90 DNI
Logline: W kraju, gdzie każda strona oskarża drugą o łamanie Konstytucji, jedno zdanie wiceministra w porannym radiu uruchamia mechanizm, który sprawia, że wybory naprawdę mogą się nie odbyć.
Bohaterowie:
• Prezydent Konrad - prawnik, nowo wybrany, z obozu opozycyjnego wobec rządu. Czeka na pretekst do skrócenia kadencji. • Premierka - liderka koalicji rządzącej. Wie, że przegrana w 2027 = komisje śledcze i realne wyroki dla jej ludzi. • Wiceminister sportu - weteran, gaduła. Idzie do Radia i mówi za dużo. • Analityczka z RCL - młoda legislator, która jako jedyna czyta przypisy w Konstytucji.
FABUŁA:
AKT I: ISKRA
Środa, 20:38. Wiceminister w wywiadzie na żywo mówi zdanie: "Mało kto bierze pod uwagę, że do wyborów może nie dojść z powodu eskalacji rosyjskiej agresji. Jak będzie wojna, wybory się nie odbędą."
Dla mediów to sensacja. Dla Premierki - katastrofa. Bo jej elektorat zaczyna pytać: "Czyli szykujecie stan wojenny żeby nie oddać władzy?"
Dla Prezydenta to z kolei prezent. Jego doradcy od miesięcy szukają sposobu na rozwiązanie Sejmu. Wiedzą, że nie mogą go rozwiązać bo "KO nie chce wyborów". Potrzebują budżetu. Plan jest prosty: sprowokować Sejm, żeby nie dostarczył budżetu w 4 miesiące.
AKT II: SZACH
Analityczka odkrywa, że obie strony grają tym samym artykułem - art. 228 ust. 7.
Rząd zaczyna pompować narrację o zagrożeniu wojennym. Każda rakieta, która spadnie 50km od granicy, jest pokazywana w TVP non-stop. Opozycja krzyczy: "Budujecie dyktaturę pod pretekstem Rosji!"
Prezydent w tym czasie robi coś cichego: wetuje wszystko poza budżetem. Bo budżetu wetować nie może. Więc czeka.
Kulminacja: Sejm ma 4 miesiące na dostarczenie budżetu prezydentowi. Koalicja celowo przedłuża prace komisji. Chce pokazać, że "prezydent nie podpisze, to będzie chaos". Prezydent modli się, żeby właśnie nie dostarczyli. Bo tylko wtedy może zarządzić skrócenie kadencji.
W nocy na 3 miesiąca i 29 dnia - budżet nadal nie wychodzi z Senatu.
AKT III: PARADOKS
I wtedy wchodzi Rosja. Nie pełnoskalowa wojna, tylko incydent - drony nad Białymstokiem, cyberatak na PKW.
Premierka staje przed wyborem:
Wprowadzić stan wojenny = z automatu przedłuża swoją władzę o minimum 90 dni po zakończeniu stanu, wybory 2027 się nie odbędą. Dokładnie to, o czym mówił wiceminister. I dokładnie to, o co oskarża ją opozycja.
Nie wprowadzić = ryzyko, że wybory zostaną sparaliżowane przez atak, a ona zostanie oskarżona o zdradę stanu.
Prezydent z kolei ma dylemat odwrotny: jeśli wprowadzi stan nadzwyczajny, to zgodnie z Konstytucją nie może już skrócić kadencji Sejmu. Traci swoje jedyne narzędzie.
Ostatnia scena: Analityczka patrzy na dwa podpisy leżące na biurku Premierki. Jeden - wniosek o wprowadzenie stanu wojennego. Drugi - dymisja rządu i zgoda na wcześniejsze wybory. Oba dokumenty sprawiają, że wybory się nie odbędą. Tylko w inny sposób.
Ciemny ekran. W radiu słychać: "Do wyborów może nie dojść..."




Komentarze
Pokaż komentarze