Nie samym njusem żyje człowiek
"Jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda." Charles-Maurice de Talleyrand
73 obserwujących
316 notek
635k odsłon
  2180   5

Polska powinna siedzieć głośno

Dlaczego Polska nie ma w Europie takiej pozycji strategicznej/politycznej, która byłby proporcjonalna do liczby ludności (9 w Europie, 5 w UE), powierzchni (10 w Europie, 6 w UE), PKB (10 w Europie, 7 w UE)? 

Dlaczego jest jak pochyłe drzewo na które byle koza skacze (vide choćby Vera Jurowa)? 

Dlaczego polscy politycy a za nimi ich wyborcy orientują się na wasalizm (bez znaczenia czy panem senioralnym jest Ameryka czy Niemcy)?

Dlaczego wreszcie Polacy sami nie wierzą, że mogliby wybić się na wielkość (a nasze położenie geograficzne a w zasadzie geopolityczne wymusza na nas wielkość lub podległość w razie jej braku)?

Hmm, gdybym miał odpowiedzieć na to jednym zdaniem odpowiedziałbym tak - Rosja jest, jak jest, ale... jej elity są prorosyjskie. Gdyby tak zestawić jakiekolwiek polskiego ministra spraw zagranicznych z Siergiejem Ławrowem to śmiało można byłoby powiedzieć Rosjanin ma mózg i go używa zgodnie z przeznaczeniem a nasi mają nieliche kiełbie we łbie i groch z kapustą.

Tak, tak, wiem - problem jest wielowymiarowy, ale im więcej punktów widzenia, im więcej tych wymiarów podlega analizie, tym łatwiej uciekamy w dyskusjach i od prawdy i sedna sprawy. 

Używając biznesowego pojęcia helicopter view: co widać z wysoka, gdy spojrzy się na Polskę? 

Zanik politycznych propolskich elit. Gwoli wyjaśnienia - nie chodzi mi o przywiązanie do biało-czerwonych barw, czytanie Sienkiewicza, Mickiewicza czy Gombrowicza lub dumę z historii. Tu przede wszystkim chodzi o umiejętność realizowania swoich interesów a nie cudzych kosztem swoich. Z punktu widzenia polskiego chłopka - roztropka np. proces prywatyzacji przebiegł doskonale - udało się spieniężyć to, co przecież i tak nic nie było warte. I ma zakichane prawo głąb swe zdanie mieć. Ale polityka, który decyduje o tym, aby przeprowadzić sprzedaż banków w taki sposób,, że najpierw dokonuje oddłużenia, dokapitalizowania i umorzenia zaległości podatkowych nie można zaliczyć do propolskiej elity. To samo można było napisać o likwidacji przemysłu stoczniowego, bo przecież czyż statki są jeszcze komukolwiek potrzebne? Jeszcze raz, dla pewności zrozumienia,  podkreślę - nie chodzi o machanie szabelką - chodzi o wolę, chęć, upór w realizacji polskiego interesu. 

Niezdefiniowane cele strategiczne. Używając języka F. Fukuyamy - wraz z wejściem Polski do UE i NATO nastąpił koniec historii polskiej strategii. Nie wiemy, co państwo polskie chciałoby osiągnąć poza opieką możnego protektora. Skoro nie wiemy dokąd dojść, co jest celem podróży to nie sposób posiadać plan jazdy, taktyczną mapę drogową. 

Brak soft power. Polska ma ciekawe story do opowiedzenia. Ale nie ma komu jej opowiedzieć. Think tanki to coś raczej hobbystycznego, dopiero kiełkującego, o zasięgu krajowym - poza CASE. Film? Ale jaki film? A pomyśleć tylko ile Niemcy wycisnęli z jednego tylko Oskara Schindlera lub Clausa von Stauffenberga notabene też zwolennika A. Hitlera. To, że twórcy z Polski wybiorą do realizacji temat raczej antypolski (vide J. Gross, P. Pawlikowski) nie jest li tylko pochodną ich postawy wobec polskości, ale i kalkulacji - antypolskość to po prostu się sprzedaje dobrze i u Żydów i u Niemców. Są pieniądze i zaszczyty. Przykre? Owszem. Ale jak ma się przeciw fałszywemu wizerunkowi Polski komiksową Maszynę Bezpieczeństwa Narracyjnego to czegóż się spodziewać? Czy można inaczej? Można. Trzeba. Są sprzyjające okoliczności. Czymkolwiek malowano by trupa wolności słowa i nauki na Zachodzie to on i tak zgnije - poprawność polityczna też jest dla nas szansą na rozwój nauki, ale trzeba chcieć przyciągnąć tutaj część ludzi nauki kusząc ich i wolnością i pieniędzmi. 

Jednokierunkowość sojuszy a w zasadzie służenia. Albo Berlin albo Waszyngton. Jak Waszyngton to już nigdy Pekin, bo Waszyngton. Jak Berlin to Berlin. Jak Moskwa to Moskwa. Oczywiście gra dyplomatyczna słabego państwa jest ograniczona jego słabością. Ale grać trzeba. Próbować trzeba. Nigdy nie miałem szacunku do koncepcji pt. nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy. Taka koncepcja kosztuje. Znamienna wypowiedź byłego ministra rolnictwa Marka Sawickiego - "Wolność Ukrainy i dobre relacje z Ukrainą, ale także poszerzenie gospodarczej współpracy na Wschód, dla nas jest ważniejsze niż te 6,7 proc (taki był udział Rosji w eksporcie żywności z Polski)". Można być adwokatem czyichś interesów, ale nie za darmo. Zresztą to, że Polska tak wysoko ocenia wagę i znaczenie niepodległości Ukrainy dla naszego bytu państwowego to wcale nie znaczy, że władze ukraińskie myślą tak samo. Polska nie jest dla nich szczególnie ważnym sojusznikiem. Niemcy, Francja - tak. Kanada, USA, Wielka Brytania jako część rozbudowanego formatu normandzkiego o co apeluje Ukraina - tak. Ale Polska? Polska sama podejmuje się roli ambasadora interesów ukraińskich (vide Partnerstwo Wschodnie) i jednocześnie płacze nad tym, że Ukraina używa embarga wobec importu polskiego mięsa a Polska tak pomaga. A czy prosił ktoś o to? To, co napiszę teraz jest raczej niepopularne, ale warto wyjść ze strefy emocjonalnego i historycznego komfortu tj. dokonać resetu stosunków politycznych z Rosją. Trudne? Tak. Możliwe?  Pewnie tak. Potrzebne? Jak najbardziej. Dawniej Lew Lechistanu pokonał Turków pod Wiedniem. Piękna wiktoria.  Ale niepotrzebna. Bo jak się wrogowie Rzeczpospolitej biorą za łby to lepiej im nie przeszkadzać niż jednemu z nich pomagać. Taki też i Rzeczpospolita winna mieć stosunek do konfliktu rosyjsko - ukraińskiego. 

Lubię to! Skomentuj90 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka