12 obserwujących
81 notek
106k odsłon
  573   1

Walka o klimat - pełna zakłamania i hipokryzji

Działania przeciwko globalnemu ociepleniu mają zapobiec ludzkiemu cierpieniu, ale zbawcy klimatu torpedują inne, skuteczniejsze strategie - bo boją się o swoje wpływy. Całkowite skupienie się na redukcji CO₂ okazuje się krótkowzroczne i po prostu głupie.

Ciekawy głos rozsądku w sprawie zmian klimatycznej, rzadki w mediach mainstreamowych w tych czasach. Autorem jest Axel Bojanowski z "Die Welt" No to jedziemy:

"Działania przeciwko globalnemu ociepleniu mają zapobiec ludzkiemu cierpieniu, ale zbawcy klimatu torpedują inne, skuteczniejsze strategie - bo boją się o swoje wpływy. Całkowite skupienie się na redukcji CO₂ okazuje się krótkowzroczne i po prostu głupie.

1 sierpnia 1971 gitarzysta George Harrison wraz z innymi światowymi gwiazdami urządził w Nowym Jorku swój słynny "Koncert dla Bangladeszu". Dochód został przeznaczony dla ofiar najbardziej niszczycielskiej burzy tropikalnej wszech czasów. W listopadzie 1970 roku przez cyklon "Bhola" zginęło nawet pół miliona ludzi.

Silne burze od dawna wywołują w Azji Południowej ekstremalne skutki; raz po raz padały dziesiątki tysięcy ofiar: na przykład w 1942, 1965, 1991 r. Od 1970 r. liczba ludności Bangladeszu wzrosła prawie trzykrotnie. Ale kiedy cyklon "Amphan" uderzył w kraj w 2020 roku na podobnym torze co Bhola i jeszcze silniejszy, zginęło 128 osób, a nie setki tysięcy. Bangladesz był przygotowany.

O jednym z największych postępów w historii ludzkości mało kto wspomina: ryzyko śmierci w wyniku ekstremów pogodowych zostało zmniejszone o ponad 90 procent dla przeciętnego mieszkańca świata. W porównaniu z sytuacją sprzed stu lat nie ginie nawet dziesiąta część ofiar katastrof pogodowych - i to pomimo tego, że w tym samym czasie liczba ludności świata wzrosła czterokrotnie - i pomimo globalnego ocieplenia.

W 1887 roku powódź Żółtej Rzeki w Chinach zabiła około dwóch milionów ludzi, a w 1931 roku aż cztery miliony na rzece Jangcy-Huai. Do takich liczb ofiar już się nie zbliża. I nie tylko burze i powodzie rzeczne występują na całym świecie ze znacznie mniejszą liczbą ofiar śmiertelnych niż w przeszłości, ale także wszystkie inne rodzaje katastrof pogodowych.

Głód zabijał kiedyś miliony. Pomimo wzrostu populacji i zmian klimatycznych, na jedną osobę przypada obecnie o jedną trzecią więcej kalorii niż 60 lat temu. Mniej osób niż w ciągu ostatniej dekady nigdy nie cierpiało głodu.

Historyczna opowieść o postępie ma jeden główny powód: energię kopalną. Węgiel, ropa i gaz umożliwiły gigantyczny wzrost dobrobytu. Dzięki systemom wczesnego ostrzegania, drogom ewakuacyjnym, ekipom ratunkowym, lepszym budynkom, wałom przeciwpowodziowym, klimatyzacji, chłodniom na leki i żywność, dobrze prosperującemu rolnictwu i wielu innym rzeczom, ludzkości coraz bardziej udaje się trzymać niebezpieczną naturę na dystans.

Świat stoi przed dylematem. Energia z paliw kopalnych, dzięki swojej wysokiej gęstości energetycznej i łatwej dostępności, pozwoliła miliardom ludzi wyjść z ubóstwa. Jednocześnie – według wyznawców religii klimatycznej - powoduje globalne ocieplenie.

Jedyny jak dotąd ekonomista nagrodzony Noblem w dziedzinie badań nad klimatem zgłębił ten dylemat. Ekonomista William Nordhaus zajmuje się pytaniem, do jakiej temperatury taniej byłoby zaakceptować ocieplenie, zamiast finansować kosztowne przejście na energię o niskiej emisji CO₂. Od około 3,5 stopnia globalne ocieplenie byłoby droższe niż koszty redukcji gazów cieplarnianych - ustalił Nordhaus.

W 2017 roku Nordhaus wyliczył, że trzy stopnie ocieplenia kosztowałyby świat 2,1 proc. wzrostu gospodarczego. Liczby noblisty „ukradły” aktywistom światowy armagedon: ekonomiści spodziewają się kilkusetprocentowego wzrostu gospodarczego do końca wieku, więc ekonomiczne skutki zmian klimatycznych nie mają prawie żadnego znaczenia.

Przyjęty przez społeczność globalną cel dwóch stopni ma zapobiec zatonięciu wysp i ewentualnie wyczarowaniu innych nieodwracalnych zagrożeń. Z perspektywy ekonomicznej Nordhaus skrytykował cel dwóch stopni: Cel byłby "niemożliwy" do osiągnięcia, koszty byłyby zbyt wysokie w stosunku do spodziewanych strat.

Firma konsultingowa McKinsey obliczyła, że zmniejszenie emisji CO₂ do zera netto do 2050 r. kosztowałoby samą Europę ponad pięć procent jej rocznego wyniku gospodarczego.

Radykalne ograniczenie emisji CO₂ można wymusić jedynie przy dużych kosztach, a środków brakuje gdzie indziej - na przykład na realizację pozostałych 16 celów ONZ w zakresie praw człowieka, które obejmują walkę z ubóstwem i głodem. Skąpe zasoby energii kopalnej nie mogą być w krótkim czasie odpowiednio zastąpione energią niskoemisyjną, co pokazuje obecny kryzys energetyczny - skutkiem tego jest utrata dobrobytu.

Zwłaszcza dla 800 milionów ludzi, którzy nie mają jeszcze elektryczności, energia przyniosłaby znacznie więcej krótkoterminowego bezpieczeństwa życia niż redukcja CO₂. Niemniej jednak Unia Europejska torpeduje rozwój gazu, ropy i węgla w Afryce, a jednocześnie sama kupuje ich jeszcze więcej.

Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości