Notkę niniejszą proszę potraktować jako przypis do tekstu p. Konrada Godlewskiego pt. "Krowie bąki zniszczą Ziemię?".
Krowa emituje codziennie setki litrów metanu. Zgoda. A ile emituje człowiek? Jest nas 6 miliardów - znacznie więcej niż krów (1,5 mld, wg danych pana K. G.). Przepustowość układu pokarmowego mamy mniejszą niż u bydła, ale trochę nadrabiamy liczebnością. Amerykanie i Rosjanie, eskimoscy rybacy i beduińscy pasterze, bogaci mieszkańcy Północy i biedni ludzie z Południa, Chińczycy na dorobku i udziałowcy zachodnich koncernów... Wszystkich łączy to, że - za przeproszeniem - pierdzą. MY pierdzimy. Ty i ja puszczamy bąki.
Nasze grzechy ciężkie względem klimatu na tym się nie kończą. Bez przerwy wydychamy dwutlenek węgla, wraz z jakże szkodliwą parą wodną. Już dawno wpadłem na pomysł - tu po raz pierwszy przedstawiam go publicznie - że coś z tym trzeba zrobić.
Ciekawym rozwiązaniem byłyby gazoszczelne majtki - pomysł, przyznaję, podpatrzony na jakiejś stronie internetowej o głupawych wynalazkach. Trzeba by odprowadzać zabójczy metan jakąś rurką do zbiornika, najlepiej takiego, w którym byłby od razu sprężany lub skraplany.
Inny projekt wart rozważenia to maski służące nie podawaniu tlenu, ale odprowadzaniu CO2 i pary wodnej. Gromadzić, utylizować. Parę można skroplić i wykorzystać jako wodę - byle nie wylewać, bo jeszcze sama wyparuje. Niech ktoś mądrzejszy ode mnie wymyśli, co zrobić z oddychaniem przez skórę.
Foliowanie oceanów, żeby nie parowały, jest na razie niewykonalne. Ale można rozważyć zafoliowanie mniejszych jezior. A potem w busz i w dżunglę, zakładać bąkoszczelne gacie dzikim zwierzętom. Ile taki słoń musi wydzielać metanu!
Jeżeli ktoś sądzi, że to niepoważne lub niewykonalne, niech pomyśli o kolejnych misiach polarnych, odpływających na krach arktycznych ku niechybnej zagładzie. Czasu mamy niewiele. Gdy Londyn i Nowy Jork zaleją fale, będzie za późno, by myśleć o własnych bąkach!



Komentarze
Pokaż komentarze (4)