9 obserwujących
80 notek
72k odsłony
270 odsłon

Szturchańce w Konfie

Wykop Skomentuj

          Byłbym wyjątkowo nieszczery, gdybym napisał, że drętwieję ze zgryzoty i nie śpię po nocach na wieść o pierwszych brudach pranych publicznie przez liderów Konfederacji. A czy jestem tym zajściem zaskoczony? I tak, i nie. Tak, bo nie sądziłem, że dojdzie do tego tak szybko, przed upływem zaledwie dwóch miesięcy od dnia wspólnego startu w wyborach. Nie, bo nie ma dnia, by nie dochodziły mnie słuchy o bezpardonowej walce toczącej się wewnątrz konfederacyjnych struktur. Skoro partyjne doły boksują się o personalną obsadę biur poselskich, to trudno podejrzewać, by wyłonienie wspólnego kandydata w wyborach prezydenckich mogło udać się bez zgrzytów. Janusz Korwin Mikke najwyraźniej zaczął pluć sobie w brodę, że zgodził się na realizowaną właśnie metodologię prawyborów, gdy tylko okazało się, że on i jego współpracownicy otrzymują baty od kandydata Ruchu Narodowego. Swoją żółć wylał na wszystkich: na łże narodowców (że Konfederacji doprawia się ich gębę, co zdaniem JKM skutkować będzie spadkiem społecznego poparcia, bo Ruch Narodowy sam w sobie posiada je w ilości śladowej) i swoich zwolenników (że żal im tych "wyborczych" trzech dych i są skończonymi nygusami). Na to wszystko w strażaka spróbował zabawić się Robert Winnicki, który korwinowską enuncjację nazwał "nerwową" i murem stanął za demokratyczną (łał) formułą prawyborów. Przy okazji ofuknął JKM przypominając mu wcześniejsze samodzielne "sukcesy" wyborcze, by na koniec dolać oliwy do ognia i wypromować kandydaturę koleżki nie znającego tajemnic Różańca Świętego.

          Czy to oznacza rychły koniec Konfederacji? Nie, jest na to zbyt wcześnie. Co prawda wykonała już ona jedno ze swoich najważniejszych zadań, jakim było wprowadzenie do sejmu słabiutkiego w terenie Grzegorza Brauna, to jednak może się okazać, że postawione zostanie przed nią poruczenie o randze wręcz fundamentalnej: współudział w nowej formacji politycznej kontynuującej misję zdyskredytowanego Prawa i Sprawiedliwości. Niesamowite przygody Marka Piegusa, przepraszam, Mariana Banasia, zdają się być uwerturą do procesu przygotowującego taką polityczną transformację po "prawej" stronie sceny politycznej.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka