34 obserwujących
2652 notki
648k odsłon
206 odsłon

Proces załogi niemieckiego nazistowskiego obozu Stutthof

Wykop Skomentuj

Minister Maas podkreślił, że Niemcy przyznali się do winy i odpowiedzialności, „która nigdy nie przestanie istnieć”. Powiedział także, że obóz koncentracyjny Stutthof symbolizuje szaleństwo, do którego może doprowadzić nacjonalizm i ślepa nienawiść wobec innych.


Dodał, że zaproszenie na te uroczystości było dla niego bardzo ważne, ponieważ było dowodem głębokiego zaufania między oboma krajami i pokazało, że Polska jest gotowa wybaczyć. Stwierdził, że Niemcy byli bardzo wdzięczni za to i za wszystko, co jednoczyło dziś Polaków i Niemców. Wspólnie stawiamy czoła wyzwaniom, przed którymi stoimy jako sąsiedzi i Europejczycy. „Jestem wdzięczny, że mogę dziś dodać: jako przyjaciele” - powiedział.


Bruno Dey, który ma dziś 92 lata, jest oskarżony o pomoc w zabójstwie w niemieckim, nazistowskim obozie koncentracyjnym Stutthof, gdy służył tam jako osiemnastoletni strażnik przez dziewięć miesięcy, od sierpnia 1944 r. Do kwietnia 1945 r.



Prokuratorzy twierdzą, że Dey zapobiegał ucieczce więźniów i był świadomy, że ludzie są tam mordowani, poinformowała w czwartek Associated Press . Dey nie zaprzeczył, że służył w Stutthof, tak twierdzą prokuratorzy.



31 stycznia 1947 roku przed Sądem Okręgowym w Gdańsku zakończył się drugi proces załogi obozu koncentracyjnego Stutthof. Po sowieckiej "operacji polskiej" z 1937 roku, podczas której wg różnych danych wymordowano od 130 do 200 tysięcy Polaków. Niemiecka "operacja inteligencja", rozpoczęta 1 września 1939 roku była drugim w historii, w Europie Środkowej na masową skalę ludobóstwem na tle narodowościowym. Pierwszym obozem, do którego wywożono aresztowanych z tej Akcji stał się Stutthof. Transport więźniów, który przybył do wyznaczonego pod przyszły obóz miejsca w dniu 2 września, liczył około 150 osób. Zostali oni wyselekcjonowani z aresztowanych w dniu 1 września na terenie Gdańska Polaków i miejscowych Żydów. Pierwsze egzekucje miały na celu wyeliminowanie z więźniarskiej społeczności jednostki najbardziej zasłużone dla polskości Pomorza Gdańskiego.

Pod koniec sierpnia i września 1944 r. do KL Stutthof przybyła największa grupa więźniów z Warszawy, przysłano wówczas cywilną ludność deportowaną z Warszawy w ramach likwidacji Powstania Warszawskiego, oraz grupę łączniczek Armii Krajowej.


Przecież i ja ziemi tyle mam,

Ile jej stopa ma pokrywa,

Dopókąd idę!... / C.K.Norwid Pielgrzym


20-21 października 1939 roku w Piaśnicy, niedaleko Wejherowa, rozpoczęły się masowe egzekucje. Stanowiły element "Intelligenzaktion". Pierwszymi oczekującymi "swojego" losu stali się mieszkańcy Gdyni. Niemieccy przywódcy wierzyli, że świadomość narodową posiada wyłącznie polska inteligencja, zakładali, że eksterminacja elit zniszczy polską tożsamość, przekształci społeczeństwo w amorficzną masę. Na przyjazd Hitlera aresztowano 4 tysiące mieszkańców odtąd Gotenhafen. Historycy oceniają, że ofiarą ludobójstwa dokonanego w lasach piaśnickich do początków kwietnia 1940 roku padło około 14 tys. ludzi. Jeszcze długo później znajdowano tam szczątki ciał ludzkich wyciągane z mogił przez lisy i dzikie psy. Zdaniem Dietrera Schenka liczba zamordowanych na całym Pomorzu mogła sięgnąć nawet 52 794 – 60 750 osób. Drugie tyle dostało się do obozów koncentracyjnych, z których przeżyło niewielu. W latach II wojny światowej z terenów Pomorza Gdańskiego – wcielonych do Rzeszy jako tzw. Okręg Gdańsk-Prusy Zachodnie wysiedlonych zostało od 120 tys. do 170 tys. obywateli polskich narodowości polskiej i żydowskiej, na których miejsce sprowadzono blisko 120 tys. niemieckich osadników.

Inteligencja gdyńska, kim byli ci ludzie? Jak wyglądała galeria obrazów ich codziennego życia? Niektórzy z nich mogli liczyć na łaskę szczęścia i sprzyjającą aurę. Na dwa dni przed wybuchem wojny, unikając śmierci lub w najlepszym wypadku trudnego, smutnego końca w KL Stutthof, rodzina Filipkowskich wyjeżdża z Gdyni.

"Pamiętam ten widok z okna, z mojego dziecinnego pokoju. Wspaniały widok na Zatokę Gdańską ze szczytu Kamiennej Góry i na cienką linię Helu na horyzoncie. Linię przy której w słoneczny dzień połyskiwały czerwienią dachy Jastarni, Juraty, wieża kościoła. Cały zarys Półwyspu Helskiego. To są widoki niezapomniane."- wspomina Tadeusz Filipkowski- "Pierwsza połowa lat 30-tych dwudziestego stulecia. Gdynia, miasto mojego dzieciństwa. Miasto, które rosło. Rosło jak na drożdżach, które się rozwijało. Przy ulicach sadzono rachityczne drzewka, podparte palikami i wytyczano szlaki przyszłych arterii. Tych arterii, które dzisiaj ocienione są dorodnymi, starymi drzewami. To jest ta Gdynia moich marzeń. Gdynia, która śni mi się do dzisiaj. Z rodzinnego domu na Kamiennej Górze patrzyłem z własnego pokoju codziennie na to molo południowe i na Zatokę.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura