44
BLOG
Wiele już pojawiło się analiz, dlaczego Pis przegrał wybory. Twardy elektorat PO mówi o psuciu państwa i demokratycznym zrywie, zwolennicy Pis-u o zmasowanej propagandzie medialnej. Widzi mi się, że mylą się obydwie strony i ta pro- Pis i ta pro PO. Trudno jest zarzucić Pisowi jakąś olbrzymią dewastację standardów. Oczywiście pewne rzeczy zostały zmienione. Położono większy nacisk na efektowność przekazu niż na jego efektywność, nie mniej jednak działania, które podejmowano, mieściły się w szczytnych ideach sanacji Rzeczpospolitej i wpisywały się w mądrze rozumianą walkę z układami. Były błędy i porażki, padały ostre słowa czasem nierozsądne a czasem trafne. Nawet u pani minister Fotygi, która uchodzi za synonim negatywnej polityki zagranicznej udałoby się znaleźć pozytywne cechy czy mądre decyzje. Z drugiej strony trudno też uzasadnić retorykę Jarosława Kaczyńskiego, w której klaruje on, że Pis przegrał z frontem mediów. Polacy jako tacy nie mają dobrych doświadczeń z telewizją. Oczywiście osiągnięto w tym jakiś postęp, ale nie pomylę się chyba bardzo, że dla sporej części społeczeństwa „telewizja kłamie” lub jest synonimem relatywizacji moralnej i siedliskiem wrogiej propagandy (kiedyś sowieckiej dzisiaj np. homoseksualnej). Jeśli nawet przyjmiemy ze gro ludzi wcale tak nie myśli to przecież sprzyjający rządowi publicyści i całe gazety, nie mówiąc już o telewizji publicznej powinny dać Pisowi władzę. Zgodnie z logiką Jarosława Kaczyńskiego, że to media kreują rzeczywistość powinno tak się właśnie stać. Wiemy jednak, że się nie stało. Czyżby, więc suma czytelników rzepy, oglądających TVP i słuchających Radia Maryja była mniejsza od liczby oglądających TVN i kupujących Wyborczą? A może to nie tutaj leżał problem? Tak między Bogiem a prawdą, to problem leży w czymś zupełnie innym. Myślę, że nie pomylę się, jeżeli powiem, że większość ludzi popiera walkę z korupcja, walkę z układami, niepozbawioną kompromisów, ale jednak konsekwentną politykę zagraniczną. Dla wielu ludzi te hasła, które głosi Pis były naprawdę ważne i naprawdę trafne, a jednak wyborcy pokazali Pisowi żółtą kartkę i oddali ster władzy w ręce partii, która przez ostatnie dwa lata zrobiła bardzo nie wiele by pokazać się jako partia gotowa do przejęcia władzy. Myślę, że przełomowych momentów, które zadziałały na nie korzyść Pis-u było kilka. Pierwszym była koalicja, z Lepperem i z Giertychem. O ile Lepper na rolnictwie jako tako się zna, o tyle o Giertychu trudno powiedzieć by był fachowcem od edukacji, a co dopiero specjalistą od wychowania. W końcu znane były powszechnie wybryki MW, które było oczkiem w głowie pana Romana. Tutaj moim zdaniem nastąpił pierwszy odpływ elektoratu. Ludzie nie lubią skrajności, a Roman Giertych to połączenie bata z minimalizowaniem roli rodzica w procesie edukacji. I Ci rodzice w mojej ocenie właśnie poczuli się przez Pis oszukani. Podobnie jak poczuli się oszukani nauczyciele, którzy zostali potraktowani jako synekura dla koalicjanta a nie jak jeden z podstawowych problemów społecznych. Kolejnym krokiem ku przegranej była seria wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego Wypowiedzi dwuznacznych i przy całym szacunku do mądrego człowieka głupich. Ostre rysowanie kontrastu i silne dzielenie społeczeństwa może tylko i wyłącznie zaszkodzić. W końcu nikt nie lubi być dzielony i uważany za gorszego. Tutaj właśnie od Pis-u odwrócili się Ci, którzy z Pisem mogliby iść w ramię. Ci, którzy chcieli zmian. Jednak jak można popierać kogoś, kto obraża Cię i nazywa wykształciuchem? Kpi z Twoje ciężkiej pracy lub woła „pokaż lekarzu, co masz w garażu”. Następną rzeczą, która może wydawać się z pozoru błahą była kwestia Marka Jurka i ustawy antyaborcyjnej. Pis nie umiał tego rozegrać, nie umiał sprawić by Marek Jurek, (z którym można się zgadzać lub nie, ale na pewno nie można rzecz ze jest to ukierunkowana na karierę polityczna świnia) pozostał w partii i by jego moralna potrzeba została zaspokojona. A przecież była to nie tylko potrzeba Marka Jurka, spora część społeczeństwa zobaczyła jak Jarosław Kaczyński odwraca się od człowieka idei i ucieka od problemu miast zając jasne stanowisko. Ostatnią i chyba najważniejszą kwestią była kampania. Chybiona i przestrzelona aż do bólu. Pamiętam, że chwalono w salonie błyskotliwości spotów Pis-u, a mnie one po prostu nudziły. Bo nie było w nich nic nowego, nic, co zaskoczyłoby wyborcę. Ciągle te same słowa o układzie o frontach. Kampania Pis-u prowadzona była przy użyciu retoryki wojny miast retoryki pojednania. A Polacy mieli już dość wojny. Platforma zaskoczyła i to całkiem pozytywnie. Kolorowe obrazki zestawione z faktami. Miły i uśmiechnięty Donek, który potrafił też nabrać dystansu w debacie, która chyba jednogłośnie wygrał. Reasumując to nie jest tak, że Pis jest be, a platforma cacy. Nie jest też odwrotnie, problem w tym, że PO wyciągnęła wnioski i wybory wygrała tworząc nie drażliwą dla społeczeństwa koalicję z PSL, a Pis pomimo nieznacznego zwycięstwa nad PO dwa lata temu wniosków nie wyciągnął. Można by rzeczy ze Pis się wypalił u władzy, ale byłaby to nie prawda. Pis nie umiał się sprzedać, nie umiał pokazać ze jest partia dla ludzi. Wszystkich ludzi. I paradoksalnie to, co dało fotel premiera Jarosławowi Kaczynskiemu dwa lata temu, 21 października ten fotel mu zabrało.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)