31 obserwujących
261 notek
309k odsłon
  635   0

Czerskie suchary doktora Suszka

Koncert Debiutów
Koncert Debiutów

Śpiewać każdy może,

trochę lepiej, lub trochę gorzej,

ale nie oto chodzi,

jak co komu wychodzi.

Czasami człowiek musi,

inaczej się udusi…

Stoję przy mikrofonie,  

niech mnie który przegoni,

różne sceny, brygady,

już nie dadzą mi rady,

bo ja się wcale nie chwalę

ja po prostu niestety mam talent…

Niestety, pan Doktor po prostu, ma talent… To sprawia, że wyrasta na czołowego happenera Tego Kraju. Pomimo, ze jego prawdziwą ojczyzną jest Człowieczeństwo. (Zainteresowani trafią tam po przekroczeniu granic przyzwoitości… choć niektórzy twierdzą, że to granice śmieszności)  

image

Posępny, naburmuszony fizyk, o zaciętych ustach i marsowym spojrzeniu, wiecznie na pograniczu histerii i szaleństwa, co wygłasza referaty, jak z plenum KC, tyle że językiem studentki kulturoznawstwa, musi być zabawny, Tym bardziej, ze zupełnie nie chwyta, jak ucieszne są te jego strzelisto-kwieciste monodramy, odgrywane z egzaltacją godną artystki Jandy.  

To już nie te czasy, kiedy prosty lider Naszości, uchachany od ucha do ucha, stawiał się pod komendą policji, z tabliczką; „Jestem wariat, zaraz spalę komisariat!

Dzisiejsze wydarzenia straciły lekki, sowizdrzalski charakter. Nabrały naukowego sznytu, powagi i patosu. Happeningi pana Doktora są ciężkie, niczym, golonka, Wagner i armaty Kruppa… Rok w Hamburgu dokonał nieodwracalnych strat w jego słowiańskiej duszy. Przykładowo; 

  • Strażnik Uniwersytecki: „Przepraszam, czy mógłby mnie pan przepuścić?”
  • Dr Suszek: „ Nie! Ja tu stoję! Mam do tego prawo!”
  • Strażnik Uniwersytecki: „Ależ, ja też mam prawo - przejść…”
  • „Nie! Pan nie masz żadnego prawa! Gdyż ja stanąłem tu pierwszy!” – tak Doktor, mierząc nieszczęśnika wzrokiem bazyliszka, tonem nie znoszącym sprzeciwu, kończy ten - było, nie było - akademicki spór.

Uwaga!  Miejsce na którym odgrywana była owa scena balkonowa, przed uspołecznieniem przestrzeni podlegało jurysdykcji J.M.Rektora UW, i co za tym idzie Straży Uniwersyteckiej. 

Zresztą, co ja tu będę się rozpisywał…  Poczytajcie sami, co mówi Doktor o jednej ze swoich spektakularnych akcji. W oryginale… 

(To był) happening, bo niczym więcej nie jest rzucanie miękkim jajkiem w pancerną rządową, czy prezydencką limuzynę. Jestem fizykiem, więc wiem o czym mówię.”

Brawo najlepszy w świecie Uniwersytet Warszawski! Lata studiów, doktorat i wszystko jasne… Jajko na miękko nie przebije pancerza!  

I dalej: „zauważyłem, że jedna z kobiet (Klementyna) biorących udział w proteście jest poniewierana… Gdy zacząłem iść w jej kierunku, usłyszałem, że mam się nie ruszać. Zapytałem policjanta, czy ma córkę, żonę, sympatię, czy może na to patrzeć?” 

Pamiętacie niemal identyczną argumentację kultowego Milicjanta - nomen omen - Obywatelskiego: „a gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców… to wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka!” ...

Albo to: „Zdarza się też płakać wspólnie nam i policjantom. To zostawia we mnie ziarno nadziei.” 

Wzruszyliście się? Niby zimni, nieczuli funkcjonariusze zła, a jednak nie pozbawieni uczuć wyższych. Zasmarkani, pochlipują wiec w t-shirty pana Doktora, Mikiego, czy kuloodporną kamizelkę Farmazona. I vice versa. Łzy leją się strumieniami... Nie piękne?

Być może zbyt piękne, żeby było prawdziwe… Lecz co tam prawda, kiedy wiara się liczy! Jak łudził się pewien prawosławny Xiąże, skądinąd Idiota: piękno zbawi świat!

I tego się Kochani trzymajmy… 


Lubię to! Skomentuj57 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale