Siedzę sobie w domu i popijam poobiednią kawę, zerkam w gazetę...
A tu wpada jak burza, wielce podekscytowana Agatka, córeczka sąsiadów:
-Prose pana, Prose pana! Piotrusia pogryzł chomik! Sybko!
Cóż robić, ale żeby niepotrzebnie się nie fatygować, upewniam się jeszcze:
-A Piotruś, chociaż żyje?
-Tak! zyje, zyje, sybko!
Na podwórku wokół synka spora grupka wystraszonych i przejętych dzieciaków.
Dopada mnie Jasiek, podwórkowy specjalista od spraw wszelakich;
-Miał chłopak szczęście, że chomik tętnicy nie przegłyzł. Gdyby tak, tłoszeczkę dalej... dobrze ,że to chomik a nie ogłomny pies, bo taki łotweileł...
Piotruś lekko zawstydzony siedzi na ławce- pro forma-trzymając się za palec.
-Trzeba szybko jechać do szpitala- to Bartek, którego mama jest lekarką, więc wie- nie ma żartów... ciekawe czy chomik był szczepiony? Bo wie pan, wściekłe chomiki są bardzo niebezpieczne. Jeden taki wściekły chomik to...
Biorę Piotrka za rękę i oddalamy się od rozdyskutowanego towarzystwa.
I co?- pytam
I nic- uśmiecha się- afery robią głupki.
Było to kilka lat temu.
Dziś, gdy widzę Justynę Pochanke, z wypiekami na twarzy, co pewien czas wpadającą z telewizora do dużego pokoju, mam ochotę spytać:
No i kogo, znów pogryzł chomik?
Bo już rozgorączkowany i uczony dyskurs ekspertów i działaczy, spierających się, czy był to chomik syryjski czy polny, tak mnie nie wciąga.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)