8 obserwujących
31 notek
11k odsłon
  201   4

Abstynencja

Kochany Pamiętniczku!

Namówiony przez jednego z autorów na szacownej platformie, postanowiłem wziąć udział w "czelendżu", polegającym na odcięciu się od szacownej platformy i mediów społecznościowych. Poszedłem też krok dalej i w ogóle nie przyjmowałem żadnych wieści ze świata. Jedynie pozwoliłem sobie na trolling innej części internetu na stronie ze śmiesznymi obrazkami. Ani to do końca media społecznościowe, bo to potyczki słowne z anonimowymi użytkownikami, ani wieści, bo nie spreparowane pod agendę, a przynajmniej nie tak bezczelnie jak "mejnstrim".

Udało mi się przetrwać, mimo wrodzonej skłonności do uzależnień, co poczytuję sobie za niemały sukces.

Najbardziej byłem ciekaw wpływu na moje codzienne życie. Zakładałem, że będzie niewielki, ale okazało się, że niekarmiona neurotyczność obumiera. Bez ciągłego natłoku informacji ze świata, łatwiej się skupić na tym, co w najbliższym otoczeniu. Owszem, to że zaklei się czarnym papierem ten fragment mapy, którego nie chce się oglądać, nie sprawi nagle, iż przestanie on istnieć. Mimo to, rzeczy na które ma się znikomy wpływ, zaczynają mieć mniejsze znaczenie dla nastroju.

Mój ojciec często mówił: "nieważne, że ty nie interesujesz się polityką; polityka interesuje się tobą".

No, dobrze. Ale mam na nią tylko niewielki wpływ. Jaki zatem jest sens się przejmować jej przebiegiem ciągle? Kiedy już przyjdzie, to wtedy trzeba się będzie nią zająć. Okazało się, że przez 168 godzin, nie przyszła z niczym dramatycznym.

Tak samo pewnie myśleli Ukraińcy, aż do momentu, kiedy spadły pierwsze rakiety. Szeroko pojęta geopolityka w końcu zainteresowała się nimi bezpośrednio.

Rozmawiałem z kilkorgiem. Jedni, już od jakiegoś czasu w Polsce, zmartwieni bezpieczeństwem rodziny pozostałej tam, bardzo widocznie tracą odporność psychiczną. Ciągle śledzą wieści "z domu". Zauważam pewną korelację ze swoim stanem, podupadającym, gdy za bardzo się skupiam na "informacjach", które nie mają bezpośredniego przełożenia na moje życie. Inni, gdy tylko usłyszeli wybuchy, spakowali mandżur i zadbali o swoje i swoich bliskich bezpieczeństwo. Ci, reagują tam gdzie mogą coś zmienić. Jak sami mówili, chcą żyć normalnie. Cokolwiek to znaczy.

W międzyczasie miał okazję w swojej społecznej bańce wziąć udział w spotkaniu towarzyskim, podczas którego wyraźnie widziałem jak czyjeś przekonania potrafią być zabetonowane i racjonalizowane wbrew nowym informacjom. Temat rozmowy, niezmiennie zszedł na politykę i religię. Co ciekawe, do tej pory to ja byłem inicjatorem takiego kursu, ale nie tym razem.

Wielce szanowny interlokutor, uważający ateizm za lepszy, bardzo szybko z agnostyka stał się w trakcie rozmowy wojującym antyteistą, albo chociaż antyklerykałem, a być może antykatolikiem. Do ośmieszania członków swojej rodziny włącznie. Przepysznie było przenieść czelendż asalonowy, w sposób "a myśl co chcesz, ale nie myśl, że pochwalam".

Swoją drogą, w trakcie tego tygodnia wypłynął w mojej przepełnionej skrzynce poczty elektronicznej newsletter, do którego jestem zapisany (w czelendżu był wyjątek na pocztę elektroniczną), w którym cytat z Richarda Powersa brzmiał:

"Najlepsze argumenty na świecie nie zmienią czyjegoś zdania. Tylko dobra opowieść może to zrobić".

Fascynujące jak po powrocie na salon, okazało się, że w obserwowanych blogach znalazł się taki, którego artykuł wyjątkowo potwierdza to zdanie.

Nadal nie mam przyczepionych listew przysufitowych. Ale w zamian zrobiłem inne rzeczy w swoim najbliższym otoczeniu, które mam nadzieję sprawią, że będzie mi lepiej.



Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale