Po serii konferencji prasowych i wypowiedzi prominentów z PiS sugerujących zamach pod Smoleńskiem, doszło do pewnej kuriozalnej sytuacji.
Od kilku już dni PiS w każdej niemal wypowiedzi powołuje się na badania "amerykańskich naukowców" które ponoć potwierdzają obecność materiałów wybuchowych wewnątrz Tupolewa.
Problem tylko jest taki, że według zlecającego członka rodziny i prof. Nowaczyka cokolwiek by to nie było znajduje się na pasie bezpieczeństwa, a na koszuli pasażerki już nie.
Czyli teoria jakoby żołnierze na swoich ubraniach wnieśli nieco materiałów wybuchowych jest przez PiS forsowana codziennie.
Celowo, czy bez pomyślunku o czym się mówi?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)