13 obserwujących
79 notek
104k odsłony
  1321   8

Biznes w czasach covidu, biznes w czasach wojny. Okiem praktyka.

Niemcy, jak i prawie cała Europa, wprowadzają w marcu lockdown w zasadzie podobny do polskiego. Wszystko pozamykane, z handlu działają jedynie sklepy z żywnością, drogerie i apteki, a i te są obłożone drakońskimi obostrzeniami. Co dla nas okazuje się kluczowe – zamknięto wszystkie sklepy meblowe – Ikee, Knufmanny, Rollery itp. Praktycznie tymczasowo likwiduje nam się konkurencję.

Pierwszy kryzys ogarnięty. Zaraz potem jednak następują następne – przekonujemy się na własnej skórze, co znaczą przerwane łańcuchy dostaw. Zaczyna się chyba od naszego dostawcy łóżek typu boxspring i materacy. Na skutek lockdownów i kwarantann ostaje się w Europie jeden jedyny producent podstawowego składnika do produkcji pianki do mebli polsterowanych i materacy. Niemiecka firma, której nazwy tu nie wymienię, bo jej nie lubię. Ilość tego polyethuranu czy jak tam to się fachowo nazywa, którą ta firma może wrzucić na rynek, za Chiny Ludowe nie pokrywa popytu. Ustawiają się do niej długie kolejki producentów, którym kończą sie zapasy. Potem wszędzie staje produkcja. Dowiadujemy się o problemach z pianką po fakcie – gdy fabryki w końcu nie są w stanie wydać nam zamówionych mebli. Bo trzeba wam wiedzieć, że nikt ci więcej nie obieca, niż dział handlowy polskiego producenta. Tak, oczywiście, wszystko będzie gotowe w terminie, nie, jakość sie nie obniży, nie, nie ma żadnych problemów z dostawami komponentów itp.

No i my także uspokajamy klientów. A tu mija pierwszy tydzień po czasie dostawy, potem drugi, potem trzeci. Zaczynają się urywać telefony od klientów –gdzie jest do cholery mój boxspring? Każę mówić prawdę – nie ma pianki. Fabryki stoją z produkcją. I znowu, klienci zgrzytają zebami, ale na storno decydują sie sporadycznie. Po jakimś czasie sytucja normalizuje, problemy z pianką znikają, ale tylko po to, aby zrobić miejsce innym.

Fabryka, z której bierzemy polstery, zostaje sparaliżowana przez kwarantannę w miejscowych przedszkolach – mówimy o okresie, gdzie przedszkola zaczęły już działać. Krojczynie, przeważnie młode kobiety, dzieciate, musza zostać z dziećmi w domu. Produkcja staje, trwa to kilka tygodni, powtarza się historia terminami dostaw. Klienci wypisują nam paszkwile na google, ebayu i amazonie. Obroty nieco spadają, ale tylko trochę. Harujemy od rana do nocy, by to wszystko ogarnąć. W końcu i ta fabryka zaczyna działać, wysyłamy ludziom zaległe sofy.

Nadchodzi kolejny kryzys. Jakaś fabryka okuć meblowych we Włoszech ogłasza całkowity lockdown. Pech chce, że zaopatrują sie w niej nasi dostawcy mebli skrzyniowych. Nie ma zawiasów, szyn do drzwi, tego całego żelastwa do montowania mebli. Produkcja staje. Fabrzki gorączkowo szukają podobnych okuć. Znajdują, zdaje się w Chinach. Zamawiają kontenery tego ustrojstwa. Statek już płynie, słyszę od producentów, zaraz będziecie odbierać zamówienia, obiecują. A klienci czekają i klną. Tymczasem kontenerowiec Ever Given staje w poprzek Kanału Sueskiego i blokuje go. Gdzie jest statek z okuciami do mebli?

Jak to gdzie? Oczywiście w kolejce do przepłynięcia kanału, wraz z czterystoma innymi statkami. Czas dostaw dla naszych klientów wydłuża się z obiecanego miesiąca do trzech miesięcy, podobnie jak poprzednio z innymi meblami. Znowu łapiemy porcję paszkwili na portalach. Klienci skarżą sie także, że kierowcy nie zakładają masek przy wnoszeniu mebli. Interweniujemy w spedycji, obiecują poprawę.

Tego lata biorę trochę wolnego, bo padam już na nos, a w dodatku musimy uporządkować sporo spraw po śmierci teścia. W życiu nie wyrzucił kawałka metalu, więc zostało po nim jakieś 10 ton złomu, który systematycznie wywozimy na skup. Przy okazji odnajdujemy stare motocykle teścia, kto ciekaw, może sobie o tym tutaj poczytać:

https://www.salon24.pl/u/zapiskiczterdziestolatka/1154728,skarby-z-dziadkowej-stodoly

Po kilku dniach zaczyna mnie dziwnie boleć prawa noga. Gdy trochę ją rozchodzę, przy ładowaniu tego złomu, to ból nieco odpuszcza, ale noga coraz bardziej puchnie i robi się czerwona. W końcu, gdy łydka spuchła jak bania, żona zabiera mnie, po moim krótkim proteście (nic mi nie jest, to zaraz samo przejdzie) do lekarza. Wynik – zakrzepica. A że dwa tygodnie przedtem przyjąłem drugą dawkę szczepienia, to wiadomo, z czego się ta zakrzepica wzięła. Trzeciej dawki nie dam sobie za żadne skarby wstrzyknąć, na ale dobra, mniejsza o to.

Leżąc z nogą ułożoną wyżej i z laptopem na brzuchu też się da pracować. Więc pracowałem.

Mniejszych kryzysów w czasie covida było mnóstwo. Co chwilę jakiś cały dział jakiejś fabryki szedł na kwarantannę, wypadały trasy ciężarówkom, bo chorowali kierowcy.

No ale dokulaliśmy się jakoś do końca lockdownów i obostrzeń, wszędzie pootwierano na nowo sklepy meblowe i obroty wróciły na stary, stabilny poziom, z którego byliśmy zadowoleni. Cośmy ekstra nakosili w czasach covidowych, to nasze.

24 lutego zaczęła się wojna na Ukrainie. Początkowo Niemcy mieli nadzieję, że szybko się skończy, gdyż marzec pod względem sprzedaży był bardzo dobry. Gdy jednak okazało się, że wojna będzie trwać i będzie związana z ogromnymi kosztami, nastroje konsumenckie w Niemczech opadły do poziomu nienotowanego od II WŚ.

Odbiło się to oczywiście na ilości zamówień w naszej firmie. Obecnie sprzedajemy mniej więcej 60% tego co wiosną. Z rozmów z dostawcami wiem, że eksport mebli do Niemiec spadł o jakieś 50%, do Skandynawii i Czech nawet 60-70%. Fabryki mają natrzaskane towaru po sam dach, nikt tego nie chce odbierać. Flauta. A trzeba wiedzieć, że Polska w produkcji mebli jest światową potęgą, po Niemcach i Włochach największą w Europie i siódmą na świecie. 90% polskich mebli idzie na eksport. 

Spójrzmy na największy europejski rynek – Niemcy. Są oni w tragiczne sytuacji, jeśli chodzi o energetykę. Nie maja gazoportu, bardzo małe zapasy gazu, zero własnego wydobycia, w dodatku pod koniec roku mają wyłączyć ostatnie trzy elektrownie atomowe. Inflacja mają wprawdzie koło 8%, ale wiadomo, to jest mix. Roczne koszty energii dla modelowego gospodarstwa domowego w marcu 2022 wynosiły 7292 euro. To o 80 procent, czyli 3249 euro więcej niż w tym samym miesiącu poprzedniego roku, kiedy to średni koszt wynosił 4043 euro. A najgorsze jeszcze przed nimi!

W drugiej połowie roku zawsze wzrastały obroty w handlu, także w naszej firmie, bo ludzie czuli już nosem „Weihnachtsgeld”, czyli tradycyjną trzynastą pensję, wypłacaną na święta Bożego Narodzenia. Tym razem ludzie będą się modlić o to, by ta trzynastka starczyła w ogóle na koszty prądu i ogrzewania.

My, w czasach covidowych obroslismy w jakiś tam tłuszczyk, bo nie wydajemy zarobionej kasy bezmyślnie i wydaje mi się, że mamy rezerwy finansowe  nawet na jakieś 2 – 3 chude lata, jak zaciśniemy trochę pasa. Ale producenci, z zapasami po sam dach, z załogami liczącymi po kilkaset osób, które nie mają nic do roboty? Ci mają przeje..., sorry, chciałem powiedzieć, że bardzo ciężko.

Idą ciężkie czasy dla perły naszej gospodarki - przemysłu meblowego.

Obym się mylił.


Lubię to! Skomentuj52 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka