc dziwnego, że pierwszemu celebrycie III RP zaszkliły się oczy. Przecież dlatego zrezygnował z cotygodniowej piłeczki i tłukł się na koniec świata, aby błysnąć światłem odbitym od złota Adama. Lub choćby Justy...A tu kicha.
Znikąd nadziei...
Wprawdzie telewizja nieustannie transmituje pierwsze kroki naszego Zaufanego Człowieka w Wiśle, lecz talenta jego znane są nie od dziś...raczej nie jest to materiał na następcę Adama. Lub choćby Justy...
A najgorsze, że również narracja się sypie.
Ileż, kurdele bele,, można trzymać publiczność w napięciu; bierzemy Najlepszego Przyjaciela Ukochanego Ojca Świętego do Rzymu, czy lepiej będzie jak dziadzio poradzi sobie sam?
Dobrze chociaż, że nieprzyjemna sprawa wałbrzyska nieco przycichła. Doskonale, że odpowiedzialni dziennikarze nadmiernie jej nie eksploatują .
Bo to prawdziwy gwoźdź do trumny.
Nie chodzi nawet o wypowiedz prominentnego polityka przyznającego, że szwindle wyborcze to norma, a komfort traci się nie z powodu tego, że się, jak ten Cygan, kradnie, a przez to, że daje się złapać.
Stanowczo ciekawszy jest przemilczany fragment z którego wynika, że normą jest polityczne uzgadnianie obsady tak kluczowych stanowisk, jak chociażby prezesura miejscowego MPWiK.
Nie daj Boże, znalazłby się ktoś dociekliwy i policzył ilu mamy takich prezesów, z dogadania, wysokokwalifikowanych - po podstawówce?
I co z tego faktu wynika?
Lepsza przyszłość?
A jeśli tak, to jego czy nasza?
Jak to możliwe, że nic się nie zmieniło od słynnego sms'a: " Precz z siepactwem. Chwała nam i naszym kolegom. Ch*** precz!"?
Zaiste, niedobre czasy nastały;
jeśli nie zadziała, przyklepane już; obcięcie dotacji dla partii, wprowadzenie, uderzającego w konkurencję, zakazu spotów i reklam przedwyborczych, oczyszczenie mediów publicznych z elementów niepewnych, to i wydłużenie święta demokracji do dni dwóch niewiele pomoże.
Może najwyższa pora, aby rozważyć opcję rozciągnięcia wyborów do czasu, gdy wymogom demokracji wreszcie stanie się zadość?
Czyli, do czasu, gdy okaże się, że wygrywamy. My!
Bo odkrycie pana prezydenta, iż ma prawo, nie licząc się specjalnie z wynikami wyborów, desygnować własnego premiera, jawi się jako akt jego najwyższej desperacji.
Tego nie łyknie nawet najbardziej zdeterminowany elektorat.
Pozostaną jedynie, żyjące wiecznymi złudzeniami, prawdziwe blondynki;
10% melancholiczek, tęskno podśpiewujących: "Tell me lies, tell me sweet little lies..."
Literatura:
http://www.tvwalbrzych.pl/site/2011/02/24/gosc-dnia-marek-rzasowski/



Komentarze
Pokaż komentarze (9)